Oczyszczalnia przestała śmierdzieć. Wcześniej powódź zniszczyła bio-filtry

Mieszkańcy części Jeleniej Góry mogą już otwierać okna bez wyczuwalnego odoru. Oczyszczalnia ścieków przy Lwóweckiej uruchomiła bio-filtry, które we wrześniu 2024 roku zniszczyła powódź. Koszt naprawy w wysokości 3 milionów złotych pokrył ubezpieczyciel.

Przestaje śmierdzieć w Jeleniej Górze. Na oczyszczalni ścieków przy ulicy Lwóweckiej zamknięto osadnik. Pierwszy raz prace wykonano kilka miesięcy przed powodzią w 2024 roku. Ta chwilę później zniszczyła zamontowane bio-filtry, które po raz pierwszy od wielu lat zniwelowały mocny zapach. Od ponownej naprawy minęło kilka tygodni, teraz mieszkańcy mogą już spokojnie otwierać okna:

- Raz na jakiś czas tam coś robią, czuć. Raz na miesiąc może. Ale to nieporównywalne do tego, co było 5 lat temu. Można spokojnie okno otworzyć.
- Naprawdę bardzo śmierdziało, także trochę przyjemniej.
- Czasami czuć to było w centrum? (pyt. red.)
- Centrum to może nie.
- Czyli skrzyżowanie Jana Pawła i Grunwaldzkiej bardziej śmierdziało? (pyt. red.)
- Wszyscy, nawet tu, mieszkańcy z Jeleniej Góry, wiedzieli, gdzie są, nawet jakby jechali na ślepo.

Oczyszczalnia jest oddalona od centrum Jeleniej Góry o około kilometr. Koszt naprawy bio-filtrów - 3 miliony złotych - poniósł ubezpieczyciel. Katarzyna Wierska-Kuberka, prezes spółki Wodnik, wyjaśnia historię unieszkodliwienia fetoru w stolicy Karkonoszy:

- Ten brzydki zapach towarzyszył mieszkańcom Jeleniej Góry od bardzo, bardzo wielu lat i nasza inwestycja miała na celu - po pierwsze - przykrycie osadnika pierwotnego. Ograniczył odór mniej więcej o 60%. Następnie zamontowaliśmy bio-filtry wypełnione lawą wulkaniczną, które pochłaniały resztki brzydkich zapachów.

Poza wspomnianą inwestycją do Wodnika popłyną 23 miliony złotych na zabezpieczenie przed powodzią. Jeleniogórska spółka stara się o kolejne duże środki na ten cel.

prw.pl