Wywiad z Rafałem Niesobskim, koszykarzem Sudetów Jelenia Góra

Rafał Niesobski to wychowanek Sudetów. Ostatnie sezony spędził w I lidze, w drużynie Tranovii, ale niedawno rozwiązał kontrakt z tym klubem i wrócił do zespołu z Jeleniej Góry, który jest liderem II ligi. - Czasem trzeba zrobić krok w tył, by można było zrobić dwa w przód. W Jeleniej Górze chcę się odbudować - mówi.
TOMASZ BRUSIŁO: Dlaczego w połowie sezonu odszedł pan z I-ligowej Tarnovii i wrócił do Sudetów?

RAFAŁ NIESOBSKI: - Szczerze przyznaję, że nie układało mi się w Tarnovii zbyt dobrze. Ostatnio grałem niewiele i miałem kiepski kontakt z trenerem. Kilka czynników złożyło się na to, że chciałem odejść z tej drużyny. Pojawiła się opcja, by wrócić do Jeleniej Góry, do Sudetów, w których przed laty zaczynałem karierę. Zdecydowałem się na taki krok. Klub udało mi się zmienić w ostatniej chwili, bo w niższych ligach okienko transferowe zamyka się 15 stycznia. Teraz uważam, że to była dobra decyzja. Sudety to aktualny lider II ligi, silna drużyna z aspiracjami. Znam bardzo dobrze większość zawodników, bo tu się wychowałem, więc z aklimatyzacją nie było żadnego problemu.

Nie żałuje pan tej zmiany? Przenosiny z I do II ligi to jednak krok wstecz.

- To prawda, ale czasem trzeba zrobić krok w tył, by można było zrobić dwa w przód. I tak to właśnie traktuję. W Jeleniej Górze chcę się odbudować.

Między czołowym zespołem II ligi a ekipami z zaplecza ekstraklasy jest duża różnica sportowa?

- Jest pewien przeskok między tymi ligami. Nie chodzi tylko o poziom sportowy, ale też organizacyjny. Zaplecze ekstraklasy to jednak wyższa półka.

Sudety w obecnym składzie mogłyby sobie poradzić w I lidze?

- W I lidze jest silna czołówka, która walczy o awans do ekstraklasy. Ale już taka Tarnovia, w której występowałem, i kilka innych drużyn z dolnej połówki tabeli, ma potencjał podobny do Sudetów. Jeleniogórska drużyna w obecnym składzie walczyłaby o utrzymanie, ale wcale nie stałaby na straconej pozycji. Uważam, że z zespołami z dołu tabeli I ligi Sudety mogłyby toczyć zacięte pojedynki.

Może się okazać, że po sezonie wróci pan do I ligi z Sudetami, które nieprzypadkowo są liderem II ligi.

- Lepszego powrotu do I ligi nie mógłbym sobie wymarzyć (śmiech). Na razie nie chcemy mówić o awansie, bo przed nami cała runda i jeszcze faza play-off, więc wiele się może zdarzyć. Na pewno chcemy się znaleźć w czołowej czwórce i to na jak najwyższej pozycji, bo to później w play-offach zaprocentuje przewagą własnego parkietu. Po kilku treningach z Sudetami mogę powiedzieć, że jest to młody zespół z potencjałem. Dla porównania w I lidze średnia wieku jest znacznie wyższa i stawia się na graczy z większym doświadczeniem. A w Jeleniej Górze jest perspektywiczna drużyna, która robi systematyczne postępy.

Pan wniesie trochę doświadczenia do tej młodej ekipy.

- Rzeczywiście, trochę pograłem w I lidze i czegoś się nauczyłem. Choć mam tylko 26 lat, to już jestem jednym z najstarszych graczy Sudetów (śmiech). Będę się starał pomagać chłopakom na każdym kroku.

Jak pan ocenia rywalizację w drużynie na pozycjach obrońców?

- Dąży pan do tego, że muszę rywalizować z bratem? Jest paru chłopaków na pozycje obwodowe i na pewno nie będzie tak, że skoro przyszedłem z I ligi, to mam grać. Chłopaki są ambitni, nie odpuszczą i każdy walczy na treningach o swoje minuty w meczu. Ale rywalizacja dla każdego jest korzystna.

Słowo Sportowe
foto: Grzegorz Bereziuk