Brittany Jackson "od kuchni"

Jej mama jest trenerką drużyny koszykarskiej w Stanach Zjednoczonych. Siostra Lindsey, podobnie jak ona, gra w basket. Ojciec z kolei uprawia wrestling! Mowa o Brittany Jackson, jednej z dwóch nowych koszykarek, które w minionym tygodniu zasiliły Finepharm AZS Kolegium Karkonoskie Jelenia Góra.
Brittany urodziła się 28 lipca 1983 r. w Cleveland. Tam też ukończyła edukację na Uniwersytecie i stawiała pierwsze kroki w sportowej karierze. Następnie w 2006 r. przeniosła się do San Jose Spiders, a ostatnio występowała w Turcji. To była jej pierwsza wizyta w Europie. Teraz ma nadzieję, że spodoba jej się w Polsce. A szanse jak sama twierdzi są na to spore. - Podoba mi się tutaj. Jest chłodniej niż w Turcji, a o tej porze roku często nie brakuje też śniegu. W rodzinnym mieście przyzwyczaiłam się do takiego klimatu, a więc aura z pewnością mnie nie zaskoczy. Poza tym Jelenia Góra jest podobna do Cleveland. Słyszałam, że to ładne miasto i jeśli tylko pozwoli czas , to z pewnością dokładnie je zwiedzę - zadeklarowała Brittany.
Jak twierdzi wolnego czasu nie ma zbyt wiele. Jeśli znajdzie chwilę zamiast sięgnąć po dobrą książkę woli poleżeć przed telewizorem lub spotkać się ze znajomymi. Najchętniej jednak spędza czas przed komputerem. - To jedyny kontakt z rodziną jaki mam. Mamy stały kontakt i dzięki temu tak mocno nie odczuwam tęsknoty - wyjaśnia nasza rozmówczyni.
Koszykówka nie jest jedynym hobby Brittanny. Jest ona także modelką. Może się pochwalić chociażby tytułem miss ligi NCAA. W Polsce chce jednak skupić się tylko na grze. - Nie przyjechałam tutaj na wakacje. Muszę ciężko pracować na treningach i w każdym meczu pomagać drużynie w walce o wygrane - zastrzega. Jej idolami nie jest żaden koszykarz, czy zawodniczka, a rodzice. - Zawsze byli dla mnie wzorem do naśladowania. W to co robią wkładają dużo wysiłku. Dzięki nim przecież poznałam pasję swojego życia - mówi. Dodajmy, że Jackson nie ma życiowego partnera. - Dzięki temu łatwiej jest mi podróżować po świecie. - kończy Brittany.

Grzegorz Bereziuk
foto: Dariusz Gudowski