Sudety: Jubileusz w cieniu porażki...
Po dramatycznym i zaciętym meczu koszykarze Sudetów ulegli we własnej hali MKKS-owi Zabrze 79-80. Jeleniogórzanie byli bliscy zdobycia kompletu punktów w tym meczu, jednak Mariusz Matczak decydujący o losach meczu rzut oddał o ułamek sekundy za późno. Szkoda, bo zwycięstwo nad ekipą z Górnego Śląska uświetniłoby obchody jubileuszu X-lecia istnienia KS Sudety Jelenia Góra, który był celebrowany w przerwie tego spotkania.
Spotkanie z zabrzanami nasi koszykarze rozpoczęli w kiepskim stylu, pozwalając rywalom przejąć całkowitą kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Goście w tej części gry grali ładną zespołową koszykówkę, prezentując przy okazji znakomitą skuteczność rzutów za trzy punkty. W pewnym momencie przewaga MKKS-u sięgał już 15 punktów, a ostatecznie koszykarze z Zabrza wygrali tę kwartę 25-12.
W drugiej ćwiartce jeleniogórzanie przebudzili się z letargu i zaczęli odrabiać straty. Agresywna obrona gospodarzy sprawiła, że goście nie grali już tak dobrze jak na początku spotkania, jednak ceną za taką grę była duża ilość przewinień na niekorzyść Sudetów jaką orzekała para sędziowska prowadząca to spotkanie. Niestety, dla naszego zespołu szybko cztery faule złapał najlepiej punktujący w tym meczu Jakub Czech, co sprawiło, że w drugiej połowie w wielu sytuacjach nie mógł on sobie pozwolić na ryzykowne akcje w obronie. Pomimo ostrożnej gry i Czech i tak musiał opuścić parkiet w czwartej kwarcie, a kto wie czy z nim w składzie podopieczni Ireneusza Taraszkiewicza nie zakończyliby tego meczu zwycięsko.
Do remisu miejscowi doprowadzili jeszcze w trzeciej kwarcie ale goście tuż przed końcem tej ćwiartki potrafili ponownie odskoczyć na kilka punktów. W ostatnim starciu Sudety pokazały po raz kolejny walory z jakich znany jest ten zespół, czyli ambicję, waleczność i dużą odporność psychiczną na stres w końcówce meczu, niestety tym razem zabrakło skuteczności, zwłaszcza ze stałych fragmentów gry. Co tu dużo kryć na tle innych rywali celność rzutów osobistych jest prawdziwą zmorą jeleniogórzan. To, że wysocy zawodnicy mają z tym problem można jeszcze zrozumieć, jednak martwi fakt, iż niewysoki rozgrywający jakim jest Mariusz Matczak w istotnych momentach meczu nie potrafi z dwóch prób wykorzystać choćby jednej... Szkoda, bo chłopak ten stara się jak może, wkłada całe serce w swoją grę i czyni widoczne postępy, jednak z tym elementem koszykarskiego rzemiosła nie może sobie poradzić. Miejmy nadzieję, że tylko do czasu i pot wylany na treningach zaprocentuje poprawą celności rzutów tego sympatycznego zawodnika.
Wróćmy jednak do meczu, którego końcówka była nerwowa i chaotyczna. Na kilkanaście sekund przed końcem do remisu 73-73 doprowadził niezawodny Krzysztof Samiec. Dogrywka to pokaz nieskutecznej i szarpanej gry z obu stron. Wygrali ją niestety goście jednym punktem, choć to jeleniogórzanie jako ostatni przeprowadzili akcję, mało tego była to akcja zakończona celnym rzutem Mariusza Matczaka, jednak jak orzekł skład sędziowski został on oddany już po końcowej syrenie. Czy tak było rzeczywiście trudno orzec, z pewnością jeleniogórski rozgrywający był już w powietrzu gdy rozległ się sygnał, jednak sam rzut mógł być o ułamek sekundy spóźniony. Z decyzją arbitrów nie zgadza się trener Sudetów: - Uważam, że punkty były zdobyte prawidłowo ale szanuję decyzję sędziowską i godzę się z porażką. Pytany o ocenę całego spotkania Ireneusz Taraszkiewicz odpowiada: - Nie mam pretensji do moich zawodników o końcówkę meczu, to nie w niej przegraliśmy to spotkanie. Klucz do sukcesu gości tkwił w pierwszej kwarcie, gdy grali oni tak jak im rywal pozwalał, a pozwalaliśmy im w tych 10 minutach na bardzo wiele... Cóż trudno się nie zgodzić z opinią jeleniogórskiego szkoleniowca.
Koszykarzy Sudetów w meczu z MKKS-em obserwowało liczne grono ludzi tworzących środowisko jeleniogórskiego basketu. Powodem ku temu był wspomniany na wstępie jubileusz X-lecia klubu. Z tej okazji prezes Sudetów Waldemar Woźniak wręczył pamiątkowe dyplomy swoim poprzednikom zasiadającym w fotelu prezesa, trenerom pracującym w klubie przez ostatnią dekadę oraz najbardziej zasłużonym zawodnikom. Nie zapomniano też o pani Krysi Czado zajmującej się opieką medyczną podczas meczów jeleniogórzan oraz o Mariuszu Zawadzkim, który od dziecka kibicuje naszym koszykarzom, a hala przy Sudeckiej można powiedzieć jest jego drugim domem. Sam prezes otrzymał natomiast okolicznościowy puchar od prezydenta Marka Obrębalskiego, który pogratulował ludziom tworzącym klub okrągłej rocznicy i poinformował zebranych w hali kibiców, że do końca roku zamontowane w niej zostanie nowoczesne nagłośnienie.
SUDETY JG - MKKS ZABRZE 79-80 (12-25, 25-17, 20-18, 16-13, 6-7)
SUDETY: Czech - 24, Samiec - 18, Matczak - 17, Terlikowski - 10, Skrzypczak - 6, Wilusz - 4, Niesobski.
Od autora: Przyłączając się do jubileuszowych gratulacji mam niestety nieco mieszane uczucia, a powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, iż w sobotnie popołudnie w hali przy Sudeckiej odniesiono się do zaledwie małego fragmentu historii jeleniogórskiego basketu... Moim zdaniem wspominając i celebrując męską koszykówkę w Jeleniej Górze nie sposób pominąć nazwy Spartakus oraz historii i tradycji, które są z nią związane od 12 lipca 1965 roku. Historii klubu, który przez 32 lata swego istnienia wychował pokolenia koszykarzy, trenerów oraz skupiał wokół siebie dziesiątki działaczy sportowych i - nie waham się tego powiedzieć - tysiące fanów jeleniogórskiego basketu.
Spartakus jak większość polskich klubów po transformacji ustrojowej kraju nie potrafił się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Problemy finansowe klubu sięgnęły zenitu w 1997 roku, a konsekwencją tej sytuacji była decyzja ówczesnego zarządu o ogłoszeniu upadłości klubu i kontynuowaniu przygody z basketem pod innym szyldem. Nazwę Spartakus zastąpiły Sudety, jednak w sercach i świadomości większości fanów, którzy przed 1997 rokiem odwiedzali halę przy Sudeckiej, tam zawsze będzie grał "Spartek"! Bo czyż może być inaczej jeśli tylko sięgniemy wspomnieniami choćby do przełomu lat 80/90-tych i przypomnimy sobie lata świetności Spartakusa, który przez wiele sezonów rządził w II-lidze, a dwa z nich spędził w najwyższej klasie rozgrywkowej? W tamtych czasach meczom biało-niebieskich z reguły towarzyszyły nadkomplety kibiców, którzy tworząc iście "grecką" atmosferę nieśli swoich pupili do kolejnych zwycięstw nad ówczesnymi tuzami polskiej koszykówki. To dzięki Spartakusowi mogliśmy oglądać w naszej hali najlepsze kluby rodzimego basketu takie jak: Śląsk Wrocław, Gwardia Wrocław, Górnik Wałbrzych, Zagłębie Sosnowiec czy też regularnego wtedy mistrza Polski - Lecha Pozań, który mając w składzie takich zawodników jak Jarosław Jechorek, Tomasz Torgowski czy Eugeniusz Kijewski cudem w ostatniej sekundzie zdołał sobie zapewnić zwycięstwo nad naszym JKS-em. Drugą połowę tego spotkania cała hala oglądała na stojąco, a doping wgniatał w ziemię butnych i pewnych swego poznaniaków, którzy po meczu mówili, że czegoś takiego nie mieli okazji przeżyć nawet w swojej poznańskiej Arenie! Cóż to był za mecz, cóż to były za czasy! Czy zmieniwszy 10 lat temu nazwę możemy o tym zapominać? Nie, absolutnie nie, tak jak nie możemy zapomnieć o dokonaniach ludzi, którzy poświęcili temu klubowi wiele lat swojego życia i budowali markę jeleniogórskiej koszykówki. Eugeniusz Sroka, Leszek Oleksy, Roman Misiewicz, Józek Cięciwa, Robert Wisny, Ś.P. Darek Bogucki to tylko klika z dziesiątek nazwisk, które na trwałe wpisały się w historię "Spartka". Nie sposób teraz wymienić wszystkich, może uda się tego dokonać przy okazji kolejnego jubileuszu...
Obecny zarząd klubu z Sudeckiej to ludzie, którzy - to nie ulega wątpliwości - kochają jeleniogórską koszykówkę, jak sądzę nie obce też im jest pielęgnowanie jej tradycji. W prywatnych rozmowach nie raz już mieliśmy okazję rozmawiać na temat przywrócenia prawowitej nazwy klubu i jak miałem okazję się przekonać nie uważają oni tego tematu za zamknięty, choć nie ukrywają, iż ze względy na szereg problemów proceduralnych i logistycznych nie będzie to sprawa prosta i łatwa. Możliwe, jednak z pewnością warto poświęcić się tej idei. W przyszłym roku Jelenia Góra obchodzić będzie 900-lecie swojego istnienia, czyż można trafić na lepszy okres aby przywrócić jeden z rozdziałów historii naszego miasta na właściwe jej tory...?
Piotr Kuban
foto: Piotr Kuban
Tomasz Żukiewicz
Leszek Wrotniewski
Konrad Rydzewski
Rafał Piotr Szymański
Kazimierz Piotrowski
Hubert Papaj
Wojciech Leszczyk
Maciej Lercher
Paweł Kucharski
Oliwer Kubicki
Jacek Jakubiec
Paweł Gluza
Wojciech Chadży