Piszczek i spółka lepsi od Ślęzy
Ślęza wróciła do Wrocławia bez punktów, choć podjęła w Goczałkowicach Zdroju walkę i rywale musieli do końca pilnować wyniku. Zespół Łukasza Piszczka zbudował prowadzenie wykorzystując z zimną krwią błędy wrocławian przy wyprowadzaniu piłki. Pierwszy miał miejsce już w 21 minucie, gospodarze po odbiorze błyskawicznie przerzucili akcję na prawą stronę, gdzie Oure mocnym uderzeniem z narożnika pola karnego pokonał Kozła. Przy drugiej bramce goście jeszcze bardziej zawalili, ich niezrozumiałą wymianę podań przy linii pola karnego przerwał Zięba, który zbił głową piłką do ziemi i już w polu karnym celnie strzelił w długi róg. Ślęza nie złożyła broni i walczyła do końca. Po wrzucie piłki z autu i przedłużeniu jej głową przez jednego z wrocławian, Wojciechowski spokojnie technicznym strzałem umieścił ją w siatce. Na więcej LKS już żółto - czerwonym nie pozwolił. - To był mecz taki może związany z Dniem Kobiet, bo choć w zespole gości ich nie było, to my rozdawaliśmy prezenty i z tego głównie wzięła się nasza porażka, bo sam mecz był wyrównany. Obie drużyny miały swoje sytuacje i mogliśmy go nie przegrać. Tak jak mówiłem, obie bramki były mocno podarowane i niejako wróciliśmy tym spotkaniem do złych praktyk z poprzedniej rundy w działaniach obronnych - komentował w mediach Ślęzy trener Grzegorz Kowalski.
LKS GOCZAŁKOWICE ZDRÓJ - ŚLĘZA WROCŁAW 2-1 (1-0)
Bramki: 1:0 Oure (21), 2:0 Zięba (68), 2:1 Wojciechowski (83). Żółte kartki: Kozik, Wawrzyniak. Sędziował: Matyszczak (Kluczbork).
LKS: Mazur - Bąk (59 Rabczak), Gajda, Domagała (59 Flasz), Oure (73 Żagiel), Fidziukiewicz (77 Bogdański), Maroszek, Płonka (46 Zięba), Piszczek, Wuwer, Kiklaisz.
ŚLĘZA: Kozioł - Pisarczuk, Wawrzyniak (45 Wojciechowski), Marcjan (88 Vanda), Olek (46 Vinicius), Jabłoński (73 Toboła), Kluzek, Afonso, Kozik, Bieńkowski (73 Bullat), Kifert.
Piotr Kuban