Rozmowa z Wojciechem Konefałem, zawodnikiem Iskry Księginice

Wojciech Konefał to jedno z mocniejszych ogniw beniaminka 4. ligi z Księgienic, który na własnym boisku pracował na miano rewelacji rundy jesiennej, a na wyjazdach rozdawał punkty na lewo i prawo. Zimą wraz z kolegami pracują, aby w rundzie wiosennej poprawić 14 lokatę i uniknąć nie tylko spadku, ale też barażu, co wydaje się niełatwym zadaniem.

Patrząc na początek sezonu 2023/2024, 14 miejsce po rundzie jesiennej chyba można uznać za rozczarowujące? Prezentowaliście się w tym okresie najlepiej ze wszystkich beniaminków.

WOJCIECH KONEFAŁ: - To prawda, sezon rozpoczęliśmy z przytupem i miejscem w górnej część tabeli, a rundę skończyliśmy w strefie barażowej. Na taką kolej rzeczy wpływ miało kilka kwestii, które po ostatnim meczu omówiliśmy w swoim gronie podczas podsumowania rudny (śmiech), a po doprecyzowaniu różnych aspektów ruszyliśmy ze świeżymi głowami z przygotowaniami do rundy wiosennej. Z drugiej strony jesienny wynik przyjmujemy z dużą pokorą i postaramy się przekuć zdobyte doświadczenie na większą zdobycz punktową.

Potraficie wykorzystać atut własnego boiska, gdzie wygraliście sześć z dziewięciu spotkań. Porażkę z rezerwami Miedzi Legnica można było założyć, choć i w tym meczu nie brakowało wam okazji do zmiany jego wyniku. Bolała chyba przegrana z Piastem Nowa Ruda?

- Jeśli chodzi o nasze boisko to nawet statystyki udostępnione przez świetny portal P4P Football pokazują jak diametralnie ta drużyna zmienia się podczas meczów u siebie, względem tych rozgrywanych na wyjeździe. Na swoim stadionie jesteśmy trzecią siłą ligi, natomiast w delegacji zdobyliśmy jeden punkt, co stawia nas w roli autsajdera. Atmosfera stworzona na naszym kameralnym obiekcie przez lokalną społeczność, wymiary boiska oraz jego dobra jakość sprawiały, że mogliśmy pokazywać swoje największe atuty i kilka drużyn przekonało się o potencjale jaki w nas drzemie.

No właśnie, jak wspomniałeś na wyjazdach tylko jeden punkt, to naprawdę słaby dorobek. Nie potrafiliście zapunktować nawet w Wałbrzychu, choć graliście tam w okresie swojej najlepszej prosperity i uważano was za zdecydowanego faworyta tego meczu. Gdzie szukać przyczyny takiego stanu rzeczy?

- Wyjazdy to nasza największa zmora, z reguły nasza postawa jest niejako wypadkową licznych braków kadrowych podczas tych spotkań. Niestety większość chłopaków pracuje na zmiany. Ten problem możemy zatuszować podczas meczów u siebie, ustalając ich termin tak, aby ich pora była dla większości dogodna. Mecze na obcych boiskach, zwłaszcza teraz gdy gramy w jednogrupowej 4. lidze na terenie całego województwa sprawiają, iż szybciej musimy wjeżdżać, co wiąże się z absencją wielu graczy. Brak zmian powodował, że przeciwnik wytrzymując tempo w końcówkach często przechylał szalę wygranej na swoją korzyść, bądź nas bezlitośnie dobijał. Jeśli chodzi o mecz w Wałbrzychu, to niestety zagraliśmy najgorsze spotkanie w całej rundzie.

Niejako w parze z wyjazdową dyspozycją szły wyniki, a właściwie ich rozmiary: 2:10 z Baryczą Sułów, 2:7 z Lechią Dzierżoniów, czy 2:6 ze Słowianinem Wolibórz. To konsekwencja otwartej gry, czy masz inne uzasadnienie?

- Przede wszystkim wpływ na to miały czynniki, które już przestawiłem. Ponadto nie zważając na skład jako drużyna nigdy nie zmienialiśmy wypracowanego stylu gry, co sprawiało, że w niektórych meczach sensacyjnie punktowaliśmy, a czasem płaciliśmy frycowe za nasze przywiązanie do otwartej gry. Mogę powiedzieć z perspektywy czasu, iż w wielu spotkaniach działaliśmy zbyt pochopnie i chcieliśmy zrobić wszystko w pierwsze tempo. Piłka nożna w tej lidze uczy wyrachowania i wymaga więcej cierpliwości.

Najlepszy i najsłabszy mecz Iskry jesienią, z krótkim uzasadnieniem?

- Najlepszy mecz Iskry..., z przekąsem powiem, że właśnie ten w Żmigrodzie, gdzie zdobyliśmy jedyny wyjazdowy punkt, a mogliśmy ze sobą zabrać nawet trzy oczka. Pokazaliśmy tam wysoką kulturę gry oraz wykreowaliśmy dogodniejsze sytuacje do strzelenia bramek, choć spotkanie przez cały okres trwania było mocno zamknięte ze strony rywali. Najgorszy to już wspomniany wyjazd do Górnika Nowe Miasto Wałbrzych. Byliśmy na fali wznoszącej, pierwsi strzeliliśmy gola, mocno chcieliśmy sięgnąć po inauguracyjne zwycięstwo na terenie przeciwnika. Niestety nie wykorzystaliśmy wielu sytuacji, aby "zabić" mecz, a Górnik cały czas "czując krew" czatował, by przerwać swoją passę bez zwycięstwa. Od tego momentu zaczynamy rollercoaster, który póki co parkuje na stacji baraże o utrzymanie w 4. lidze.

Podobno nigdzie nie ma tak dobrej atmosfery w drużynie jak w Księginicach, potwierdzisz? Jesteś tu od niedawna, ale patrząc na kadrę, to chyba znałeś się doskonale z wieloma chłopakami?

- Jeśli chodzi o drużynę to rzeczywiście z wieloma chłopakami grałem w innych klubach, bądź ze sobą rywalizowaliśmy i wiedziałem, że ludzie w tej społeczności tworzą tutaj przyjemny, rodzinny klimat. Zostałem dobrze przyjęty i widzę, że nie bez powodu powstała przyśpiewka "Gdzieś na Dolnym Śląsku..." (śmiech). Po meczach klub zawsze dba o to, aby pod wiatą w okolicach boiska nie zabrakło poczęstunku dla piłkarzy i ich rodzin. Zarząd Iskry składa się z osób bardzo oddanych temu projektowi, co przekłada się na stałe podnoszenie jakości i dbanie o najmniejsze detale w ramach posiadanych środków i możliwości.

Piotr Stańko to ostry szef, czy bardziej kumpel w szatni? Jak układa się współpraca piłkarzy z trenerem?

- Współpraca z trenerem jest na wysokim poziomie. To komunikatywny człowiek z wieloletnim stażem na różnych szczeblach akademii Zagłębia Lubin. Treningi prowadzi na wysokim poziomie motorycznym i techniczno - taktycznym, uszczuplając formułę do ilości posiadanych jednostek treningowych. Współpraca podczas obecnego okresu przygotowawczego i wspólne konkluzje z zawodnikami sprawią, iż Iskra będzie w lepszym miejscu niż obecnie na zakończenie rundy wiosennej.

Celem jak sądzę jest utrzymanie, pewnie chcielibyście uniknąć też barażu? To nie będzie łatwe.

- Celem nadrzędnym jest uniknięcie zarówno spadku jak i barażu, jednakże widząc ilość i jakość drużyn, które są uwikłane w walkę o pozostanie nie stanie się tragedia jeśli zakończymy rozgrywki na miejscu barażowym i powalczymy o byt w nowej formule. Zapewne ten mecz dostarczy wielu emocji zarówno piłkarzom jak i lokalnej społeczności. Znając jakość i potencjał swojej drużyny widzę Iskrę w przyszłym sezonie bezpośrednio w 4. lidze. Uważam, że zaskoczymy wielu obserwatorów tej ligi i mam nadzieję, że z pozytywnym skutkiem. Oczywiście to tylko sport i jeśli nie uda się wykonać tego o czym mówię, to pozostaną tylko słowa na papierze, a Iskra będzie musiała się odbudowywać w "okręgówce".

4. liga po reformie jest mocniejsza niż się spodziewałeś?

- Tak, spodziewałem się wyzwania na takim poziomie. W optymalnej liczebności i składzie w każdym meczu byliśmy w stanie nawiązać równorzędną walkę i często z boiska schodziliśmy z uczuciem niedosytu, a nie poczuciem wstydu, że niezasłużenie się tutaj znaleźliśmy. Zreformowana 4. liga to ciekawe, mocno zajmujące zajęcie w życiu, dla wielu chłopaków połączenie kwestii życiowych i piłki nożnej na tym szczeblu rozgrywkowym nie jest łatwe. Jeśli nie jesteś w stu procentach konsekwentny w swojej grze oraz przygotowany do wytrzymania tempa tej ligi, to jest w niej bardzo wielu jakościowych zawodników, którzy to perfekcyjnie i klinicznie wykorzystają o czym już się przekonaliśmy, a teraz wyciągniemy wnioski, by być częścią tego mocnego projektu również w kolejnym sezonie.

Jakie wspomnienia wyniosłeś ze Ścinawy, gdzie Odra była twoim poprzednim klubem? Niewiele brakowało, aby misja utrzymanie zakończyła się powodzeniem. Zagraliście kilka naprawdę szalonych meczów.

- Każdy poprzedni klub staram się zapamiętać z tych najlepszych rzeczy, ponieważ robiłem tam to co kocham. Wiadomo, życiowe sytuacje są różne i drogi nie zawsze się rozchodzą tak jak tego oczekujemy. W Odrze spotkała się pozytywna grupa zawodników, świetnie się ze sobą czuliśmy i rozumieliśmy na boisku. Niewiele brakowało, aby utrzymać w Ścinawie 4. ligę. Mimo to sytuacje poza boiskowe sprawiły, że czasem na mecze jeździliśmy w jedenastu z juniorem, który w debiucie musiał grać przez 90 minut. Z perspektywy czasu oceniam, iż dla tego miejsca zdrowy był spadek o poziom niżej. Teraz z nowymi siłami i nowym zarządem, trzeba świeżym okiem spojrzeć na wiele spraw klubowych wymagających uregulowania i wyjaśnienia od wielu lat.

Klub się rozliczył jak trzeba, bo chodzą słuchy, że sprawy z wieloma zawodnikami nie są załatwione? Jak jest w twoim przypadku?

- To nie tylko słuchy, pisały o tym również lokalne media, np. portal e-Legnickie. Co tu dużo kryć, jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o... Faktem jest, iż wielu zawodników do dzisiaj nie otrzymało umówionych premii. Osoby, które obecnie zajęła się sprawami Odry podeszły do tematu w sposób dżentelmeński. Zapoznały się z informacjami o wysokości faktycznego zadłużenia wobec graczy, ustaliły priorytety spłat, by w następnej kolejności uregulować należności wobec nas za poświęcone zdrówko i czas. Obserwuję te poczynania i kibicuję, aby Odra stanęła na nogi, co pozwoli zrealizować ten plan.
- Dziękuję za rozmowę. Całemu środowisku piłkarskiemu życzę dużo zdrowia i uśmiechu na twarzy. Do zobaczenia na piłkarskim szlaku, ze sportowym pozdrowieniem!

rozmawiał
Piotr Kuban