Barycz lepsza od Karkonoszy

Mecz w Jeleniej Górze rozpoczął się totalną dominacją gości, którzy przez 10 minut nie tylko trzymali gospodarzy na ich połowie, ale też długimi momentami nie wypuszczali ich poza pole karnego. Agresywny pressing przyniósł efekt i w ósmej minucie Grzelczak błyskawicznie złożył się do strzału i piłka zatrzepotała w siatce obok bezradnego Fościaka. Później gra się nieco wyrównała, jeleniogórzanie potrafili przenieść jej ciężar na drugą połowę, jednak daleko im było do tworzenia okazji na miarę tych, które posiadała Barycz. W 43 minucie Grzelczak urwał się Pojaskowi, a ten zdaniem sędziego Małachowskiego faulował na linii pola karnego sułowianina. "Jedenastkę" na gola zamienił Wojciechowski. Karkonosze mogły odpowiedzieć, jednak piłka po "główce" Dudka nie dotarła do celu. Po zmianie stron 3-ligowcy chcieli odzyskać kontrolę nad meczem. Częściej operowali piłką, mieli kilka okazji, ale za każdym razem czegoś brakowało, aby piłka znalazła się w bramce Baryczy. Chyba nieco groźniejsze były kontry gości, jednak to podopieczni trenera Kołodziejczyka zyskali trafienie kontaktowe. Chmielewski ograł przed polem karnym zawodnika Baryczy i uderzeniem piłki po ziemi zmieścił ją tuż przy słupku. Jak się okazało był to ostatni gol w tym meczu, ustalający końcowy rezultat na 1:2. - Potraktowaliśmy ten sparing jako próbę generalną, bo za tydzień gramy już mecz pucharowy. Mieliśmy bardzo wymagającego przeciwnika do tego ostatniego sprawdzianu, co mnie bardzo cieszyło. Pierwsze 10 minut wręcz kapitalne w naszym wykonaniu, chyba to najlepszy fragment w naszym wykonaniu odkąd jestem w Sułowie. Strzeliliśmy bramkę, stwarzaliśmy sytuacje i odbieraliśmy piłkę w pressingu. Natomiast później to skutkowało tym, że Karkonosze przez moment nas mocniej docisnęły i dominowały, ale potrafiliśmy się z tego wybronić i ustrzec straty bramki. Później też mieliśmy kolejne okazje do zdobycia bramki - mówi Tomasz Horwat. - Szkoda końcówki tego meczu. Wydawało się, że kontrolujemy spotkanie. Stwarzaliśmy groźne sytuacje po kontrach i szkoda, że jedna z nich się nie zamieniła na bramkę. Później straciliśmy gola i wdała się niepotrzebna nerwówka, choć my znów też mieliśmy szansę na kolejne trafienie - dodał trener Baryczy.
- Barycz bardzo wysoko powiesiła nam dzisiaj poprzeczkę i była trudnym rywalem. Przez pierwsze 10 minut nie byliśmy w stanie wyjść spod pressingu i stworzyć sobie jakiejkolwiek sytuacji pod ich bramką. Później już przy stanie 0:1 zaczęliśmy kontrolować grę. Wyglądaliśmy ok w samym budowaniu akcji, ale brakowało nam decyzji w ostatniej fazie i tak naprawdę oddaliśmy jeden strzał w kierunku bramki - komentuje Jacek Kołodziejczyk. - W drugiej połowie poczyniliśmy kilka zmian i tutaj spore ożywienie wprowadzili Mateusz Jaros, który wraca po kontuzji i Kacper Chmielewski. Naprawdę wyglądali pozytywnie, co zaowocowało bramką kontaktową. Na więcej nie starczyło nam już sił przerobowych, aby doprowadzić do remisu. Szkoda wyniku, bo jesteśmy na końcu przygotowań i przegrywamy kolejny mecz. Mam nadzieję, że wyciągniemy z tego wnioski i w ostatnim test meczu z Moto-Jelczem Oława pokażemy się z lepszej strony - dodaje trener Karkonoszy.

KARKONOSZE JELENIA GÓRA - BARYCZ SUŁÓW 1-2 (0-2)

Bramkki: 0-1 Grzelczak 8, 0-2 Wojciechowski 43, 1-2 Chmielewski 79.
Sędziowali: Konrad Małachowski oraz Krystian Ołota i Aneta Bargiel.
Widzów: 50.

KSK: Fościak - Maciejewski, zawodnik testowany, Niemienionek, Pojasek, Kocot, Milewski, Pałaszewski, Ratajski, Radziemski, Dudek / Malec, Jaros, Zemlak, Chmielewski, Kuźniewski, Posacki, Kulchawy, Firmanty, Szaciłło-Kulikowski, Hetman.
BARYCZ: Budzyński - Stempin, Wdowiak, Tomaszewski, Paradowski, Puchała, Bogdanowicz, Matusik, Kotowicz, Grzelczak, Wojciechowski / Idziorek, Smektała, Bąk, Olejniczak.

Piotr Kuban
foto: Piotr Kuban