Rozmowa z Tomaszem Horwatem, trenerem Baryczy Sułów
Jeszcze jesienią Tomasz Horwat pracował razem z Ireneuszem Mamrotem w Górniku Łęczna i mało kto mógł się spodziewać, ze ujrzymy go na ławce trenerskiej w IV lidze dolnośląskiej. Tak się stało, bo przyjął ofertę Baryczy Sułów. Rozmawiamy o tym jak dał się przekonać do tej pracy, dużo też wspominamy, m.in. lata jakie spędził w nieistniejącym już Wulkanie Wrocław.
Długo trzeba było przekonywać Tomasza Horwata do przyjęcia oferty Baryczy Sułów? Opowiedz nam o kulisach negocjacji.
TOMASZ HORWAT: - Nie, nie trzeba było mnie długo przekonywać do pracy w Baryczy Sułów, gdyż ten projekt od samego początku wydawał mi się interesujący, jednak jak to w życiu bywa, pewne rzeczy muszą się wydarzyć we właściwym momencie. Pierwszy raz spotkaliśmy się z prezesem Dominikiem Trzeciakiem już półtora roku temu i już wtedy rozmawialiśmy o pracy w Sułowie. Rozmowy przebiegły bardzo dobrze, ale wtedy finalnie zdecydowałem się na przyjęcie posady trenera w drugiej drużynie Zagłębia Sosnowiec. Mimo to dobry kontakt z prezesem pozostał, nikt z nas nie wykluczał też podjęcia takiej współpracy w przyszłości. Po zakończeniu ostatniej rundy jesiennej temat powrócił, jednak w tamtym momencie z uwagi na moją pracę w Górniku Łęczna, gdzie byłem asystentem trenera Ireneusza Mamrota, nie było takiej możliwości. To nadal jeszcze nie był ten czas. W grudniu po zwolnieniu trenera Mamrota pojawił się pomysł powrotu na Dolny Śląsk. Ponownie skontaktował się z mną pan prezes i wróciliśmy do rozmów. Do samej oferty nie trzeba było mnie długo przekonywać, ale patrząc z perspektywy ostatnich kilku miesięcy, to faktycznie trochę trwało zanim podpisaliśmy umowę.
Mówi się, że w Sułowie płacą jak w 2. bądź nawet 1. lidze. Ile jest w tym prawdy i jak ważny był dla Ciebie aspekt finansowy przy podjęciu ostatecznej decyzji?
- Pan Jacek Tarczyński, sponsor klubu, a zarazem jego wiceprezes gwarantuje stabilizację finansową, stwarzając ogromną możliwość rozwoju dla całego klubu. Stanowi to istotny czynnik i motywację do pracy zarówno dla trenerów, jak i zawodników. W moim przypadku przyjmując ofertę Baryczy głównie kierowałem się wizją rozwoju klubu pana prezesa, który przedstawił ją bardzo ciekawie i długofalowo. Jest to związane nie tylko z rozbudową infrastruktury, ale przede wszystkim z ambitnymi planami na przyszłość, związanymi z awansem do wyższej klasy rozgrywkowej.
Masz 42 lata, dosyć długo czekałeś, aby w dorosłej piłce pójść na swoje. Mianem trenera młodego pokolenia już nie będziesz określany.
- Patrząc na obecne trendy jeśli chodzi o dawanie szansy młodym szkoleniowcom, to rzeczywiście do najmłodszych nie należę. (śmiech) Uważam jednak, iż każdy ma swój czas, na każdego przychodzi odpowiedni moment. Rozpoczynałem pracę jako pierwszy trener w juniorskich zespołach Śląska Wrocław, następnie w wieku 27. lat prowadziłem trzecioligową Polonię Trzebnica, już jako grający trener. Kolejnymi etapami była praca w FC Wrocław Academy i Śląsku, a później wybrałem inną drogę, by jako asystent pracować na wyższym poziome i czerpać z doświadczeń innych trenerów. Teraz rozpoczynam nowy rozdział.
Przed nami cała runda wiosenna, ale powiem szczerze, że zadanie masz trudne, bo strata do Słowianina Wolibórz przy jego ewentualnej wygranej w zaległym meczu z KS Łomnica wyniesie osiem punktów, to bardzo duży dystans. Nie wystarczy wygrać bezpośredniego starcia, musi wydarzyć się wiele tej wiosny, aby układ czołówki się zmienił.
- Zgadza się, zadanie jest trudne, a margines błędu bardzo mały. Mogę jednak powiedzieć, że z pewnością nie złożymy broni i dopóki będzie szansa, to będziemy walczyć.
Miedź II Legnica też zapewne nie złożyła broni, więc trzeba będzie gonić nie tylko lidera. Jak oceniasz siłę rywali, którzy poza Słowianinem będą starali się stanąć na drodze Baryczy?
- Oczywiści poza Słowianinem jest jeszcze kilka innych zespołów, które chcą namieszać w czołówce tabeli IV ligi dolnośląskiej, m.in. w tej grupie znajdują się Miedź II Legnica i MKS Oława. Nie można również zapominać o innych. Myślę, że liga dzięki temu może być do końca bardzo ciekawa.
W zespole nie brakuje zawodników znanych z piłkarskich boisk w ligach centralnych, ale to chyba nie powinien być problem dla Ciebie, bo też masz fajne CV i pracowałeś w sztabach szkoleniowych wielu drużyn z wyższego szczebla, więc respekt powinien być?
- Cieszę się, że w zespole są zawodnicy, posiadający doświadczenie pracy na wyższym poziomie, nauczeni pewnych standardów oraz prezentujący odpowiednią jakość piłkarską. Dzięki temu możemy od siebie więcej wymagać i przenieść swoje zwyczaje na codzienne funkcjonowanie, co pozwoli nam wejść na wyższy poziom. Respekt? Myślę, iż CV to istotna rzecz, jednak na autorytet trzeba pracować każdego dnia.
Ryszard Tarasiewicz, Ryszard Komornicki, Tomasz Kafarski czy Ireneusz Mamrot, to znani trenerzy, czego można się było od nich nauczyć? Wiem, banalne pytanie, ale spróbuj odpowiedzieć.
- Sądzę, że wielu rzeczy np. takich jak warsztat pracy, codzienne funkcjonowanie w szatni piłkarskiej, kontakt z zawodnikami, komunikacja z piłkarzami podczas treningów i spotkań. Ponadto kwestie poza boiskowe, rozmowy na linii trener - sztab szkoleniowy, czy trener - zarząd klubu. Sporo tego było, zwłaszcza, że każdy trener ma nie tylko inną filozofię pracy, ale i gry. Miałem możliwość podpatrzyć ludzi preferujących różne systemy gry, realizujących to czego się sami nauczyli od swoich trenerów, więc mogę podsumować to krótko - trenerzy, z którymi pracowałem nauczyli mnie bardzo wiele.
Ryszard Tarasiewicz jako pierwszy dał Ci szansę zaistnieć przy futbolu seniorskim na szczeblu centralnym, to on jest odpowiedzialny za odkrycie trenerskiego talentu Tomasza Horwata?
- Jestem bardzo wdzięczny i dziękuję trenerowi Tarasiewiczowi za to, że dał mi szansę pracy na poziomie centralnym. Otworzył mi furtkę do zebrania sporej dawki wiedzy i doświadczeń. Praca z tak utytułowanym trenerem i wybitnym piłkarzem była dla mnie olbrzymią nobilitacją.
Najwięcej łączy Cię chyba z Ireneuszem Mamrotem, byłeś zawodnikiem w prowadzonych przez niego Wulkanie Wrocław i Polonii Trzebnica, a później współpracowaliście szkoleniowo w Górniku Łęczna.
- Zdecydowanie tak, znamy się już bardzo długo, wcześniej na linii Trener - Zawodnik, w ostatnim czasie współpracowaliśmy w sztabie szkoleniowym Górnika Łęczna. Myślę, że z tego, co wspólnie robiliśmy wyniosłem bardzo wiele cennych lekcji.
W Trzebnicy zastąpiłeś go nawet w roli trenera, po tym jak otrzymał szansę prowadzenia Chrobrego Głogów. To był ten moment kiedy definitwynie zdecydowałeś, że "trenerka", to jest zajęcie dla Ciebie?
- Po odejściu trenera do Chrobrego dostałem szansę poprowadzenia Polonii w 3. Lidze, a on sam namaścił mnie na swojego następcę. Za otrzymaną szansę dziękuję również ówczesnemu zarządowi klubu, bo dali mi szansę rozwoju. Wracając do twojego pytania, tak, myślę, że z pewnością był to jedne z tych momentów, w których poczułem, że chcę być trenerem.
Początek pracy z młodzieżą miałeś piorunujący, juniorzy FC Wrocław Academy pod twoją kuratelą zrobili furorę na Dolnym Śląsku, później w Centralnej Lidze Juniorów, a Ty zostałeś trenerem roku w plebiscycie Słowa Sportowego. Zakręciło się w głowie, czy przyjąłeś to ze spokojem?
- Zawsze z sentymentem wracam do czasów FC Wrocław Academy. To był sukces wielu ludzi związanych z klubem, zawodników i ich rodzin, prezesów Jakuba i Przemka Bednarków oraz pozostałych trenerów. Tworzyliśmy bardzo dobry team i jak mówiłem wiele osób dołożyło swoją cegiełkę do tego sukcesu. Oczywiście bardzo się nim cieszyłem, ale w głowie się nie zakręciło (śmiecz), była pokora.
Praca w Śląsku Wrocław to był ten upragniony cel? Miałeś okazję prowadzić juniorów, drużynę rezerw, zostałeś nawet dyrektorem akademii, ale zabrakło zbliżenia się do pierwszej drużyny.
- Zacznę od podziękowań dla pana Wojtka Błońskiego, bo to on zatrudniał mnie w Śląsku. Myślę, że praca w tym klubie z pewnością była jednym z moich celów, przede wszystkim była ważnym etapem mojego rozwoju i pozwoliła zbierać kolejne cenne doświadczenia. Miałem okazję współpracować z wieloma bardzo dobrymi trenerami oraz poznałem wiele świetnych osób. Natomiast funkcja dyrektora akademii Śląska, to już był wielki zaszczyt. Dziękuję ówczesnemu prezesowi Marcinowi Przychodnemu, który powierzył mi to zadanie. Cennym doświadczeniem była również funkcja koordynatora u boku trenera Tadeusza Pawłowskiego. Bez wątpienia możliwość pracy przy pierwszej drużynie byłaby spełnieniem marzeń i dopełnieniem pobyty w Śląsku.
Trener Ryszard Tarasiewicz porwał Cię do Tychów, gdzie w GKS spędziłeś dużo czasu, bo później miałeś też okazję pracować z trenerami Ryszardem Komornickim i Arturem Derbinem. W dziewięciu meczach prowadziłeś nawet zespół w roli pierwszego trenera. Jak wspominasz ten okres?
- Spędziłem w Tychach 2,5 roku, to bardzo dużo czasu i następne bardzo dobre doświadczenia. Znów na mojej drodze pojawiły się osoby dzięki, którym mogłem się rozwijać i sporo nauczyć. Poza tym jak wspomniałeś byłem pierwszym trenerem w duecie z Jarkiem Zadylakiem. To ważny moment tej pracy, wraz ze sztabem musieliśmy podejmować wiele istotnych decyzji. Poza tym wszystko działo się podczas pandemii, więc dla wielu trenerów, w tym dla nas była to prawdziwa szkoła życia.
Ostatni przystanek Górnik Łęczna, znów miałeś okazję pracować z Ireneuszem Mamrotem, jednak niedługo, bo po rundzie jesiennej obaj rozstaliście się z klubem. Co nie zagrało?
- Szkoda, że tak krótko to trwało, bo mieliśmy ambitne cele. Początek był znakomity, później przyszedł kryzys i szkoda, że trener Mamrot nie dostał szansy, aby z niego wyjść, bo zarząd klubu podjął inną decyzję. Myślę, iż było to duże zaskoczenie nie tylko dla nas, ale też dla całego środowiska piłkarskiego...
Wspominaliście w Łęcznej wspólny okres spędzony w Wulkanie? To były czasy, zwycięstwo za zwycięstwem, awans za awansem. Ten zespół chyba nieźle się bawił?
- Pewnie, że wspominaliśmy, wiele razy. Mieliśmy bardzo dobrego trenera, który potrafił zbudować bardzo dobry zespół, do tego zebrała się grupa bardzo ambitnych i charakternych ludzi, którzy tworzyli zespół na boisku i poza nim. I rzeczywiście naprawdę się przy tym bardzo dobrze bawiliśmy.
Widziałem wasz debiut w IV lidze, wygraliście 1:0 w Złotoryi z Górnikiem, a Ty zdobyłeś gola na wagę trzech punktów.
- Pamiętam ten mecz bardzo dobrze. Blisko domu rodzinnego, na stadionie Górnika kibicował mi mój tato i wielu moich znajomych, a ja strzeliłem bramkę uderzeniem piłki głową po stałym fragmencie gry. Rzucie rożnym, żeby być dokładnym.
Dzisiaj już mało kto pamięta o Wulkanie, po niezłym debiutanckim sezonie w 4. lidze udało się wam awansować do 3. ligi, ale tu zaczęły się kłopoty. Najpierw fuzja z MKS Oława, a po rundzie jesiennej klub przestał istnieć. Dlaczego?
- Niestety zabrakło finansów i nie mogliśmy dokończyć rozgrywek i jak mówisz klub się rozpadł. Szkoda, bo zajmowaliśmy wtedy drugie miejsce za Górnikiem Polkowice i mieliśmy spore szanse powalczyć nawet o awans do 2. ligi. Jestem zdania, iż był on w naszym zasięgu.
Nie brakuje osób uważających, że Barycz czy Słowianin to projekty podobne do Wulkanu i koniec może być podobny. Możesz uspokoić kibiców, że w przypadku Twojego obecnego klubu tak nie będzie?
- Barycz ma bardzo stabilnego sponsora jakim jest pan wiceprezes Jacek Tarczyński, który jest mieszkańcem Sułowa i chce rozwijać projekt przedstawiony przez pana prezesa Trzeciaka. Wierzę, że sprawimy sporo radości i damy wiele powodów do dumy wszystkim kibicom Baryczy Sułów!
rozmawiał Piotr Kuban
Tomasz Żukiewicz
Leszek Wrotniewski
Konrad Rydzewski
Rafał Piotr Szymański
Kazimierz Piotrowski
Hubert Papaj
Wojciech Leszczyk
Maciej Lercher
Paweł Kucharski
Oliwer Kubicki
Jacek Jakubiec
Paweł Gluza
Wojciech Chadży