Rozmowa z Patrykiem Bębenkiem, zawodnikiem Orła Mysłakowice
W czerwcu kapitan Karkonoszy Jelenia Góra Patryk Bębenek wraz z kolegami, z drużyny wprowadził zespół do 3 ligi i chyba nikt wtedy nie przypuszczał, że za dwa miesiące założy koszulkę grającego dwa szczeble niżej Orła Mysłakowice. Tak się stało, o czym w rozmowie z nami opowiada sam zawodnik.
Trzy mecze, trzy porażki, chyba nie takiego początku sezonu się spodziewali kibice Orła Mysłakowice?
PATRYK BĘBENEK: - Tak jak mówisz, myślę, że nikt się tego nie spodziewał. Można przegrywać, to część tego pięknego sportu, ale na pewno zawsze trzeba zostawić "serducho" na boisku, a tego nam niestety brakowało.
Ktoś powie - trema beniaminka, ale każdy widząc skład Orła wie, że macie doświadczony zespół, w którym nie brakuje zawodników, mających nawet III-ligową przeszłość, więc trudno mówić w tej sytuacji o jakiejkolwiek tremie, jednak coś nie zagrało?
- Niewątpliwie mamy dobry i doświadczony skład, często słyszymy od przeciwników teksty w stylu "gwiazdeczki". Mimo to dużo rzeczy szwankowało w tamtym okresie, zarówno w klubie jak i na boisku. Na szczęście każdy z nas w odpowiednim momencie się obudził i z meczu na mecz wyglądaliśmy coraz lepiej.
Ostatecznie za wyniki posadą zapłacił trener Tomasz Woźniczka, byłeś zaskoczony ruchem władz klubu?
- Tomek spędził w klubie kilka lat i cel jakim był awans do klasy okręgowej osiągnął. Niestety w sporcie nie ma sentymentów i za złe wyniki odpowiada najpierw trener. Czy byłem zaskoczony decyzją zarządu? Tak, przede wszystkim dlatego, że stało się to tak szybko. Utrzymujemy nadal kontakt z Tomkiem i jeśli wyrazi chęć powrotu do zespołu jako zawodnik, przyjmiemy go z przyjemnością.
W jego miejsce w Mysłakowicach pojawili się doskonale znani na Dolnym Śląsku trenerzy Robert Bubnowicz i Marcin Morawski. Nowa miotła zadziałała, bo już do końca rundy jesiennej nie przegraliście meczu w lidze.
- Tego duetu chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Klub zaskoczył chyba wszystkich kibiców w okręgu, ściągając tak świetnych trenerów.
Punkty zdobywaliście, jednak spektakularnych zwycięstw brakowało. Patrząc na potencjał kadrowy 27 goli to chyba niewiele. W pierwszej ósemce tabeli jeleniogórskiej klasy okręgowej tylko Pogoń Świerzawa zdobyła mniej.
- Masz rację, mimo, że wygrywamy, to dużo rzeczy nie funkcjonuje jak powinno. W okresie przygotowań będziemy starać się niwelować te błędy, aby w rundzie rewanżowej liczby i gra wyglądały dużo lepiej.
Ostatecznie zakończyliście rundę na czwartej lokacie. Patrząc na początek sezonu to chyba nie ma powodów do narzekania?
- Niedosyt jest duży. Dwa czy trzy mecze powinniśmy wygrać, a na własne życzenie zremisowaliśmy, np. w ostatniej kolejce rundy jesiennej z Pogonią Świerzawa. Jednak patrząc pod kątem startu sezonu trzeba być zadowolonym z tego jakim wynikiem zakończyliśmy rok.
Z tego co się orientuję ambicje macie spore, bo Orzeł to chyba jedyny klub z pierwszej piątki jeleniogórskiej "okręgówki", w którym głośno się mówi, że po ewentualnym awansie podjęto by rękawicę walki o punkty w IV lidze dolnośląskiej.
- Ambicje są duże to fakt, podchodzimy jednak do tematu na spokojnie. Po pierwsze strata do pierwszego miejsca jest spora, po drugie przy awansie byłoby bardzo dużo do zrobienia jeśli chodzi o infrastrukturę. Klub jest ambitny, co pokazują transfery, czy zatrudnienie wspominanego już duetu trenerskiego. My musimy wykonać robotę na boisku, a zarząd poza nim. Czas pokaże, co z tego będzie.
Jedyna przegrana podczas kadencji trenera Bubnowicza miała miejsce w Pucharze Polski. Cement Raciborowice wygrał na własnym boisku 5:2, a podobno był to najniższy wymiar kary. Taki mocny jest ten zespół, czy mieliście słabszy dzień?
- To był dziwny mecz i nie sądzę, że możemy tutaj mówić o najniższym wymiarze kary. Szczerze mówiąc, co strzał to bramka. My mieliśmy lekkie problemy kadrowe, ale to oczywiście żadna wymówka. W naszym odczuciu to był jeden z najgorszych meczów jakie zagraliśmy, nie ujmując nic Raciborowicom, bo jest to na pewno solidny zespół.
W czerwcu, gdy wraz z Karkonoszami Jelenia Góra wywalczyłeś awans do III ligi byłeś myślami właśnie w tej lidze, czy klasie okręgowej, gdzie awansował Orzeł?
- Temat mojej gry w Orle przewijał się już po spadku z Karkonoszami do IV ligi. Wtedy moją ambicją było jak najszybciej wrócić na poziom III ligi, zwłaszcza, że nosiłem opaskę kapitana, więc po prostu nie chciałem odchodzić w takim momencie. Po upływie 12 miesięcy zasłużenie wywalczyliśmy promocję do III ligi i jak się okazało temat wrócił, ale w tym momencie nie byłem myślami w Orle.
Co ostatecznie nie zagrało przy Złotniczej 12, nie mogliście się porozumieć z władzami Karkonoszy, czy po prostu sam zdecydowałeś, że już trochę zwolnisz tempo?
- Po świętowaniu awansu dałem sobie kilka dni na zastanowienie co dalej. Fakt, były różne myśli. Ciężko jest odejść z takiego klubu jak Karkonosze, ostatecznie nie dogadaliśmy się. Słyszałem kilka wersji opowieści na swój temat, niektóre są naprawdę przykre i nieprawdziwe. Ja nie mam zamiaru wyciągać jakichś brudów, czy robić z siebie ofiary, bo nie na tym to polega. Pewien etap się skończył. Łezka w oku się zakręciła jak po wiadomości o moim odejściu dostałem więcej wiadomości od ludzi niż wtedy, gdy wygraliśmy baraże ze Słowianinem Wolibórz. Powiem tak, po raz ostatni dane mi było zagrać z opaską kapitana przy wypełnionym po brzegi stadionie i po meczu mogłem świętować awans do III ligi, tak zapamiętam czas spędzony w klubie.
Rozstaliście się w dobrych relacjach, czy masz o coś żal?
- Relacje zostawię dla siebie, tak jak mówiłem wyżej, do niektórych rzeczy nie ma sensu wracać. Żal można mieć do klubu za to w jakim stylu od wielu lat żegna się z osobami, które zrobiły wiele dla tych barw. To nie jest tylko moja opinia. Nikt nie oczekuje fajerwerków, ale można to robić z większą klasą. Mam nadzieję, że w przyszłości kolejne zasłużone dla Karkonoszy osoby będą żegnane godnie.
Pojawiasz się na meczach KSK, śledzisz wyniki zespołu, w którym spędziłeś ostatnie siedem lat?
- Niestety nasze mecze się pokrywają i zdążyłem jedynie na II połowę jubileuszowego spotkania ze Śląskiem Wrocław. Kibice jak zawsze pokazali poziom ekstraklasy! Jeśli mecze "lecą" w necie to oczywiście w wolnej chwili włączam. Mam nadal kontakt z częścią zawodników i trenerów, którzy zdają mi obszerne relacje.
Jesteś zaskoczony, że biało - niebieskim tak dobrze poszło jesienią?
- Szczerze mówiąc nie. Już przed barażami rozmawiając w szatni uważaliśmy, że po awansie na pewno nie będziemy chłopcami do bicia. Zarząd zrobił fajne transfery i zaskoczyło, co mnie bardzo ucieszyło! Trzymam kciuki za ten klub! Chciałbym też z tego miejsca podziękować wszystkim kibicom KSK, za wszystkie lata spędzone razem. Przede wszystkim tym, którzy po informacji o moim odejściu spotkali się ze mną i podziękowali za wszystko, do tego w tak licznym gronie. Będzie, jest i była karkonoska siła!
rozmawiał
Piotr Kuban
Tomasz Żukiewicz
Leszek Wrotniewski
Konrad Rydzewski
Rafał Piotr Szymański
Kazimierz Piotrowski
Hubert Papaj
Wojciech Leszczyk
Maciej Lercher
Paweł Kucharski
Oliwer Kubicki
Jacek Jakubiec
Paweł Gluza
Wojciech Chadży