Rozmowa z Jackiem Kanasem, trenerem Łużyc Lubań

Jacek Kanas rok temu przejął Łużyce po trenerze Radosławie Szajwaju. Zespół pod jego wodzą bez problemu przeszedł reformę IV ligi, a teraz przyzwoicie spisuje się w nowej odsłonie dolnośląskich rozgrywek. Dobrze wykonana praca przyniosła mu kolejne wyzwanie, bo od teraz będzie musiał ją godzić z prowadzeniem kadry DZPN UEFA Regions

Siódme miejsce Łużyc po rundzie jesiennej to dobry wynik, czy minimum tego, co Pan chciał osiągnąć?

JACEK KANAS: - Liczyłem na lepszy wynik, moje ambicje nie pozwalają mi się z niego cieszyć, jednakże biorąc pod uwagę liczne problemy z jakimi przyszło nam się zmagać w rundzie jesiennej, przyjmuję go z pokorą.

Jesteście najlepszą z drużyn, które w poprzednim sezonie występowały w grupie zachodniej. Świadomość tego daje satysfakcję? Dodam, że wyżej z tego terenu są tylko rezerwy Miedzi Legnica, ale oni w sezonie 2022/2023 grali w III lidze.

- Myślę, że to pokazuje, iż powoli idziemy w dobrym kierunku, ale nie możemy się tym zadowalać. Poczucie satysfakcji z tego powodu mogłoby okazać się zgubne w kontekście ukierunkowania naszej pracy nad jeszcze większym rozwojem zespołu.

Wcześniej nie miał Pan do czynienia z futbolem po wschodniej stronie Dolnego Śląska, bo Mewa Kunice, gdy Pan ją prowadził grała w dwu grupowej IV lidze. Rzeczywiście różnica jest tak duża jak wskazuje tabela, której czołówkę opanowały drużyny ze wschodu?

- Poziom rozgrywek na pewno jest znacznie wyższy niż w poprzednich latach. Najmocniej odczuły to drużyny z zachodu, ponieważ dla nich ten przeskok był największy. Widać było różnice w doświadczeniu czołowych ekip, które dzięki niemu w wyrównanych i zaciętych bojach potrafiły w końcówkach przechylać szalę zwycięstwa na swoją korzyść, choćby po stałych fragmentach gry. Można powiedzieć, że drużyny z zachodu po połączeniu grup mogły poczuć się bardziej jak po awansie, niż pozostaniu na tym samym poziomie rozgrywkowym. Potrzebowały czasu, aby okrzepnąć i nabrać doświadczenia, zwłaszcza, że zbiegło się to ze sporymi zmianami kadrowymi we wszystkich drużynach, które w poprzednim sezonie występowały w grupie zachodniej. Druga część rundy pokazała, że po wyzbyciu się kompleksów można punktować z ligową czołówką.

Śledząc występy Łużyc nietrudno o wniosek, iż nie przestraszyliście się wschodu. Praktycznie każdy mecz był na styku i walka trwała do końca. W zasadzie jedyne spotkanie jakie przegraliście wysoko było z reprezentującą zachód Miedzią II, rywal tego dnia był poza zasięgiem?

- Nie przestraszyliśmy się, ale kilka razy zabrakło nam doświadczenia i większego opanowania emocji, żeby domknąć spotkanie zwycięstwem. Trzykrotnie prowadziliśmy w końcówkach meczów ze ścisłą czołówką: Piast Nowa Ruda, Słowianin Wolibórz, Barycz Sułów, a wyciągnęliśmy z nich w sumie zaledwie dwa punkty. Jeśli chodzi o pojedynek z Miedzią II, to przez 20 minut graliśmy dobre spotkanie, które było toczone na dużej intensywności. Potem straciliśmy trzy bramki i zupełnie zgaśliśmy. Od tego momentu legniczanie wyglądali jak zespół z innej półki.

Najgorszy mecz przytrafił Wam się na koniec? Mam na myśli spotkanie w Bolesławcu, jego wynik zaskoczył wielu fanów.

- Nie nazwałbym go najgorszym, a najbardziej loteryjnym spotkaniem. Mieliśmy przed nim problemy kadrowe, ponieważ trzech zawodników pauzowało za kartki, co mocno nam uszczupliło kadrę. Niemniej w ostatnich tygodniach byliśmy w wysokiej dyspozycji, podczas treningów w mikrocyklu poprzedzającym wyjazd do Bolesławca też wyglądaliśmy dobrze i z optymizmem podchodziłem do tego meczu. Niestety w Bolesławcu okazało się, że wszystko, co do tej pory wypracowaliśmy nie ma zupełnie znaczenia, ze względu na warunki w jakich przyszło nam grać.

Wygrana w omawianym meczu mogła Wam dać nawet szóstą lokatę na półmetku. Również komplet punktów przeciwko Piastowi Żmigród byłby taką opcją, ale spotkanie nie doszło do skutku. To jedyny nierozegrany mecz w ostatniej kolejce. Wszędzie sobie z zimowym problemami poradzono, może warto był trochę popracować nad boiskiem w Węglińcu, żeby mieć więcej spokoju na wiosnę?

- Miałem nadzieję, że to spotkanie dojdzie do skutku, bowiem nie chciałem, abyśmy kończyli rozgrywki tym smutnym akcentem z BKS. W Węglińcu jesteśmy gościnnie, odwiedzając boisko raz na dwa tygodnie. Nie będąc gospodarzem obiektu jako klub Łużyce Lubań mamy ograniczone możliwości działania w tak trudnych sytuacjach. Warto zaznaczyć, iż do ostatniej kolejki boisko w Węglińcu zawsze były przygotowane bardzo dobrze. Myślę, że jakby to spotkanie miało się odbyć na stadionie w Lubaniu, to tak jak w innych miejscowościach poradzilibyśmy sobie z przygotowaniem boiska na ostatnią kolejkę IV ligi, licząc chociażby na pomoc naszych kibiców.

No właśnie, istotnym faktem jest to, że całą rundę musi Pan sobie radzić z prowadzeniem drużyny, która nie zagrała w Lubaniu nawet jednego meczu. Czujecie się w Węglińcu podczas meczu jak u siebie, czy jednak trochę doskwiera świadomość, że atut własnego boiska nie jest do końca spełniony?

- Na pewno bardziej komfortowo czulibyśmy się w Lubaniu i nie możemy się doczekać spotkań na własnym obiekcie. Jednak nie narzekamy, bo już wcześniej wiedzieliśmy jakiemu wyzwaniu będziemy musieli sprostać i staramy się maksymalnie wykorzystać warunki w jakich aktualnie funkcjonujemy. Powrót na własny stadion chcielibyśmy traktować jako dodatkową bonifikatę, a nie wybawienie.

Jak prezentują się postępy na budowie nowego stadionu w Lubaniu? Kiedy kibice mogą się spodziewać, że Łużyce wrócą na swój obiekt?

- Póki co wszystko wskazuje, że całą rundę wiosenną spędzimy poza Lubaniem. Prace idą zgodnie z planem i stadion rośnie w oczach. Wg mojej wiedzy warunki dofinansowania inwestycji z programu "Polski Ład" nie pozwalają na jej ukończenie wcześniej niż w maju. Sezon kończy się w połowie czerwca, ale jest zbyt wcześnie, żeby stwierdzić czy już wtedy zagramy u siebie.

Najlepszym strzelcem Łużyc został Kamil Kurianowicz, 11 goli to niezły wynik, ale czasem się wydaje, że potencjał tego chłopaka daje podstawy do wykręcania jeszcze lepszych liczb. Zapytam więc, mogło być lepiej i więcej?

- To dobry wynik, ale Kamila na pewno stać na więcej, bo jest zawodnikiem o olbrzymim potencjale. Dołączył do na w końcówce okresu przygotowawczego, więc najpierw musieliśmy się poznać i odpowiednio wkomponować Kamila w zespół. W momencie swojej najwyższej dyspozycji strzeleckiej przytrafiła mu się kontuzja, która wyeliminowała go ze spotkania z Polonią Środa Śląska i trochę wybiła z rytmu, głównie przez brak możliwości trenowania na sto procent. Następnie przez chorobę Kamil nie pojechał z nami do Wałbrzycha. Jestem przekonany, że ambitnie przepracuje zimę i jeżeli ominą go problemu zdrowotne, to będzie jeszcze groźniejszy dla bramkarzy drużyn przeciwnych.

Na początku letnich przygotowań z powodu kontuzji straciliście Łukasza Staronia. W tym momencie runął pomysł na drużynę, czy musiał Pan dokonać w głowie tylko niewielkich korekt, co do swoich planów?

- Powiem szczerze, że bardzo mocno mnie dotknęła kontuzja Łukasza, nie tyle ze względu na funkcjonowanie zespołu, co samego zawodnika, któremu bardzo współczułem. Trzy lata wcześniej sam przechodziłem taką kontuzję i wiem jak bardzo komplikuje funkcjonowanie, nie tylko w aspekcie sportowym. Mam nadzieję, że Łukasz szybko dojdzie do formy sprzed kontuzji i będzie mógł się radować z wielu bramek i asyst. Jeśli chodzi o wpływ tego wydarzenia na mojej plany, to na pewno sporo się zmieniło, bo Łukasz oprócz jakości dawał też zespołowi doświadczenie. Był jednym graczem, znającym "na świeżo" smak rywalizacji z ekipami we grupie wschodniej. Konieczność radzenia sobie bez niego wymagała wielu przemyśleń, jednak wierzyłem, że wspólnie z drużyną i zarządem podołamy tej sytuacji. Na pewno zachować spokój pomogły mi doświadczenia z przeszłości. Niestety już trzeci raz rozpoczynałem sezon w IV lidze mierząc się z takim samym scenariuszem.

Cztery gole Damiana Buzały w Wałbrzychu. Futbol naprawdę jest nieprzewidywalny skoro zawodnik o zadaniach defensywnych robi takie rzeczy. Jak jest aktualnie jego rola w zespole, bo może dał mu Pan zgoła inne zadania?

- Damian ma sporo walorów ofensywnych, które nie były jesienią dla nas tajemnicą, bo potwierdzał to na treningach i we wcześniejszych meczach, gdzie zdobywał już gole. Chyba właśnie bramkostrzelność jest jego największym atutem. Potrafi zdobywać gole na wiele rożnych sposobów. W obronie występował z konieczności, gdyż cały czas borykaliśmy się z problemami na pozycji środkowego defensora. Mecz w Wałbrzychu był jego drugim po przesunięciu go na pozycję ofensywnego pomocnika. Niewątpliwie zdobycie czterech goli w jednym meczu to wyczyn zasługujący na uznanie.

Pana praca została zauważona i doceniona przez zarząd DZPN, o czym świadczy nominacja do sztabu kadry Dolnego Śląska UEFA Regions Cup. Czuje się Pan wyróżniony, czy przyjął to jak kolejny dzień pracy w "piłkarskim biurze"?

- Czuję się wyróżniony. Uważam, że praca przy tej kadrze może być dla mnie bardzo cennym doświadczeniem, a jako trener chciałbym się ciągle rozwijać. Nominację odbieram jako nowe, ekscytujące wyzwanie.

Ustalenia wewnętrzne z trenerami Jackiem Kołodziejczykiem i Łukaszem Bulińskim jeszcze przed Wami. Jak Pan widzi swoją rolę w tym projekcie?

- Chciałbym wnieść swoje spojrzenie na piłkę nożną, ale też sporo czerpać od obu trenerów. Myślę, że kluczowe jest, abyśmy dobrze się uzupełniali i czerpali przyjemność z wzajemnej współpracy, co finalnie doprowadzi nas do realizacji celu, jakim będzie sukces tej drużyny.

Jak w klubie przyjęto decyzję DZPN, co powiedział prezes Marcin Kocuła?

- Prezes oczywiście pogratulował mi tej nominacji, a zarząd cieszył się, że wyróżniony został właśnie szkoleniowiec Łużyc.

W Łużycach są kandydaci do tej drużyny?

- Na pewno jest kilku zawodników, którzy powinni otrzymać powołanie na konsultacje. Jeżeli potwierdzą na nich dyspozycję z ligowych zmagań to jest szansa, że kogoś z Łużyc zobaczymy w tej kadrze.

Miał Pan przegląd kadr we wszystkich zespołach podczas rundy jesiennej, na bazie tej wiedzy jaką jedenastkę, by Pan zmontował na pierwszy mecz?

- Niestety wielu wyróżniających się zawodników w tej lidze nie może być branych pod uwagę przy powołaniach, ze względów formalnych. Na początek kluczowe jest zweryfikowanie, kto z zawodników posiada status "amatora". Dodatkowo są jeszcze piłkarze występujący na poziomie III ligi, którzy zapewne będą mocnymi kandydatami do tej drużyny. Dzisiaj choćbym chciał, powyższe okoliczności uniemożliwiają mi wytypowanie takiej jedenastki.

rozmawiał
Piotr Kuban