Rozmowa z Michałem Wrzalem, zawodnikiem KS Łomnica

Michał Wrzal to jeden z młodzieżowców, których nie brakuje w kadrze beniaminka IV ligi dolnośląskiej. Jest jeleniogórzaninem, mimo to nigdy nie zagrał w Karkonoszach, bowiem pierwsze piłkarskie szlify odebrał w Pub Golu, skąd przeniósł się do Victorii. Latem podjął wyzwanie gry na dolnośląskich boiskach, teraz dzieli się z nami swoimi przemyśleniami dotyczącymi nowego etapu jego piłkarskiej przygody.

Latem zmieniłeś barwy klubowe, przechodząc z Victorii Jelenia Góra do KS Łomnica, żałujesz tej decyzji, czy uważasz, że był to właściwy kierunek?

MICHAŁ WRZAL: - Wybrałem wypożyczenie do Łomnicy ze względu na awans tego klubu do IV ligi dolnośląskiej. Po zakończeniu sezonu w Victorii Jelenia Góra bardzo mi zależało, aby trafić do zespołu grającego w wyższej lidze. Nie żałuję podjętej decyzji ponieważ od początku rozgrywek jestem podstawowym zawodnikiem. Dzięki sporej liczbie minut mogę się uczyć i zbierać nowe doświadczenia. Uważam, że jestem teraz lepszym zawodnikiem niż w momencie, gdy latem odchodziłem z Victorii.

Nie wiedzie wam się na IV-ligowych boiskach, co powiesz o zbliżającej się powoli do końca rundzie jesiennej w wykonaniu KSŁ?

- Nie da się ukryć, iż na ten moment mamy bardzo słabe wyniki, zwłaszcza początek sezonu był dla nas szczególnie trudny. Mamy bardzo młody zespół, najczęściej na boisku występuje sześciu lub nawet siedmiu młodzieżowców. Większość zawodników nigdy nie miała styczności z IV-ligowym poziomem, w przeciwieństwie do rywali, gdzie często w składach można znaleźć piłkarzy, którzy grali w piłkę nożną zawodowo. Od pierwszych spotkań musieliśmy się uczyć dużo szybszej i intensywniejszej gry. Po kiepskim rozpoczęciu rozgrywek teraz nasza gra z meczu na mecz staje się coraz lepsza. W kilku spotkaniach przeciwnik był zdecydowanie poza naszym zasięgiem i przegraliśmy je wysoko, ale zagraliśmy też wiele wyrównanych spotkań, gdzie potrafiliśmy szybkimi podaniami omijać linię pressingu rywala, czy fragmentami kontrolowaliśmy grę. Niestety w praktyce z reguły to druga strona cieszyła się ze zwycięstwa. Naszym problemem jest to, że nie potrafimy jeszcze tych lepszych momentów gry dokumentować bramką.

Wyniki wypłynęły na atmosferę, czy w szatni wszystko jest ok?

- Nie ma powodów do narzekać na atmosferę w szatni, która pomimo porażek jest dobra. Chłopaki licznie pojawiają się na treningach, widać, że jest wiara i chęci poprawienia naszych wyników. Każdy dostrzega, że czynimy postępy i wygląda to dużo lepiej niż na początku sezonu. Pozostała tylko kwestia przełożenia jakości gry na zdobywane punkty.

Na jakiej pozycji występujesz u trenera Macieja Maćkowskiego? Jesteś zadowolony z powierzonych zadań, czy widziałbyś się w nieco innej roli?

- Trener Maćkowski wystawia mnie na pozycji defensywnego pomocnika. Jest to dla mnie dosyć nowa rola, bo w Victorii raczej występowałem na pozycji nr osiem, gdzie pracowałem od pola karnego do pola karnego. Zmiana pozycji to zawsze nauka nowego zachowania i poruszania się po boisku. Jestem zadowolony z powierzonych zadań, ponieważ dzięki temu staję się bardziej wszechstronnym zawodnikiem.

Spodziewałeś się, że różnica między klasą okręgową, a IV ligą będzie tak duża?

- Muszę przyznać, że nie jestem zbytnio zaskoczony dosyć wysokim poziomem IV ligi, bo po reformie pozostały w niej praktycznie tylko drużyny z czołowych miejsc w swoich grupach. Do tego dołączyli silni beniaminkowie z okręgów legnickiego i wrocławskiego. Wiele z tych klubów funkcjonuje półprofesjonalnie, a w niektórych przypadkach nawet profesjonalnie, czego nie da się porównać do klasy okręgowej.

Zespół, który zrobił na tobie największe wrażenie w tej lidze?

- Jak na razie Barycz Sułów i Piast Żmigród. Tempo rozgrywania akcji, wymienność pozycji, agresja w odbiorze piłki oraz intensywność pressingu nawet w końcowych fazach meczu to elementy, które mi najbardziej imponowały w postawie tych drużyn. Wcześniej nie grałem przeciwko tak dobrze zorganizowanym zespołom.

Na kogo stawiasz w walce o awans do III ligi?

- Myślę, że rozstrzygną to pomiędzy sobą Barycz i Słowianin Wolibórz, obie ekipy przewyższają ligę swoją jakością. Mają też duże zaplecze finansowe, co pozwala na grę w ich szeregach wielu bardzo dobrych zawodników. Przypuszczam, że walka o III-ligową promocję będzie trwała do ostatnich kolejek.

Wierzysz, że Łomnica jest w stanie wiosną obronić IV ligę?

- Utrzymanie w lidze będzie bardzo dużym wyzwaniem. Po rozegraniu kilkunastu kolejek widzę jednak duże rezerwy w zespole. Musimy zdecydowanie uszczelnić grę defensywną oraz dalej pracować nad elementami ofensywnymi. Mam nadzieję, że efekty pracy nad tymi aspektami będą widoczne jeszcze w ostatnich meczach rundy jesiennej, choć uważam, iż kluczowe będą korzyści płynące z przygotowań wykonanych zimą i one dadzą odpowiedź czy klub zasługuje, aby nadal występować na szczeblu wojewódzkim. Wierzę, że praca jaką mamy do zrobienia plus doświadczenia zebrane jesienią pozwolą podołać temu jakże trudnemu zadaniu.

Będziesz dalej zawodnikiem KSŁ?

- Tak, planuję pozostać w Łomnicy do końca sezonu.

Latem dosyć długo trenowałeś z Karkonoszami Jelenia Góra, jednak ostatecznie nie znalazłeś się przy Złotniczej 12. Liczyłeś na szansę gry w III lidze?

- Przy Złotniczej 12 trenowałem przez okres dwóch tygodni, ale nie rozegrałem żadnego sparingu. Chciałem spróbować swoich sił w tym klubie, aby ewentualnie nie żałować w przyszłości, że nie dałem sobie szansy. Byłem świadom, iż dostanie się do zespołu będzie bardzo trudne, gdy ma się za sobą doświadczenie nabyte tylko z klasy okręgowej, jednak nie żałuję decyzji podjętej na początku letniego okresu przygotowań. Dzięki możliwości trenowania w Karkonoszach nabyłem cenne doświadczenia i zobaczyłem jak funkcjonuje klub na poziomie III ligi.

Masz żal do trenera Jacka Kołodziejczyka?

- Nie, absolutnie nie mam żalu. Mogę być jedynie wdzięczny za to, że otrzymałem szansę pokazania się, pomimo, iż pozostali zawodnicy przyjeżdżający na testy pochodzili przynajmniej z klubów IV ligi lub Centralnej Ligi Juniorów. Trener ostatecznie nie widział mnie w swoim zespole, ale to nie jest powód dla mnie, aby się obrażać, czy mieć żal. Była to cenna lekcja, która mnie motywuje do dalszej pracy nad swoimi umiejętnościami.

rozmawiał
Piotr Kuban