Rozmowa z Jackiem Bochnią, kapitanem BKS Bolesławiec
BKS Bolesławiec był rewelacją rundy wiosennej w zachodniej grupie IV ligi dolnośląskiej. Zespół, choć musiał się tułać po obcych boiskach, a jeśli grał u siebie, to na "placu budowy" przy pustych trybunach, zdołał wydostać się ze strefy spadkowej i zapewnił sobie utrzymanie na szczeblu wojewódzkim. Duży udział miał w tym kapitan Jacek Bochnia, prawdziwy lider drużyny na boisku jak i poza nim. Pomimo, że jest obrońcą został najlepszym strzelcem BKS, notując 10 goli i 7 asyst.
Zimą mieliście siedem punktów straty do bezpiecznego miejsca oraz wizję gry na wiosnę przy pustych trybunach i na obcych boiskach, wierzyłeś wtedy, że będziecie w stanie realnie włączyć się do walki o utrzymanie?
JACEK BOCHNIA: - Wierzyłem, choć w okresie przygotowawczym trenowaliśmy na naturalnym boisku, które było zmrożone albo zaśnieżone, ewentualnie robiło się błoto, więc treningu, a zwłaszcza "gierki" były na nim utrudnione. Później przyszły sparingi, jeden, drugi, trzeci przegrany. Mimo, iż wydawało się, że graliśmy nieźle, to traciliśmy dużo bramek, a więc moja wiara w utrzymanie była nadwątlona. Nadszedł pierwszy mecz z Karkonoszami, pełna mobilizacja. Wiedzieliśmy, że chcąc się utrzymać w IV lidze dolnośląskiej nie możemy przegrywać spotkań. Zaczęliśmy z przytupem, każdy dawał z siebie wszystko, nie brakowało zaangażowania, walki i wiary w zwycięstwo, co zaowocowało remisem z liderem. Następnego meczu z Sokołem Jerzmanowa nie udało się rozegrać ze względu na aurę, później pokonaliśmy wicelidera z Prochowic, więc wiedziałem, że jesteśmy w stanie wygrać z każdym i osiągnąć cel jakim było utrzymanie.
No właśnie, zaczęliście mocno, bo już na inaugurację rundy urwaliście punkty Karkonoszom, które w tym sezonie praktycznie kroczyły od zwycięstwa do zwycięstwa. Remis tego dnia uważasz za sukces, czy czułeś, że mogło być lepiej?
- Czy to był sukces? Pierwszy mecz, remis, który na pewno nas podbudował i napawał optymizmem, ale droga do prawdziwego sukcesy była w tym momencie bardzo daleka, bo przed nami w tym momencie było 14 meczów do końca sezonu. Zdecydowanie sukcesem można określić utrzymanie się w lidze.
Później niesamowita seria, nie licząc wpadki z Granitem same zwycięstwa. Chyba sami nie sądziliście, że będziecie tak mocni?
- Przed rozpoczęciem rundy tak o sobie nie myśleliśmy, choć chyba nie każdy, bo były osoby, które podtrzymywały wiarę w zespole i upierały się, iż porażki w sparingach nie muszą przełożyć się na ligę. Muszę im przyznać, że miały rację.
Twój wkład w dobre wyniki był trudny do przecenienia, strzelałeś jak natchniony. Stoper zdobywa 10 goli oraz ma 7 asyst w 24 meczach i zostaje najlepszym strzelcem drużyny, jak wytłumaczyć, że zdobyłeś tyle bramek?
- Zdobyłem tyle bramek ponieważ zacząłem grać na pozycji nr osiem, gdzie miałem bardziej ofensywne zadania, mogłem też częściej podłączać się w akcjach do przodu. Było to możliwe dzięki temu, że Artur Spraski grał trochę niżej, na pozycji nr 6 i zabezpieczał środek pola.
Niestety dla was musieliście się wyprowadzić do Raciborowic. Pierwszy mecz na tamtejszym stadionie i przegrywacie 0:6 z Łużycami! Szok! Nawet goście wydawali się zaskoczeni takim obrotem sprawy?
- Zaczęła się długo wyczekiwana przebudowa stadionu w Bolesławcu i musieliśmy znaleźć boisko zapasowe, padło na Raciborowice. Obiekt w miarę dobry, nie było do niego zastrzeżeń, do tego w pobliżu Bolesławca. Myślę, że faktycznie Łużyce były nim bardzo zaskoczone jak i my oraz inni ludzie na Dolnym Śląsku interesujący się futbolem, śledzący na bieżąco wyniki we wszystkich klasach rozgrywkowych.
Stadion w Raciborowicach nie okazał się fartowny jeśli chodzi o zdobycz punktową, cieszysz się, że teraz będziecie grać w Świętoszowie?
- Trudno z tym polemizować, trzy mecze i trzy przegrane, chyba ktoś z Raciborowice rzucił na BKS jakieś fatum. To oczywiście, tak pół żartem, pół serio. Czy cieszę się, że zagramy w Świętoszowie? Nie, będę się cieszył jak będziemy grać w Bolesławcu, bo tam jest nasze miejsce. Nie mniej dziękujemy za życzliwość i możliwość korzystania z boisk zarówno w Świętoszowie, jak i w Raciborowicach.
Warto jeszcze trochę poczekać, bo będziecie mieć nowy stadion. Każdy kto zna realia Bolesławca w kwestii inwestowania miasta w sport, nie do końca był przekonany, że dzień rozpoczęcia budowy kiedyś nadejdzie. Jednak udało się, budowa trwa. Ty i pozostali piłkarze macie duże oczekiwania względem tego obiektu?
- Wielkich oczekiwań nie mamy. Dla nas ważne jest, aby była zadbana, odpowiednio nawadniana murawa, co wiąże się z adekwatnym do potrzeb systemem jej podlewania. Szatnie są wystarczające, jedne z większych w tej lidze, wystarczy je wyremontować. Na pewno jest jeszcze kilka drobnostek do zrobienia, ale już nie tak istotnych, aby je wymieniać.
W lokalnych bolesławieckich mediach dało się usłyszeć, że prezydent miasta Piotr Roman wspomina o III lidze na nowym obiekcie. Co powiesz na takie deklaracje? Znajdą się środki na piłkę nożną w Bolesławcu i tak wysokie cele są możliwe?
- W kwestiach finansowych nie wypowiadam się. Super byłoby gdyby znalazły się pieniądze, ale podchodzę do tego chłodno. Myślę, że III liga jest w zasięgu klubu, a takie miasto jak Bolesławiec powinno ją mieć latami. Dodam jednak, że ja nie słyszałem o takich deklaracjach ze strony prezydenta.
W najbliższym sezonie o co idzie gra, utrzymanie, czy coś więcej?
- Na pewno chcemy się utrzymać, czy uda się ugrać coś więcej to czas pokaże.
Jesteś żołnierzem, bierzesz również udział w rozgrywkach, nie tylko piłkarskich służb mundurowych i to z powodzeniem. Opowiedz o ostatnich dokonaniach.
- Ten rok jest bardzo na plus, ponieważ wywalczyliśmy drużynowo mistrzostwo Wojska Polskiego w pokonywaniu toru BTS. Natomiast w biegu patrolowym zająłem też drugie miejsce w dywizji, drużynowo byliśmy w tej dziedzinie mistrzami dywizji oraz zajęliśmy czwartą lokatę na mistrzostwach Wojska Polskiego.
W okolicy Bolesławca stacjonują również Amerykanie. Gracie z nimi w piłkę, jak im idzie? Może kiedyś zobaczymy jednego z nich np. w BKS?
- Piłka nożna w Stanach Zjednoczonych nie jest tak popularna jak futbol amerykański, rugby czy baseball. Pamiętam jak raz zagrałem z nimi mecz, nie było problem z odniesieniem zwycięstwa. Nie wiem czy jakiś zawodnik byłby chętny, żeby sprawdzić się a BKS, jeśli miałby umiejętności pewnie nie byłoby z tym problemu. W kwestiach dokumentów i rejestracji zawsze chętnie pomożemy, zapraszamy.
Ile lat jesteś już kapitanem BKS? W nowym sezonie również założysz opaskę?
- Kapitanem jestem drugi sezon, byłem nim również w sezonie 2014/2015, po którym przeszedłem do III-ligowych wówczas Karkonoszy Jelenia Góra. Czy założę opaskę w tym sezonie? Zobaczymy, decyzja nie należy do mnie, nie mówiąc o tym, iż w ogóle się zastanawiam, czy sprawy osobiste pozwolą mi na dalszą grę. Obecnie analizuję wszystkie za i przeciw.
Będąc kapitanem kogo z kolegów wyróżnisz za poprzedni sezon? Kto robił najlepszą robotę na boisku, a kto dbał o atmosferę w szatni?
- Na wyróżnienie zasłużył każdy, ponieważ wszyscy dołożyli swoją cegiełkę do tego utrzymania. Cieszy fakt, iż młodzi chłopcy wchodzący powoli do drużyny seniorów robią widoczne postępy i są coraz lepsi. Jeśli chodzi o atmosferę w szatni na pewno nie byłaby tak dobra bez Maćka Szewczyka, Dawida Kizymy i Artura Spraskiego.
Dziękuję za rozmowę. Życzę udanego sezonu i oby nic nie przeszkodziło w jego dokończeniu.
- Dziękuję i miło mi niezmiernie, że mogłem udzielić odpowiedzi na te pytania.
rozmawiał
Piotr Kuban
Tomasz Żukiewicz
Leszek Wrotniewski
Konrad Rydzewski
Rafał Piotr Szymański
Kazimierz Piotrowski
Hubert Papaj
Wojciech Leszczyk
Maciej Lercher
Paweł Kucharski
Oliwer Kubicki
Jacek Jakubiec
Paweł Gluza
Wojciech Chadży