Pierwsza porażka Isands Wichoś

Niestety nie udało się koszykarkom Isands Wichosia Jelenia Góra wygrać po raz czwarty z rzędu. Nasz zespół przegrał w hali im. Mariana Koczwary ze Ślęzą II Wrocław 66-67 i była to pierwsza strata punktów przez jeleniogórzanki w sezonie. Jednym z czynników wpływających na końcowy wynik był brak Martyny Koc, która nie mogła wystąpić w tym spotkaniu.
Od początku gra gospodyń nie kleiła się, wrocławianki szybko objęły prowadzenie i trudno było im je odebrać. Dopiero pod koniec II kwarty koszykarki Wichosia zdołały odrobić straty i wyjść na nieznaczne prowadzenie. Na cztery minuty przed końcem Ślęza II prowadziła 11 punktami, 67-56. Sygnał do odrabiania strat dała w końcówce Aleksandra Lorenz, która praktycznie w pojedynkę wzięła na siebie ciężar zdobywania punktów, pomogła jej tylko Alicja Szloser dwoma celnymi rzutami wolnymi. Pogoń naszej drużyny przyniosła wynik 66-67 na minutę przed końcem. Ostatnie 60 sekund to chaos w czystej postaci, posiadanie piłki zmieniało się jak w kalejdoskopie, w końcu na 8 sekund przed końcem gospodynie przeprowadzały decydujący atak. Udało się wypracować pozycję Joannie Pawlukiewicz, która niestety spudłowała. Piłka odbiła się od tablicy, zatańczyła w obręczy, ale niestety spadła na parkiet i sędziowie zakończyli mecz. Szkoda, bo pełnia szczęścia była blisko, a tak pozostał niedosyt.
- Niestety dałyśmy młodym zawodniczkom się rozpędzić, umożliwiłyśmy im rzuty za trzy punkty, które wpadały. Szwankowała kwestia zastawienia, byłyśmy w strefie..., po prostu popełniałyśmy głupie błędy i myślę, że z tego wynikło to, iż przegrałyśmy ten mecz - mówiła po meczu Alicja Szloser. - Nikt nie ma prawa mieć pretensji o ostatni rzut, bo meczu nie wygrywa się w ten sposób, tylko gra przez 40 minut. Każda z nas może sobie zrobić rachunek sumienia i zobaczyć ile nie trafiała z otwartych pozycji. To była ostatnia akcja, akurat trafiło na Asię Pawlukiewicz, nikt nie ma pretensji, że nie trafiła - mówi Szloser. - Na pewno Martyna Koc jest osobą, która nas trochę uspokaja, jest doświadczoną zawodniczką. Zabrakło jej trochę co tu dużo kryć, zabrakło zbiórki, ona jest najpewniejszą zawodniczką pod koszem, pomimo, iż Oli Lorenz też poszło dzisiaj w zasadzie super. Mimo wszystko z Martyną czujemy spokój i gra się nam po prostu lepiej - dodaje zawodniczka Wichosia.
- Popełniliśmy masę błędów i to aż nie przystoi, mimo, że to są tylko i wyłącznie młode dziewczyny. Widać, iż trzeba jeszcze z nimi dużo pracować, bo mecze na styku to jeszcze jest dla nich trudne zadanie. Podejmowały często złe decyzje, ale w końcówce szczęście ewidentnie było po naszej stronie, bo drużyna z Jeleniej Góry właściwie miała "setkę" i naprawdę nie wiem dlaczego to nie wpadło, ale widocznie tak miało być. Na pewno się cieszymy, bo dla dziewczyn zwycięstwo z ekipą, która do tej pory nie przegrała mecze będzie - za przeproszeniem - "kopniakiem", aby iść dalej do przodu i ciężko trenować - komentuje trener gości Jarosław Krysiewicz. - Nie było Martyny Koc, która jest bardzo ważna dla Wichosia, to nie ulega wątpliwości, ale ja uważam, iż nam brakowało ważniejszego dla nas gracza, czyli Oli Mielnickiej, która nam organizuje cała grę i jest już na poziomie ekstraklasy. Myślę, że z nią nie popełnilibyśmy takiej ilości strat i ta gra wyglądałaby inaczej, zwłaszcza kultura gry w ataku - dodaje szkoleniowiec wrocławianek.
Kolejny mecz Wichoś rozegra ponownie w Jeleniej Górze, ale już nie w hali przy Sudeckiej 42, a w hali SP nr 8 przy Paderewskiego 13. Rywalem jeleniogórzanek będzie Korona Kraków (5 listopada 2022, godz. 16:00). - Mamy już za sobą kilka treningów w nowej sali, od nowego tygodnia będziemy tam trenować codziennie, więc nie powinno być żadnego problemu z adaptacją - mówi Alicja Szloser.

ISANDS WICHOŚ JELENIA GÓRA - ŚLĘZA II MOS WROCŁAW 66-67 (17-25, 19-10, 15-22, 15-10)

IWJG: Szloser - 19, Warsińska, Lorenz - 24, Kwietoń, Pawlukiewicz - 3, Prokop, Sadlik, Feja - 2, Śmigaj, Lipniacka - 18, Boks.

Trener: Rafał Sroka.

ŚLĘZA II: Pająk - 27, Skowron - 6, Szarszaniewicz, Kulesha - 11, Boreczek, Kapłon, Ryng - 9, Kurkowiak - 14.

Trener: Jarosław Krysiewicz.

Sędziowali: Radosław Zawadzki i Marcin Popiel.
Widzów: 150.

Piotr Kuban
foto: Piotr Kuban