Koszmar do przerwy...
4-1 to najwyższa wygrana Karkonoszy Jelenia Góra w obecnym sezonie, nasz zespól odniósł ją w jesiennej konfrontacji z Wartą Gorzów Wielkopolski. Przed meczem rewanżowym wizję identycznego wyniku, ale na niekorzyść biało - niebieskich już do przerwy, chyba każdy fan Karkonoszy uznałby za obrazy z sennego koszmaru, jak się okazało była to jednak rzeczywistość...
To, że Karkonosze stracą gola jako pierwsze było do przewidzenia, bo tak się dzieje praktycznie w każdym meczu. Doszło do tego już w trzeciej minucie. Zamieszanie przed bramką KSK, jeden z obrońców wycofał piłkę na oślep i nadbiegający Paweł Jachno wpakował ją do siatki. Minutę później powinno być 1-1, jednak Nikodem Siudak uderzając piłkę głową po centrze Ibrahima Toure nie trafił z pięciu metrów do bramki. W 11 minucie było 2-0, ładną i składną akcję wykończył Karol Gardzielewicz. Mimo straconych bramek biało - niebiescy starali się nie poddać i wydawało się, że wracają do pionu, bo w 20 minucie zdobyli gola kontaktowego. Dośrodkowanie z rzutu wolnego Przemysława Kocota trafiło na głowę Toure i za chwilę piłka znalazła się w bramce. Zasługi strzelca mniej więcej tyle ile bramkarza Warty, który zaliczył kompromitującą interwencję, ale gol kontaktowy był faktem. Niestety w 32 min. znów z bramki cieszyli się miejscowi, a dokładnie Paweł Krauz, który pokonał Mateusza Prochonia. Sytuacja wypisz, wymaluj z poprzedniego meczu, z Miedzią II Legnica, gdy cała defensywa na czele z bramkarzem biernie przyglądała się jak rywal uderza piłkę głową. Jakby tego było mało Gardzielewicz trzy minuty przed przerwą strzela czwartego gola dla gorzowian i stało się jasne, że nawet o punkt będzie w tym meczu bardzo ciężko...
Nadzieję fanów KSK oglądających fatalnie przygotowaną płatną transmisję TV (problemy z dźwiękiem, brak powtórek, grafik ze składami, brak możliwości cofania obrazu, itp.), tuż po wznowieniu gry podbudował Mateusz Baszak, który w zamieszaniu wykorzystał podanie od Pawła Niemienionka. Jeleniogórzanie poszli za ciosem i mocno przycisnęli Wartę, jednak nie przyniosło to zmiany rezultatu. Natomiast gospodarze w 64 min. wyprowadzili znakomitą kontrę, Krauz ograł dwóch zawodników Karkonoszy i kapitalnym sytuacyjnym strzałem pokonał Prochonia. Nokaut, z którego nasz zespół już się nie podniósł. Stać go było tylko na zmniejszenie rozmiarów porażki, autorem gola był Michał Dryja dwie minuty przed końcem spotkania.
Mamy więc kolejną porażkę, przy kolejnych zwycięstwach pozostałych drużyn z dołu tabeli. Jeśli ktoś ma odwagą w nią patrzeć, to widzi, że utrzymanie Karkonoszy w chwili obecnej to już coś więcej niż "mission impossible". Oczywiście nadal możemy się łudzić i liczyć przeróżne kombinacje dopóki matematyka na to pozwala i cóż, będziemy to robić, co nam pozostaje...
W sobotę do Jeleniej Góry przyjedzie najgorszy - obok Foto Higieny Gać - zespół rundy wiosennej, czyli LKS Goczałkowice Zdrój. Może właśnie ten mecz pozwoli naszym zawodnikom przerwać serię czterech spotkań bez wygranej.
WARTA GORZÓW WIELKOPOLSKI - KARKONOSZE JELENIA GÓRA 5-3 (4-1)
Bramki: 1-0 Jachno 3', 2-0 Gardzielewicz 11', 2-1 Toure 20', 3-1 Krauz 32', 4-1 Gardzielewicz 42', 4-2 Baszak 46', 5-2 Krauz 64', 5-3 Dryja 88'.
Bez kartek.
Sędziowali: Radosław Zbaracki oraz Błażej Skwirowski i Marek Bielanin.
WGW: Bukowski - Kasprzak (60' Mikołajczak), Siwiński, Bielawski, Ogrodowski, Ufir (60' Majerczyk), Gardzielewicz (87' Zdzichowski), Krauz, Jachno (60' Rybicki), Marchel (70' Duda), Grudziński.
Trener: Mateusz Konefał.
KSK: Prochoń - Toure (70' Kurianowicz), Kulchawy, Kocot, Siudak (65' Dryja), Kuźniewski, Baszak, Niemienionek (65' Gil), Szczudliński, Firlej (78' Bębenek), Dąbrowski (46' Czerwiński).
Trener: Jacek Kołodziejczyk.
Piotr Kuban
Tomasz Żukiewicz
Leszek Wrotniewski
Konrad Rydzewski
Rafał Piotr Szymański
Kazimierz Piotrowski
Hubert Papaj
Wojciech Leszczyk
Maciej Lercher
Paweł Kucharski
Oliwer Kubicki
Jacek Jakubiec
Paweł Gluza
Wojciech Chadży