Zwycięstwo po twardej walce

Koszykarki Wichosia Jelenia Góra po 40-dniowej przerwie wróciły na ligowe parkiety. Dzisiaj nasz zespół pokonał we własnej hali MKS Polkowice 69-64. Na zwycięstwo musiał solidnie się napracować cały zespół, a niepodważalny wkład w jego wywalczenie miała Martyna Koc, która debiutowała dzisiaj w stroju Wichosia. Była reprezentantka Polski okazał się najskuteczniejszą zawodniczką spotkania, notując na swym koncie 25 punktów.
W I kwarcie jeleniogórzanki spisywały się zaskakująco słabo, dało się zauważyć spory chaos w ich poczynaniach i brak koncentracji. Następne 10 minut nie przyniosło poprawny, przeciwnie, to młode polkowiczanki podkręciły tempo i zbudowały przewagę 10 punktów. Jak się okazało, w przerwie trener Rafał Sroka wykonał właściwą pracę ze swoimi podopiecznymi, bo Wichoś zaczął grać składniej i zdobywać punkty. Po rzucie Koc w końcówce III kwarty objął pierwsze prowadzenie. Za chwilę Aleksandra Prokop celną trójką umocniła morale zespołu. Powtórzyła to na początku ostatniej ćwiartki. W pewnym momencie nasze dziewczęta odskoczyły rywalkom już na 10 pkt. i wydawało się, że mają mecz pod kontrolą. Tak jednak nie było, bowiem przyjezdne w końcówce odzyskały wigor, a po wykluczeniu za pięć przewinień Konstancji Karaś zadanie miały ułatwione. Do tego w szeregach Wichosia dało się zauważyć spore zmęczenie, co było konsekwencją grania przez trenera 6-osobowym składem. Mimo to nasze koszykarki potrafiły utrzymać wygraną. Nieco pomogły im polkowiczanki, marnując seryjnie rzuty wolne w końcowych sekundach meczu.
- Niestety w końcówce nie potrafiliśmy wykorzystać kilku rzutów wolnych, co mogło pozwolić nam na odniesienie zwycięstwa. Młodość rządzi się swoimi prawami, zawodniczki jeszcze czasem nie trafiają, ale jest dużo pracy przed nami, aby to zmienić. W każdym razie postawiłyśmy się doświadczonemu zespołowi, emocje były i mam nadzieję, że kibicom podobało się spotkanie - mówiła po meczu trenerka gości Justyna Jeziorna.
- Trudno się grało, bo jest pewna presja choćby z powodu, iż ponad miesiąc nie graliśmy meczów. Mieliśmy poważny problem w związku z kontuzją Oliwii Pladzyk, bo straciliśmy na długi okres bardzo wartościową zawodniczkę. Udało się namówić Martynę Koc, która pozwoliła zapełnić tę lukę i każdy dzisiaj widział, że była klasą sama dla siebie. Oczywiście to nie ona wygrała ten mecz, ale cały zespół. Dodatkowo wyróżniłbym Konstancję Karaś, pociągnęła zespół w ważnych momentach zdobywając punkty. Oczywiście jej faule w ataku pozostawiają wiele do życzenia - mówił po meczu trener Rafał Sroka. - To prawda grałem szóstką zawodniczek. Na parkiecie w śladowych ilościach pojawiły się jeszcze trzy inne. Niestety w ich wypadku nie było poprawy jakości. Ja nie mogę czekać 3-4 akcje na poprawę ich gry. Jeśli ktoś popełnia dwa błędy w krótkim czasie to nie ma czasu, aby kontynuować tę zabawę i trzeba wracać na ławkę - dodał szkoleniowiec Wichosia.
Trener Sroka poruszył też tematy sponsorskie. Jak mówi, klub obecnie szuka sponsora tytularnego, który mógłby się pojawić jako główny człon nazwy klubu w towarzystwie nazwy miasta - Jelenia Góra. Przeprowadził ponad 50 rozmów z jeleniogórskimi firmami i czeka na odzew tej akcji. Celem jest zapewnienie zespołowi stabilizacji finansowej w najbliższym okresie, co pozwoli realnie włączyć się w walkę o awans do I ligi.
Do końca rozgrywek zasadniczych jeleniogórzanki mają jeszcze do rozegrania dwa wyjazdowe mecze z WSTK Wschowa i AZS AJP III Gorzów Wielkopolski. Miejmy nadzieję, że zakończą je wygranymi, co pozwoli im zamknąć rozgrywki w grupie B II ligi imponującym bilansem spotkań 10-0.

WICHOŚ JELENIA GÓRA - MKS POLKOWICE 69-64 (10-13, 17-24, 26-13, 16-14)

WJG: Myćka - 9, Prokop - 6, Feja - 8, Koc - 25, Kwietoń - 7, Karaś - 14, Rybkiewicz, Śmigaj, Brzeźniak, Mosoń, Kelementowska, Szewczuk.

Trener: Rafał Sroka.

MKS: Rakowska - 6, Stępień - 4, Jeziorna - 17, Kuriata 6, Bajus - 10, Żarnowska, Klich, Puzio - 15, Koryzna - 4, Rybak, Latos - 2, Iwaniak.

Trenerka: Justyna Jeziorna.

Sędziowali: Arkadiusz Terlikowski i Piotr Kania.
Widzów: 80.

Piotr Kuban
foto: Piotr Kuban