Rozmowa z Pawłem Niemienionkiem, nowym zawodnikiem Karkonoszy

Witaj. Jak na wstępie zareklamowałbyś się kibicom Karkonoszy Jelenia Góra?

PAWEŁ NIEMIENIONEK: - Witam. Szczerze mówiąc nie lubię mówić o sobie i o swoich umiejętnościach. Mam nadzieję, że kibice Karkonoszy będą chętnie przychodzili na nasze mecze i będą mogli wyrobić sobie opinię na mój temat.

Jesteś wychowankiem Włókniarza Mirsk, ostatnio grałeś w Ślęzie Wrocław, to wiemy. Zapytam zatem z jakimi trenerami miałeś okazję pracować od kiedy pierwszy raz pojawiłeś się na treningu w klubie?

- Pierwsze treningi odbywałem u Czesława Czerwińskiego, później po przejściu do juniorów trafiłem do Wiesława Sapińskiego a w seniorach Włókniarza szansę dostałem od Jarosława Wichowskiego. Po transferze do Ślęzy, kolejnym trenerem był Grzegorz Kowalski.

Zacznijmy od najświeższych wspomnień. Nie miałeś problemu, aby wywalczyć sobie pierwszy skład u trenera Grzegorza Kowalskiego w Ślęzie. III liga nie taka straszna czy Ty byłeś taki dobry?

- Różnica pomiędzy IV a III ligą jest spora, szczególnie pod względem fizycznym. Pierwsze tygodnie treningów w Ślęzie znosiłem ciężko, trener Kowalski jest osobą wymagającą i intensywność tych treningów bardziej przypominała mecze. W większości meczów wychodziłem w pierwszym składzie i wydaje mi się, że udało się dopasować w tych meczach do trzecioligowego poziomu.

Współpraca z Kowalskim zaowocowała również występami w kadrze Dolnego Śląska podczas turnieju UEFA Regions Cup. Zdobyliście mistrzostwo Europy! Jak wspominasz ten sukces?

- Fantastyczna sprawa! Przede wszystkim kadra i atmosfera wokół kadry była świetna. Wiadomo, że atmosfera jest budowana wynikami i jak idzie, to i atmosfera jest fajna. Ale podczas turnieju mieliśmy moment, że byliśmy jedną nogą poza turniejem i udało się w 93 minucie doprowadzić do remisu z Hiszpanami, co jeszcze nas dodatkowo zbudowało i pozwoliło na wygranie tego turnieju. Cieszę się, że udało mi się zostać mimo wszystko mistrzem Europy, może nie takim, o jakim marzyłem kiedyś, ale to zawsze fajny moment i przyjemnie sięgnąć pamięcią do tamtego okresu.

W Mirsku najdłużej miałeś okazję trenować u Jarosława Wichowskiego. To on wprowadzał Ciebie do dorosłej piłki. Miał duży wpływ na Twoje preferencje piłkarskie i pozycję na boisku?

- Oczywiście, że tak. Wchodząc do seniorów zaczynałem na boku obrony, trener Wichowski wystawiał mnie na różnych pozycjach, ale najczęściej grałem u niego na środku pomocy. Trener bardziej pomógł niż przeszkodził w rozwoju, wykonał w Mirsku świetną pracę, dlatego cieszę się, że mogłem trenować pod jego wodzą.

Byłeś już na kilku treningach Karkonoszy więc masz już wyobrażenie o warsztacie trenera Ołeksandra Szeweluchina. Jak zapatrujesz się na tę współpracę?

- Bardzo pozytywnie. Widać, że jest młodym trenerem, można zauważyć u niego zaangażowanie i ambicję, żeby pomóc w rozwoju zawodników. Wiele lat grał na wysokim poziomie, ma duże doświadczenie z boiska i liczę, że po przepracowanym okresie przygotowawczym będziemy grać dobrą piłkę.

Regularnie występowałeś w III lidze, teraz schodzisz szczebel niżej do IV ligi. Niejeden powie, że to krok do tyłu. Masz takie poczucie?

- Jasne. Wiadomo, że lepiej grać na wyższym poziomie, ale przy zmianie klubu kierowałem się też aspektami poza piłkarskimi. Mam nadzieję, że po kroku w tył uda nam się wykonać krok do przodu i wrócimy do III ligi.

Co zadecydowało, iż przyjąłeś propozycję Karkonoszy?

- Przede wszystkim chciałem się przenieść bliżej Mirska i szukałem klubu w okolicy. Rozmawiałem też z chłopakami grającymi w Karkonoszach i w pozytywnych słowach mówili o sytuacji w ostatnich miesiącach w klubie. Prezes i trener również nakreślili plany kluby i wydaje mi się, że w naszym regionie Karkonosze są jedynym klubem, który może funkcjonować na wyższym szczeblu. Szczególnie po ostatnich barażach o awans.

Uważasz, że stać was będzie na wywalczenie awansu do III ligi w sezonie 2020/2021?

- Mam taką nadzieje i postaram się w tym pomóc. Ostatnia runda w wykonaniu Karkonoszy była obiecująca i myślę, że jeżeli runda wiosenna zostałaby rozegrana to właśnie Karkonosze grałyby w barażu o awans.

W kim upatrujesz najgroźniejszych rywali biało-niebieskich?

- Wydaje mi się, że jeżeli zostanie w naszej grupie to AKS Strzegom. Nie wiem jak po sytuacji z barażem będzie wyglądać Apis Jędrzychowice, który od lat gra o wysokie miejsca w lidze. Dobrze prezentowały się też rezerwy Chrobrego, także myślę, że te drużyny znajdą się w czołówce.

Będziesz funkcjonował w Jeleniej Górze, czy czekają Cię dojazdy z Mirska na treningi i mecze?

- Będę łączył grę z nauką we Wrocławiu, także będę dojeżdżał z Wrocławia i z Mirska.

Myślisz, że COVID-owa rzeczywistość stanie jeszcze na drodze futbolowi, czy z mniejszymi, lub większym obostrzeniami rozgrywki będą się toczyć normalnie?

- Ludzie wracają już do normalności, dlatego myślę, że do początku rozgrywek wszystko wróci do normy i wreszcie będziemy mogli wrócić na boiska.

rozmawiał Piotr Kuban