Wiosna nadal służy Łuzycom

Wyżej notowani goście rozpoczęli spotkanie z dużym animuszem. Już w pierwszych 10 minutach dwukrotnie było groźnie pod bramką Olimpii. Najpierw uderzał Jakimowicz, a następnie Schonung. W 11. min ten drugi oddał kolejny strzał. Tym razem uczynił to w pełnym biegu, lecz Hołda udowodnił, że zna swój fach. W rewanżu Kumorek strzelił zbyt anemicznie. Miejscowi stracili pierwszą bramkę tuż przed przerwą. Najpierw Hołda udanie interweniował po strzale jednego z napastników z Lubania, lecz futbolówka trafiła do wracającego po przerwie do Łużyc Jakimowicza i zrobiło się 0:1. Olimpia mogła jeszcze wyrównać, jednak piłka po strzale Domina odbiła się od spojenia słupka i poprzeczki. Po przerwie kamiennogórzanie zagrali znacznie odważniej. W pierwszej groźnej akcji Powiertowski wyłożył futbolówkę jak na tacy Dominowi, ale pomocnik Olimpii przestrzelił. Ale kilka chwil później zapanowała radość na trybunach w Kamiennej Górze. Młodziński wykonywał stały fragment gry - posłał idealną piłkę do Sochackiego, a ten znalazł sposób na golkipera gości. Fatalna dla miejscowych okazała się 80 minuta pojedynku. W dużym zamieszaniu podbramkowym Kraszewski wybił piłkę na środek pola karnego, a tam na taki prezent czekał tylko Jakimowicz. Piłkarze Olimpii już nie mieli czego bronić i się odkryli. Ostatni kontratak przyjezdnych skutecznym uderzeniem zakończył Sitek.

OLIMPIA - ŁUŻYCE 1:3 (0:1)

Bramki: 0:1 Jakimowicz (43), 1:1 Sochacki (56), 1:2 Jakimowicz (80), 1:3 Sitek (90).
Sędziował: Sławomir Rak.
Widzów: 100.

OLIMPIA: Hołda - Młodziński, P. Kraszewski, Ł. Kraszewski, Filip, Domin, Duda, Kumorek, Kwaśniewski (58 Rębacz), Powiertowski, Sochacki.
ŁUŻYCE: Lużyński - Sudnik, Fereniec, Kocuła, Bojdziński, Mandżejewski, Jakimowicz, Schonung, Rymer, Sitek, Czuchryta (22 Witkowski).

(GB)