Leśna świętuje

Już w 30-ej sekundzie Daniel Gałach powinien otworzyć wynik meczu Włókniarz Leśna - Karkonosze Jelenia Góra, jednak zabrakło mu zimnej krwi pod bramką Mateusza Gilewskiego. Biało - niebiescy zgodnie z przewidywaniami przejęli inicjatywę w Leśnej od początku spotkania, jednak ich akcje toczyły się w ospałym tempie. Mimo to sytuacje były. Kolejnej nie wykorzystał Bartosz Poszelężny, który na 6-tym metrze źle uderzył piłkę głową i ta minęła słupek. Z drugiej strony groźny wypad przeprowadzili Jacek Góraj z Mateuszem Kalką. Tuż przed końcem pierwszej połowy dobrze dysponowany Gilewski obronił główkę Mateusza Zatylnego.
Drugą połowę goście rozpoczęli bardziej dynamicznie, natomiast miejscowi niemal całkowicie ograniczyli się do zadań obronnych. Wydawało się, że Karkonosze dosyć szybko obejmą prowadzenie, bowiem po jednym z dośrodkowań piłka trafiła w rękę Dawida Rybusa. Sędzia Adam Trudziński wskazał na wapno, jednak po interwencji asystenta Dariusza Czechowskiego zmienił swoją decyzję. - Rozmawiałem z zawodnikami rezerwowymi rozgrzewającymi się za bramką. Żaden nie miał wątpliwości, co do tego, że karny nam się należał - mówił po meczu trener Krzysztof Pietrzyk.
Czas biegł, a kolejne akcje Karkonoszy nie przynosiły efektu bramkowego. Z kąta uderzał Robert Lekszycki, z linii pola karnego próbował Zatylny, a Norbert Walczak nieznacznie się pomylił z dystansu. Włókniarz też miał swoją okazję, jednak zmiennik Mateusz Pulikowski nie potrafił głową skierować piłki do sieci. Po chwili doszło do kolejnej kontrowersji. Zatylny był faulowany. Wydawało się, że w obrębie pola karnego, jednak arbiter nakazał wykonać rzut wolny sprzed linii 16-tu metrów. Jego wykonanie było niegodne zapamiętania.
Konkurs rzutów karnych jeleniogórzanie rozpoczęli fatalnym pudłem Daniela Gałacha. Leśnianie prowadzili już 2-0, jednak Karkonoszom udało się doprowadzić do remisu. W ostatniej kolejce Bartosz Poszeleżny trafiła w poprzeczkę, a Jakub Gilewski pokonał Wiktora Błaszkiewicza i Włókniarz po raz pierwszy w historii klubu zagra w finale okręgowego Pucharu Polski. 17 kwietnia 2019 (godz. 19:00) zmierzy się w nim z Lotnikiem Jeżów Sudecki.
- Chciałem podziękować swoim zawodnikom za zaangażowanie, bo zostawili dzisiaj kupę zdrowia i ambicji. Niektórych łapały skurcze, ale dali radę do końca i doprowadzili do rzutów karnych. Karne to loteria. Pomimo niestrzelenia dwóch jedenastek Jelenia nas doszła. W meczu oczywiście nie przeważaliśmy. To przeciwnik operował piłką i miał sytuacje. My staraliśmy się grać z kontry. Mieliśmy po jednej sytuacji w każdej połowie. Taka była nasza taktyka. Realizację jej utrudniał brak najlepszego strzelca Krzyśka Mazura, który musiał pauzować za żółte kartki. Musieliśmy tak grać, nie było wyjścia. Summa summarum wszystko wyszło - skomentował mecz Marcin Moryto. - Chciałbym też pogratulować serdecznie trenerowi Karkonoszy, bo chłopaki grają. Nie wiem dlaczego na nich taka krytyka spada. Czasem w futbolu zdarza się przegrać. Trzeba ten zespół wspierać. Mam nadzieję, że w przyszłych meczach Karkonosze będą wygrywać - dodał szkoleniowiec finalisty Pucharu Polski OZPN JG.
- Największe pretensje powinniśmy mieć do siebie, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę brak dwóch rzutów karnych dla nas - krótko odniósł się do meczu trener Pietrzyk.

WŁÓKNIARZ LEŚNA - KARKONOSZE JELENIA GÓRA 0-0, k. 3-2

Rzuty karne: 0-0 Gałach (obok słupka), 1-0 Góraj, 1-0 Zatylny (broni bramkarz), 2-0 M. Kalka, 2-1 Proietti, 2-1 K. Kalka (nad poprzeczką), 2-2 Juźwik, 2-2 Rybus (broni bramkarz), 2-2 Poszelężny (poprzeczka), 3-2 J. Gilewski.
Żółta kartki: K. Kalka oraz Zatylny, Podgórski.
Sędziowali: Adam Trudziński jako główny oraz Kamil Snacki i Dariusz Czechowski.
Widzów: 250.

WŁÓKNIARZ: M. Gilewski - Bełzowski (69' Pulikowski), J. Gilewski, Osowski, Grabowski, M. Kalka, K. Kalka, Panek, Fedorowicz, Rybus, Góraj
KSK: Błaszkiewicz - Wawrzyniak, Denis (68' Proietti), Walczak (86' Habasiński), Bębenek (70' Buzała), Lekszycki (62' Podgórski), Poszelężny, Juźwik, Gałach, Zatylny, Firlej.

Piotr Kuban
foto: Piotr Kuban