Szczęśliwy remis Karkonoszy

Jeden punkt przywieźli z Bolesławca piłkarze Karkonoszy Jelenia Góra. Jest to zdobycz, bo nasz zespół zagrał dzisiaj fatalnie i na niego nie zasłużył. Ambitnie grający gospodarze mogą sobie pluć w brodę, bo Karkonosze były dzisiaj zdecydowanie w ich zasięgu. Na drodze do pełni szczęścia BKS-u stanął bramkarz Aleksiej Kazakov - najlepszy zawodnik tego spotkania.
Pierwsza połowa to wyrównana gra. Może minimalnie więcej piłką operowali goście, ale to bolesławianie tworzyli sytuacje bramkowe. W 12-ej minucie niewiele zabrakło Łukaszowi Graczykowi do zamknięcia szybkiej akcji. Po pół godzinie ten sam zawodnik głową uderzał tuż obok słupka. Karkonosze próbowały się odegrać, jednak o stworzeniu sobie "setki" w polu karnym BKS-u nie było mowy. W ostatniej minucie pierwszej połowy fortuna uśmiechnęła się do jeleniogórzan, bo po główce Sławomira Dula piłka trafiła w słupek.
Po przerwie przez moment zanosiło się, że ekipa trenera Aleksieja Tiereszczenki się pozbierała i zacznie grać w piłkę nożną. Niewiele brakowało, by Mateusz Firlej uderzeniem głową otworzył wynik. Zabrakło dosłownie centymetrów. Niestety od tej pory inicjatywę przejęli miejscowi. BKS wyczuł, że może sięgnąć po komplet punktów i coraz częściej jego gracze zapędzali się pod bramkę rywali. Groźnie z rzutu wolnego uderzał Graczyk. Po chwili ten sam zawodnik huknął z woleja nad poprzeczką. W kolejnej akcji postraszył jeleniogórzan Marek Majka, a w 73-ej minucie Filip Zagórski złapał się za głowę, gdy piłkę po jego strzale Kazakov zbił na słupek. W samej końcówce zmęczeni gospodarze nieco oddali pola Karkonoszom, jednak sytuacje Roberta Lekszyckiego, Aleksandra Garbara oraz strzał w boczną siatkę Oskara Gizińskiego, raczej nie podniosły ciśnienia bramkarzowi BKS-u.
- Duży niedosyt, bo mieliśmy mnóstwo sytuacji bramkowych. Jeśli chodzi o okazje to zdecydowanie przeważaliśmy nad Karkonoszami. Może rywale lepiej operowali piłką, ale było to poniekąd spowodowane naszą taktyką - grą z kontry. Uważam, że byliśmy dzisiaj zespołem lepszym, ale trzeba ten jeden punkt przyjąć z pokorą. Chłopaki od początku sezonu grają ambitnie i z zaangażowaniem. Nie mogę o to mieć do nich pretensji, jednak w IV lidze trzeba wykorzystywać stworzone sytuacje, bo bez tego nie będzie zwycięstw - powiedział po meczu Sebastian Tylutki, trener BKS-u.
- Wszyscy nasi zawodnicy na czele z trenerem powinni pójść dzisiaj do kościoła i dać na tacę za to, że przy swojej grze wywożą tak dobry wynik. Gorszego meczu w naszym wykonaniu przez ostatnie pięć lat jak jestem w klubie nie widziałem - nie krył wzburzenia Tomasz Kowalczyk, prezes Karkonoszy. = Czy zespół jesienią spełnia moje oczekiwania? Absolutnie nie! Wystarczy popatrzeć ile punktów mieliśmy rok temu o tej porze pod wodzą "znienawidzonego" przez wielu trenera Marka Siatraka, który miał do dyspozycji słabszą drużynę, a jak to wygląda teraz. Po prostu katastrofa! Nie wiem jeszcze jak zareaguje zarząd klubu. Może na początek cofniemy premie meczowe, który były najważniejszym punktem rozmów przed sezonem. Natomiast w ślad za tymi premiami kompletnie nie ma wyników i to jest karygodne - irytuje się prezes.

BKS BOLESŁAWIEC - KARKONOSZE JELENIA GÓRA 0-0

Żółte kartki: Dul, Zagórski.
Sędziowali: Wojciech Konefał oraz Paweł Andrasz i Dawid Bekalarczyk.
Mecz bez publiczności.

BKS: Różnicki - Olesiński, Dul, Puzio, Zagórski, Pełdiak, Kulesza, Graczyk (57' Majka), Biały, Mucha (82' Zielonka), Kliwak.
KSK: Kazakov - Proietti, Wawrzyniak (80' Pytel), Skydan, Walczak, Giziński, Bębenek, Poszelężny, Gargas (46' Lekszycki), Garbar, Firlej.

Piotr Kuban
foto: Piotr Kuban