Rozmowa z Gerardem Jurewiczem, trenerem Apisu Jędrzychowice
Apis Jędrzychowice ma za sobą świetną jesień. Zespół jest liderem rozgrywek czwartej ligi (grupa jeleniogórsko-legnicka). W klubie nikt nie popada w hurraoptymizm i twardo stąpa po ziemi. - Mistrz jesieni jeszcze o niczym nie decyduje - tonuje nastroje Gerard Jurewicz, trener zespołu z Jędrzychowic.
Przed sezonem Apis stawiany był jako jeden z kandydatów do gry o najwyższe cele. Wam udało się to potwierdzić. Łatwo było wywalczyć tytuł mistrza jesieni?
GERARD JUREWICZ: - Przede wszystkim mistrz jesieni jeszcze o niczym nie decyduje. Oczywiście zawsze lepiej nim być niż nie być, ale do końcowych rozstrzygnięć daleka droga, tym bardziej, że przewaga nie jest wielka, a peleton liczny. W trakcie rundy nie ma czasu się nawet nad takimi rzeczami się zastanawiać - treningi, mecze, sprawy organizacyjne zajmują mnóstwo czasu. Dopiero teraz gdy nadszedł czas podsumowań i zaczynają się one ukazywać w mediach miło jest przeczytać, że jest się najlepszą drużyną z dwóch połączonych grup czwartej ligi - oczywiście punktowo, najlepszym zespołem w okręgu jeleniogórskim itp. Fajnie jest też dostać telefon czy maila od rodziny, znajomych, byłych zawodników z całej Polski, którzy nie ukrywają zdziwienia, że taki Apis Jędrzychowice jest liderem czwartej ligi.
Łatwo nie było, w sumie już od połowy rundy borykaliśmy się z problemami kadrowymi, była może i jakość, ale po prostu było nas za mało. Wynikało to z różnych przyczyn, jednak trochę inaczej chciałem budować ten zespół, niż udało to się zrobić. W czwartej lidze łatwo nie jest w żadnym meczu, nie ma tu już drużyn, które przed meczem "położą" się przed liderem. W sumie nie graliśmy ani jednego spotkania gdzie punkty udało się zdobyć łatwo, lekko, przyjemnie i bez wysiłku. Jednak oczywiście trudno nie być zadowolonym z wyniku -przegraliśmy tylko jeden mecz, trzy zremisowaliśmy, choć zawsze pozostaje niedosyt, bo zawsze może być jeszcze lepiej.
Doświadczenie było najsilniejszą stroną Apisu?
- Na pewno, jednak to tylko jeden z czynników, który pozwala odnieść sukces. Samo doświadczenie, nie poparte ciężką pracą nie pomoże, a tą pracę zawodnicy w tej rundzie wykonali perfekcyjnie za co im dziękuje. Szczególnie, że wcześniej bywało z tym różnie.
Przed sezonem dołączyło do Was kilku piłkarzy, którzy mieli za sobą grę w Miedzi Legnica. Wszystkie transfery wypaliły?
- Wszystkie! I to nie tylko te "legnickie". Doszli do nas również np. dwaj zawodnicy Nysy Zgorzelec - doświadczony Paweł Kościuk, który miał jeszcze ambicje sportowe, żeby powalczyć o coś więcej niż o utrzymanie oraz Patryk Bystryk, który nie ukrywam nie od razu był przymierzany do gry w pierwszej jedenastce, ale wywalczył sobie to miejsce i spisywał się ponad stan o ile mogę użyć takiego określenia. Yurii Medvediev - zawodnik z Ukrainy, znany w tutejszym środowisku piłkarskim, który wchodził na zmiany i potrafił dołożyć swoją cegiełkę strzelając np. zwycięską bramkę w pojedynku z AKS Strzegom, czy w derbowym meczu w Zgorzelcu. Jeśli chodzi o chłopaków, którzy mieli za sobą grę w Miedzi, to były strzały w dziesiątkę. Adrian Woźniczka stał się od razu filarem naszej gry obronnej, ale to było do przewidzenia w stosunku do zawodnika, który ma przeszłość ekstraklasową. Natomiast już Hubert Krawczun zaskoczył In plus w dużym stopniu swoim spokojem i ograniem, choć to przecież jeszcze bardzo młody chłopak. W ostatnim dniu okienka transferowego doszedł do nas Adrian Wójcik, który z czasem stał się podstawowym zawodnikiem, mogącym zagrać na kilku pozycjach i strzelił kilka bardzo ważnych i ładnych bramek. Niestety na wiosnę go nie zobaczymy w naszych barwach, po prostu wyjeżdża do pracy do Hiszpanii. Jakub Chrzanowski pokazał naprawdę wielki potencjał ofensywny, zdobył 15 bramek, czasami przechylał losy spotkania swoimi akcjami indywidualnymi, kontuzja w końcówce rundy nie pozwoliła mu sie w pełni zrealizować. Kamil Zieliński tak naprawdę w pełni zdrowy nie rozegrał ani jednego meczu, a kontuzji nabawił się tuż przed ligą w meczu pucharowym w Żarkach. Mam nadzieję, że w zimie w pełni się wyleczy i będzie mógł pokazać swoją prawdziwą wartość w rundzie wiosennej.
W środowisku mówiło się, że trenerowi Apisu w prowadzeniu zespołu pomagał jeden z nowych nabytków. Mowa oczywiście o tym najbardziej doświadczonym. Prawda czy fałsz?
- Całkowita prawda. Już na naszym pierwszym spotkaniu, bodajże przed sparingiem w Bogatyni powiedziałem w szatni, że jeśli Adrian z nami zostanie chciałbym, żeby pełnił w zespole nie tylko rolę zawodnika. Myślę, że mając w swoim klubie zawodnika z taką przeszłością byłoby grzechem postąpić inaczej. Oczywiście na początku się nawzajem poznawaliśmy, jednak bardzo szybko się zorientowałem, że warsztat jaki posiada nie pozwala mi nawet mu przeszkadzać w prowadzeniu treningów. Umówiliśmy się, że on je prowadzi, a ja ze względu na większe doświadczenie, że tak powiem "meczowe" decyduję o składzie wyjściowym, zmianach i prowadzeniu zespołu podczas meczów. Stworzyliśmy naprawdę fajny duet, wzajemnie się uzupełniający i obaj jesteśmy z tego powodu zadowoleni. Adrian ma bardzo dobre usposobienie typowo ludzkie, nie jest zadufany w sobie, słuchanie innych nie sprawia mu problemu i mam nadzieję, że przygoda z Apisem pozwoli mu w przyszłości zrobić prawdziwą karierę trenerską. Jeśli chodzi o mnie nigdy zbytnio nie miałem takich ciągotek, a przyjście Adriana pozwoliło mi się przeistoczyć bardziej w "menadżera", czy "dyrektora sportowego" - jakby tego nie nazwać (hahaha). Klub na poziomie czwartej ligi to już naprawdę duże przedsięwzięcie logistyczno-organizacyjne, do tej pory to wszystko, jak i prowadzenie treningów było na mojej głowie, teraz mogę się skoncentrować już w większej mierze tylko na tych zadaniach.
W trakcie rundy wasza kadra została uszczuplona. Nie tylko z pierwszej jedenastki, ale i w ogóle z meczowych protokołów zniknął Dariusz Bryjak i Wojciech Glanc. Co się stało?
- Na wstępie powiedziałem, że zespół był budowany trochę inaczej niż funkcjonował w trakcie rundy jesiennej. Miałem tu na myśli właśnie Darka i Wojtka, którzy wcześniej byli decydującymi postaciami na boisku. Jednak różne sprawy - osobiste, zawodowe i myślę, że również mentalne nie pozwoliły im funkcjonować w tym zespole. Chcę jednak zaznaczyć, że pomogli nam w realizacji celu i za to im dziękujemy. Do tego doszła jeszcze wspomniana wcześniej kontuzja Kamila Zielińskiego i tak naprawdę w pewnym momencie zabrakło trzech ludzi z podstawowej jedenastki, co nie jest łatwe do zastąpienia, ale jakoś dociągnęliśmy do końca rundy. Przy okazji swoją przydatność udowodnili inni zawodnicy; tacy jak wspomniani wcześniej Patryk Bystryk, Jacek Bochnia, Yurii Medvediev, Adrian Wójcik czy Artur Paradowski, Kamil Ganczarek, Erwin Bystryk i wszyscy inni, którzy funkcjonowali w pierwszym zespole. Nawet Marcina Kiewrę, który już nie koniecznie prosi o minuty na boisku musiałem zmienić w końcówce meczu z Olimpią Kamienna Góra, żeby uchronić go przed pierwszym w karierze "hat-trickiem", po tym jak zdobył wcześniej dwie bramki (śmiech).
Które ze spotkań szczególnie zapadło Panu w pamięci?
- Graliśmy wiele meczów tzw. "na styku" - z AKS Strzegom, gdzie w końcówce wygraliśmy 1:0. Podobnie zapowiadał się mecz z Orkanem, który stał na wysokim poziomie choć nasza wygrana 4:0 może być myląca. Pojedynek w Jeleniej Górze zakończony remisem 1:1. Mecz z rezerwami Chrobrego, gdzie w drużynie gości roiło się od zawodników z pierwszego zespołu, bodajże sześciu z nich zaraz w tygodniu zagrało w meczu Pucharu Polski, gdzie wyeliminowali zespół z ekstraklasy. Udało nam się zremisować 1:1. Jednak chyba ten najbardziej pamiętny to mecz w Ścinawie, gdzie graliśmy bardzo dobrze, ale tuż przed przerwą kontuzji doznał nasz strzelec wyborowy Jakub Chrzanowski, a na domiar złego zaraz na początku drugiej połowy dostaliśmy bramkę, zresztą - stadiony świata na 0:1.Wtedy powiedziałem do ławki, że my tego meczu nie możemy przegrać, bo gramy najlepszy mecz w sezonie. W przerwie za Chrzanowskiego wszedł Artur Paradowski, który strzelił bramkę na 1:1, miał asystę na 2:1 i był faulowany w polu karnym, gdzie z 11 metrów strzeliliśmy bramkę na 3:1. Oczywiście zapamiętam też mecz w Zgorzelcu, to dla mnie zawsze duże wydarzenie.
A ktoś w Pana zespole zasłużył na szczególne wyróżnienie?
- Cały zespół, szczególnie za to, że nim byliśmy. Oczywiście indywidualności w piłce nożnej są ważne, ale bez chemii w zespole nie ma szans na wynik w większym przedziale czasowym. Tak jak pokazał to np. mecz w Ścinawie każdy musi dołożyć swoją cegiełkę, bo wydarzenia na boisku są nieprzewidywalne.
Cel Apisu na rundę wiosenną wydaje się być jasny...
- Cel na rundę wiosenną jest identyczny jak na jesienną - do każdego meczu będziemy podchodzili z pełną determinacją i każdy będziemy chcieli wygrać, a jak to się zakończy okaże się w czerwcu.
A jak układa się współpraca z lokalnymi władzami? Awans do trzeciej ligi w przypadku tak niewielkiej miejscowości byłoby nie lada wydarzeniem, ale też wiązałoby się z ogromnymi kosztami.
- Współpraca z władzami gminy - naszym głównym sponsorem - układa się wręcz perfekcyjnie. Zawsze możemy liczyć na pomoc Pana Wójta Piotra Machaja, ale również Pana Mirosława Celucha - Dyrektora CRT w Radomierzycach. Nie mówię tu tylko o dotacji, ale zawsze służą nam pomocą w sprawach organizacyjnych i logistycznych. Za to wszystko chcieliśmy im w imieniu działaczy, sztabu trenerskiego jak i zawodników bardzo serdecznie podziękować i mamy nadzieję, że nadal będziemy mogli na nich liczyć. Jeśli chodzi o ewentualny awans, do którego jeszcze naprawdę daleka droga, tak jak powiedziałeś wiązało by się to już z ogromnymi kosztami, ale też logistyką, której jeszcze nigdy nie próbowaliśmy. Wiem, że jest już projekt budowy całego zaplecza sanitarnego, budynku klubowego, ale o szczegóły tej sprawy musisz już pytać władzę gminy.
Rozmawiał
GRZEGORZ BEREZIUK
Tomasz Żukiewicz
Leszek Wrotniewski
Konrad Rydzewski
Rafał Piotr Szymański
Kazimierz Piotrowski
Hubert Papaj
Wojciech Leszczyk
Maciej Lercher
Paweł Kucharski
Oliwer Kubicki
Jacek Jakubiec
Paweł Gluza
Wojciech Chadży