Pełnia szczęścia była blisko...
Świetne widowisko obejrzeli w sobotni wieczór, w hali im. Mariana Koczwary kibice Sudetów Jelenia Góra. Niestety nie zakończyło się ono happy endem, mimo to nasi koszykarze po zakończeniu dogrywki otrzymali zasłużoną owację, bo pokazali charakter zarówno w czwartej kwarcie jak i w doliczonym czasie gry. Do pełni szczęścia zabrakło naprawdę niewiele, może innej decyzji sędziego w ostatniej akcji regulaminowego czasu gry...
Goście z Opola przyjechali do Jeleniej Góry pod wodzą nowego szkoleniowca Dominika Tomczyka. Dobrze weszli w mecz i po 10 minutach prowadzili 21-13. Przez następne dwie ćwiartki kontrolowali przebieg spotkania i mało kto spodziewał się spektakularnego przebudzenia jeleniogórzan w ostatniej ćwiartce. Tak się jednak stało i Sudety ku uciesze licznej publiczności odrobiły straty, mało tego na pół minuty przed końcem po akcji Pawła Minciela wyszły na prowadzenie 75-74. Chwilę później Jarosław Wilusz celnymi rzutami wolnymi doprowadził do stanu 77-74 i sytuacja opolan przed ostatnimi 10 sekundami zrobiła się niewesoła. Było oczywiste, iż kluczową akcję meczu będą chcieli kończyć rzutem za trzy punkty. Tak się stało i w ostatniej sekundzie Krzysztof Chmielarz wypuścił piłkę z dłoni. Rzut był niecelny, jednak arbiter uznał, że stojący przed nim Rafał Niesobski dopuścił się przewinienia. - Byłem zaskoczony tą decyzję. Sędzia powiedział mi, że stałem za blisko i opadając nadepnąłem na stopę rywala. Moim zdaniem nie powinien tego gwizdać i sądzę, że nie miałby problemu z uzasadnieniem tej decyzji - mówił po meczu Niesobski. Wytyczne sędziego były jednak jasne - trzy rzuty osobiste dla AZS-u. Chmielarzowi ręka nie zadrżała i dał swojej ekipie dogrywkę, a w niej zwycięstwo, bowiem to on rzutami za trzy punkty rozbił defensywę Sudetów.
- Niestety w końcówce roztrwoniliśmy przewagę, która wypracowaliśmy sobie przez całe spotkanie. Wielkie chapeau bas dla chłopaków za to, że byli w stanie jeszcze odwrócić losy tego meczu. Naprawdę nie było łatwo, ale się udało. Cieszę się, że zespół w ofensywie się otwiera, bo do tej pory były z tym problemy. Z drugiej strony musimy teraz popracować nad defensywą, bo jest bardzo dużo do zrobienia - powiedział po meczu Dominik Tomczyk. - Dla kibiców mecz wspaniały. Dla nas trochę nieszczęście, bo przegraliśmy wygrany mecz. Chwała zawodnikom, że wytrzymali i walczyli do końca. Przegraliśmy czterema, mogło być dwoma, niewiele zabrakło, aby doprowadzić do jeszcze jednej dogrywki. Zabrakło nam konsekwencji we wcześniejszych fazach gry, nie w czwartej kwarcie i dogrywce. Później jak graliśmy swoje, to co ustalaliśmy podczas czasu i przerw, już fajnie to wyglądało. Chwała zawodnikom, mecze przegrywa trener, mea culpa i wszystko - skomentował zawody Ireneusz Taraszkiewicz.
SUDETY JELENIA GÓRA - AZS POLITECHNIKA OPOLSKA 93-97 (13-21, 19-19, 17-19, 28-18, d. 16-20)
SUDETY: Kozak - 20, Kanecki, Niesobski - 11, Raczek - 16, Kleinowski - 2, Białachowski, Plewa, Minciel - 23, Taraszkiewicz - 2, Wilusz - 17, Wasilewski - 2.
AZS: Chmielarz - 30, Bartkowiak - 8, Leszczyński - 22, Zadęcki - 7, Kołcz - 4, Pawłowski, Cichoń, Suda, Orębski, Majka, Basiński - 2, Barycz - 24.
Piotr Kuban
foto: Piotr Kuban
Tomasz Żukiewicz
Leszek Wrotniewski
Konrad Rydzewski
Rafał Piotr Szymański
Kazimierz Piotrowski
Hubert Papaj
Wojciech Leszczyk
Maciej Lercher
Paweł Kucharski
Oliwer Kubicki
Jacek Jakubiec
Paweł Gluza
Wojciech Chadży