Wywiad z gościem gali GnG 2006 PKO BP Grzegorzem Bronowickim

Droga Grzegorza Bronowickiego do kariery piłkarskiej jest dobrym materiałem do napisania książki. Poza najbliższymi nikt nie wróżył mu kariery. On sam na początku dorosłego życia pracował w kopalni "Bogdanka" w Łęcznej. Dzięki zaangażowaniu i poświęceniu wyszedł z cienia i obecnie jest podstawowym piłkarzem reprezentacji Polski, z którą chce awansować do finałów mistrzostw Europy.



Obecny rok zalicza pan chyba do udanych?

GRZEGORZ BRONOWICKI: - Z pewnością tak, ale były też chwile kiedy można było się całkowicie podłamać.

Może pan zdradzić o jakie plusy i minusy chodzi?

- Rozegraliśmy dobrą rundę wiosenną co zaowocowało mistrzostwem kraju. Udało mi się też zrealizować osobisty cel jakim było dla mnie powołanie do reprezentacji Polski. Co ważne zadomowiłem się w niej i to jest dla mnie największy powód do zadowolenia. A minusy? Do tych zalicza się szybkie odpadnięcie z pucharów zarówno europejskich, jak również tych krajowych. Przykro jest czytać opinie w prasie kiedy ma się słabsze momenty. Raz jest się na wozie, innym razem pod wozem. Takie jest życie.

O pańskiej drodze na piłkarskie salony można napisać książkę. Gwiazdy na niebie nie wróżyły panu wielkiej kariery.

- Mieszkając w Łęcznej ciężko jest się wypromować. Mając 18 lat trafiłem do Górnika, ale po krótkim okresie gry drugiej lidze nastąpił słabszy moment. W klubie zmienił się trener, nie pasowałem do jego koncepcji i zostałem wypożyczony do trzecioligowego klubu z Lubartowa. Przy okazji zacząłem pracować w kopalni, ale nie poddawałem się. Przy pełnym zaangażowaniu udało mi się wrócić do Górnika, a następnie trafić do Legii i reprezentacji Polski.

Trener Leo Beenhakker dał szansę pokazania się w reprezentacji młodym piłkarzom z polskiej ligi. Pan ją wykorzystał.

- Cieszę się, że trener dał mi szansę i go nie zawiodłem. Wcześniej możliwość pokazania się w kadrze dał mi Paweł Janas, jednak mój rozwój chwilowo zablokowała kontuzja. Obserwując ruchy kadrowe w innych reprezentacjach trenerzy coraz częściej stawiają na młodych piłkarzy. Podobnie zaczęło dziać się u nas a o słuszności tej decyzji świadczy chociażby postawa Radka Matusiaka, czy Kuby Błaszczykowskiego. Z powodzeniem potrafili oni zastąpić zawodników, którzy za granicą nie spędzają na boiskach zbyt wiele czasu a wcześniej uparcie byli powoływani do reprezentacji.

Gra w drużynie narodowej to dla pana spełnienie marzeń?

- Gra w reprezentacji jest jednym z marzeń. Trzeba podnosić sobie poprzeczkę i stawiać nowe cele. Jeśli już gdzieś się dostałeś, chcesz tam zagościć na dłużej i coś w związku z tym osiągnąć. W eliminacjach po pokonaniu kilku dobrych zespołów chciałoby się grać wyłącznie z coraz lepszymi. Aby zrealizować ten cel pozostaje tylko dostać się albo do mistrzostw Europy, albo na mundial. Wierzę, że choć na jednej z wymienionych imprez zagram.

Co może przemawiać za tym, że reprezentacja po raz pierwszy wywalczy awans do mistrzostw Europy?

- Słysząc opinie po ostatnich meczach można odebrać, że graliśmy nie tylko skutecznie, ale też ładnie dla oka. Wspierają nas kibice, którzy ostatnio w Belgii byli naszym dwunastym zawodnikiem. Mamy też świetnego trenera.

Co takiego zrobił Leo Beenhakker, że potraficie grać z teoretycznie silniejszymi drużynami jak równy z równym?

- Wywiera na nas niesamowitą motywację. Jest zarówno trenerem, jak i psychologiem. Nie potrafię jednak odpowiedzieć na czym dokładnie polega jego kunszt trenerski. Szczerze jest to dla mnie niewiadomą. Ale jeśli mamy grać jeszcze lepiej i przede wszystkim zwyciężać, to nie zamierzam bawić się w detektywa (śmiech).

Po każdym z występów w reprezentacji zbierał pan pochlebne recenzje. Niemal od razu pojawiła się oferta z zagranicznego klubu. Myśli pan o przeprowadzce do francuskiego RC Lens?

- Pojawiło się zapytanie o moją osobę do działaczy Legii, ale jakichkolwiek konkretnych ofert, z tego co wiem, jeszcze nie było. W ubiegłym tygodniu poprzez prasę dowiedziałem się, że jakakolwiek odpowiedź ma zapaść przed okresem świątecznym. Póki co nie myślę o tym, gdyż wiąże mnie trzyletni kontrakt z Legią. A jeśli jakaś ciekawa oferta się faktycznie pojawi, to dopiero zacznę się nad nią zastanawiać.

Chce pan wyjechać za granicę?

- Tak, ale tylko w celu chęci podnoszenia umiejętności.

A gdyby został pan w kraju. Pomoże pan Legii w obronie tytułu?

- Strata do GKS Bełchatów wynosi tylko trzy punkty. Musimy solidnie przepracować okres przygotowawczy, aby wiosną grać skutecznie nie tylko z przeciętniakami, ale też z czołówką. Przykładowo w Lubinie przegraliśmy przez jeden błąd a taki zespół jak Legia nie może sobie pozwolić na przypadki. Jeśli chcemy obronić tytuł sami musimy kontrolować i decydować o obrazie spotkań.

Co można powiedzieć o naszej lidze biorąc pod uwagę coraz większe zainteresowanie polskimi zawodnikami u zachodnich klubów?

- Kilka lat temu jeśli polski piłkarz chciał przebić się za granicę, musiał grać albo w Legii, albo w Wiśle. Obecnie sytuacja zaczyna się zmieniać. Może świadczyć o tym czołówka tabeli po rundzie jesiennej. Wiosną o najwyższe cele będzie walczyło pięć klubów, które w swoich składach mają kilku ciekawych zawodników. To świadczy nie tyle o podniesieniu, co o wyrównaniu poziomu ligi.

Łatwo jest się wypromować w polskiej lidze?

- Poprzez dobre występy w lidze można wywalczyć prawo gry w europejskich pucharach, czy otworzyć sobie drogę do szansy gry w kadrze. Mecze reprezentacji ogląda zdecydowanie więcej widzów, ludzi znaczących w piłce a przede wszystkim menadżerów. Wówczas można zwrócić na siebie uwagę i otworzyć sobie drogę do podnoszenia kwalifikacji.

Obecnie wraca pan do zdrowia po kontuzji doznanej w meczu z Belgią. Kiedy można spodziewać się pańskiego powrotu na boisko?

- Od razu kontuzja, kontuzja... Kontuzję miałem raz w życiu, kiedy grając w Łęcznej musiałem pauzować cztery miesiące. Była jeszcze mini kontuzja w Legii, przez którą odpoczywałem od piłki przez półtora miesiąca. Wszystkie krótsze przerwy w grze są urazami, po których człowiek nie wypada z przygotowań. Na obecną chwilę 8. stycznia rozpoczynam przygotowania z Legią.

Jak spędzi pan Święta oraz Sylwestra?

- Wracam do Łęcznej, gdzie tradycyjnie spędzę okres świąteczny z rodziną. Jeśli natomiast chodzi o Sylwestra nie mam większych planów. Zapewne nowy rok powitam w swoich stronach z przyjaciółmi, wypijemy lampkę szampana. W tym roku trochę się nalatałem i nie chcę nigdzie wyjeżdżać za granicę.

Pomoże pan w kuchni przyrządzić wigilijne potrawy?

- Pomagam mamie we wszystkim o co mnie poprosi. W kuchni to ona jednak rządzi i raczej mnie tam nie wpuści (śmiech). Nie mogę doczekać się kiedy przygotuje gołąbki oraz usmaży karpia.

Na koniec proszę powiedzieć czego można życzyć przyszłemu finaliście mistrzostw Europy?

- Odpowiedź po części jest zawarta w pytaniu. Jeśli rozegramy jak najwięcej spotkań na takim poziomie jak pamiętne z Portugalią, to powinniśmy osiągnąć swój cel.

Rozmawiał Grzegorz Bereziuk - Słowo Sportowe
Foto: Grzegorz Bereziuk - Słowo Sportowe