Nysa przełamała się w Ząbkowicach Śląskich

Po triumfie w Bierutowie piłkarze trenera Arkadiusza Albrechta mieli chrapkę na zgarnięcie kolejnego kompletu punktów. Zadanie nie wydawało się zbyt trudne, bo Nysa wiosną wygrała tylko jedno spotkanie. Tymczasem we wręcz tropikalnych warunkach od początku lepiej radzili sobie goście. Zgorzelczanie grali ambitnie i objęli prowadzenie po strzale Wójcika. Tuż po wznowieniu gry wyrównał Czachor. - Bałem się czy chłopcy to wytrzymają. Stracony gol mógł przywołać demony z poprzednich spotkań. Na szczęście tak się nie stało - powiedział Adam Łuszczyk, trener Nysy. Po godzinie gry strzałem z rzutu karnego prowadzenie dla zgorzelczan odzyskał Jaworski. Po tym zdarzeniu z dwiema żółtymi kartkami boisko musiał opuścić Fudali. Wygraną gości w 78. min przypieczętował Piechno. - Pod koniec sezonu przydarzył nam się fajny akcent. Mam nadzieję, że doda to chłopakom wiary. Przez cały mecz pozytywnie nakręcali się i osiągnęli sukces. Uważam, że wynik jest zasłużony - dodał Adam Łuszczyk.

ORZEŁ ZĄBKOWICE ŚLĄSKIE - NYSA ZGORZELEC 1:3 (0:1)

Bramki: 0:1 Wójcik (25), 1:1 Czachor (50), 1:2 Jaworski (60-karny), 1:3 Piechno (78).
Czerwona kartka: Fudali (Orzeł, 70 - za dwie żółte).
Żółte kartki: Fudali oraz Chędogi.
Sędziowali: Damian Mielczarek jako główny oraz Jakub Serwa i Adrian Mazgaj (Wrocław).
Widzów: 150.

ORZEŁ: Brandl - Szymański, Postawa, Górski, Fudali, Okrojek, Skubisz (75 Raszpla), Kuriata (75 Gerlach), Olejarnik, Kobrzak (40 Szydziak), Wiszowaty (46 Czachor).
NYSA: Chochel - Borowy, Łuszczyk, Kościuk, Muzal, Witkowski, Wójcik, Piechno, Jaworski, Chędogi (80 Nafalski), Czajkowski.

GB