Sokół zapłacił najniższą cenę z możliwych

Bez problemów po trzy punkty sięgnęli dzisiaj piłkarze jeleniogórskich Karkonoszy. Nasz zespół ograł Sokoła Wielka Lipa 2-0, a wynik tego meczu mógł być zdecydowanie wyższy, gdyby nie seryjnie marnowane okazje do zdobycia bramek przez zawodników w biało - niebieskich koszulkach.
Spotkanie rozpoczęło się obiecująco dla gości, bo w 5-ej minucie Kamil Warchoł był bliski oddania strzału z kilku metrów na bramkę Michała Dubiela. 120 sekund później fantastycznym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Łukasz Kowalski. Napastnik Karkonoszy ustawił piłkę ok. 30 metrów od bramki Jakuba Matlaka i piłka zatrzepotała w sieci. 1-0 dla KSK!
Jak się okazało wynik ten utrzymał się do przerwy, choć jeleniogórzanie mogli się pokusić przynajmniej o jeszcze jednego gola. W 22-ej minucie gospodarze przeprowadzili zespołową kombinację. Kowalski ostatnim podaniem otworzył drogę do bramki Marcinowi Bednarczykowi, jednak ten kopnął piłkę po ziemi wprost w interweniującego golkipera.
Po zmianie stron podopieczni trenera Artura Milewskiego energicznie zabrali się do pracy. W 55-ej minucie Mariusz Malarowski dośrodkował z rzutu rożnego i Marcin Pacan groźnie główkował. Matlak bezradnie przyglądał się lecącej piłce, ale na jego szczęście Marcin Szurek wybił ją nogą z linii bramkowej. Po dwóch minutach scenariusz wykonania stałego fragmentu przez Karkonosze się powtórzył, ale tym razem minimalnie chybił Kazimierz Hamowski. Niewykorzystane sytuacje mogły się szybko zemścić na miejscowych, bo po sprawnej kontrze przed Dubielem znalazł się wprowadzony kilka chwil wcześniej Wojciech Ciołek. Na szczęście bramkarz Karkonoszy nie zawiódł.
W 57-ej minucie na placu gry pojawił się Michał Szramowiat. Jak się okazało było to trafne posunięcie Artura Milewskiego, gdyż popularny Szrama wniósł w poczynania dużo świeżości i dynamiki, co z miejsca zaowocowało znakomitymi okazjami do podwyższenia rezultatu. Dwa otwierające drogę do bramki podania Szramowiata zmarnowali Łukasz Kusiak i Bednarczyk. Zawiódł zwłaszcza ten ostatni, który miał tylko dostawić nogę, a nie trafił do pustej bramki z 5 metrów. Kwadrans przed końcem meczu Szrama wpadł w pole karne, poradził sobie z obrońcami gości i strzałem z ostrego kąta wpakował piłkę w krótki róg bramki gości. 2-0, a po chwili powinno być trzy, jednak tym razem strzelcowi drugiego gola zabrakło zimnej krwi. W końcówce szczęścia w polu karnym gości szukali jeszcze Daniel Kotarba i Kusiak, ale więcej strat zespół z Wielkiej Lipy już nie zanotował.
- Cieszę się, że dałem dobrą zmianę, choć ostatnio ze względu na naukę do egzaminów maturalnych nie mogłem być na wszystkich treningach. Szkoda tej drugiej sytuacji, ale piłka mi trochę uciekła i nie uderzyłem czysto. Za tydzień w Zawidowie nie widzę innej opcji niż trzy punkty dla Karkonoszy - powiedział po meczu Michał Szramowiat. - Mecz ustawiła piękna bramka Kowala z rzutu wolnego. Dobrze, że tak się stało, bo pewnie wraz z upływem czasu narastałaby nerwowość i nasze męczarnie. Nie pierwszy raz naszą bolączką jest skuteczność. Patrząc nawet na trzy ostatnie mecze to ilością niewykorzystanych okazji można by w niejednej drużynie obdzielić całą rundę. To duży ból, musimy nad tym pracować i to zmienić - dodał Paweł Walczak.

KARKONOSZE JELENIA GÓRA - SOKÓŁ WIELKA LIPA 2-0 (1-0)

Bramki: 1-0 Kowalski 7', 2-0 Szramowiat 75'.
Żółte kartki: Bednarczyk oraz Tomanik, Chmielewski.
Sędziowali: Piotr Kusak jako główny oraz Jarosław Królikowski i Marcin Paszkiewicz.
Widzów: 200.

KSK: Dubiel - Ziomek, Wawrzyniak, Pacan, Siatrak, Walczak (57' Szramowiat), Hamowski, Malarowski (86' Woźniczka), Bednarczyk (74' Kotarba), Kowalski (65' Firlej), Kusiak.
SOKÓŁ: Matlak - Pruchnicki, Teodorowicz, Warchoł, Wilusz (65' Ludwiczak), Jędrzejowski, Szurek (78' Grabski), Tomanik, Bełkowski, Adamczyk (53' Ciołek), Chmielewski.

Piotr Kuban
foto: Piotr Kuban