Mnóstwo emocji, bramek i kartek w Łomnicy
Emocjonujące i pełne dramaturgii spotkanie obejrzeli kibice w Łomnicy, gdzie miejscowy KS niespodziewanie pokonał piechowicką Lechię 4-3. Gospodarze mieli nieco ułatwione zadanie, bo w bramce gości od pierwszego gwizdka sędziego bronił zawodnik z pola Michał Misiura, do tego piechowiczanie kończyli zawody w ósemkę.
Początek spotkania był wprost wymarzony dla miejscowych, gdyż już w pierwszej minucie precyzyjnym strzałem wynik otworzył Piotr Aleksiejew. Po zdobyciu bramki łomniczanie oddali inicjatywę gościom, co nie mogło dobrze się skończyć i w 25-ej minucie Emil Kandyba w sytuacji sam na sam pokonał Jakuba Cieniawskiego. Jak mówi trener Lechii Marcin Ramski, jego zespół do przerwy miał więcej z gry, jednak nie wpłynęło to na wynik.
Druga połowa to ponownie mocny akcent ze strony graczy Łomnicy, tym razem w 47-ej minucie prowadzenie daje im Mateusz Dregan. Przyjezdni do remisu doprowadzili kwadrans później, a działo się to w kontrowersyjnych okolicznościach. - Gdy arbiter przerwał grę z powodu zderzenia zawodników w powietrznej walce, przy piłce był Krzysztof Rhoda. Byliśmy przekonani, że rywale nam ją oddadzą, ale nic takiego nie miało miejsca i Kandyba przelobował Cieniawskiego. Zarówno bramkarz jak i Rober Szlęk odpuścili w tej sytuacji, bo liczyli na to, że piechowiczanie oddadzą nam piłkę - relacjonuje Krzysztof Makowski z Łomnicy. Nieco inaczej widzi to zdarzenie trener Ramski: - Uważaliśmy, że jest faul dla nas, nagle okazało się, że będzie rzut sporny. Rafał Kowalski po prostu rozpoczął grę. Cała sytuacja miała miejsce ponad 50 metrów od bramki gospodarzy, więc nie rozumiem ich zaskoczenia, gdy zdobywaliśmy gola, tym bardziej, iż moim zdaniem bramkarz i obrona Łomnicy normalnie interweniowali.
Pomimo straty gola gracze Łomnicy nie podłamali się i po raz trzeci wyszli na prowadzenie. Bramkę uderzeniem głową zdobył Łukasz Krupa, a nie popisał się w tej akcji Misiura. Po kilkudziesięciu sekundach okazało się, że oprócz gola Lechia straciła też Tomasza Sobolewskiego, który za wybicie piłki poza teren stadionu otrzymał drugą żółtą kartkę od sędziego Janusza Kamińskiego.
W 72-ej minucie po raz drugi na listę strzelców wpisał się Dregan i było 4-2. Prowadzenie KSŁ mógł podwyższyć Damian Kaszuba, ale trafił piłką tylko w słupek. Zemściło się to na miejscowych pięć minut przed końcem, gdy po podaniu od Kandyby kontaktowego gola zdobył Artur Śmigasiewicz. Jak się okazały nadzieje na dobry wynik dla gości jakie przyniosło to trafienie zgasły kilkadziesiąt sekund później, bo za szarpankę z bramkarzem Łomnicy drugą żółtą kartkę otrzymał Kandyba, a czerwoną za obrazę słowną sędziego ujrzał Misiura i Lechia kończyła mecz bez trzech graczy. W bramce piechowiczan zajął miejsce Kowalski i przez ten krótki okres zachował czyste konto.
- Jesteśmy zadowoleni z wygranej i trzech punktów. W trzech wiosennych meczach uzbieraliśmy ich sześć, niedosyt odczuwamy tylko po wizycie w Cieplicach, bo jeden punkt w konfrontacji z Chojnikiem był w naszym zasięgu - powiedział po meczu Krzysztof Makowski. - Nie chcę komentować na gorąco pracy sędziego. Powiem tylko, iż jego decyzje miały bardzo duży wpływ na przebieg i wynik spotkania - dodał Marcin Ramski.
KSŁ: Cieniawski - Śliwiński, Szlęk, Wasiuk, Wilczyński, Aleksiejew, Ozimek, Rhoda, Krupa (72' Zych), Dregan, Kaszuba.
LECHIA: Misiura - Kowalski, Lewandowski, Mackiewicz, Woronowicz, Myjak, Morański (80' Śmigasiewicz), Tkacz (55' Pogorzała), Sobolewski, Kandyba, Paradowski.
Piotr Kuban
Foto: Piotr Kuban
Tomasz Żukiewicz
Leszek Wrotniewski
Konrad Rydzewski
Rafał Piotr Szymański
Kazimierz Piotrowski
Hubert Papaj
Wojciech Leszczyk
Maciej Lercher
Paweł Kucharski
Oliwer Kubicki
Jacek Jakubiec
Paweł Gluza
Wojciech Chadży