Endico Mitex postraszył lidera okręgówki

Bliscy sprawienia dużej niespodzianki byli dzisiaj piłkarze Endico Mitexu Podgórzyn, którzy na własnym boisku ulegli Włókniarzowi Leśna 0-1. Lider ligi okręgowej gola na wagę kompletu punktów zdobył dopiero w 73-ej minucie.
Spotkanie było wyrównane, a podgórzynianie okazali się równorzędnym przeciwnikiem dla Włókniarza. Do przerwy bramki nie padły, a najbliżej osiągnięcia tego celu był Przemysław Linke, jednak piłka po jego uderzeniu trafiła w poprzeczkę. Spośród wielu okazji dla miejscowych warto też wspomnieć o momencie, gdy sam na sam z golkiperem gości był Paweł Czerniak. Niestety dla miejscowych fanów zawodnik Endico przegrał próbę nerwów z golkiperem rywali. Goście też nie próżnowali, ale podobnie jak w przypadku podgórzynian ich akcje nie przyniosły efektu bramkowego.
W II połowie obraz gry nie uległ zmianie. Bliski szczęścia był Kamil Bratek, o gola mógł pokusić się też Adam Kondrat. Czas biegł nieubłaganie i coraz większy niepokój panował w szeregach leśnian, którzy nie kryli, że przyjechali do Podgórzyna po trzy oczka. Ku radości licznej grupy fanów Włókniarza gol dla ich zespołu stał się faktem na nieco ponad kwadrans do zakończenia meczu. W zamieszaniu pod bramką podgórzynian nieporozumienie Marcina Krawczyka i Tomasza Rychtera wykorzystał Krzysztof Mazur z bliska umieszczając piłkę w sieci.
- W końcu zagraliśmy naprawdę dobry mecz. Mieliśmy sporo okazji aby to spotkanie wygrać, a efekt końcowy jest taki, że nie mamy nawet punktu. Szkoda, bo zostawiliśmy dzisiaj sporo zdrowia i uważam, że zasłużyliśmy przynajmniej na remis - dzieli się pomeczowymi wrażeniami Przemysław Linke.
Dodajmy, że mecz w Podgórzynie cieszył się niezłą frekwencją. Wśród 200 osób oglądających to spotkanie sporą grupę stanowili goście z Leśnej, którzy głośno dopingowali swoich pupili. Swój pobyt okrasili też pokazem pirotechnicznym.

ENDICO: Krawczyk - T. Rychter, Gruszecki, K. Rychter (75' Nicpoń), Gurlaga (50' Kondrat), Palewicz (65' Bartosiewicz), Zin, Czerniak, Nosal, Bratek, Linke.

Piotr Kuban
foto: Artur Gniewek