Rozmowa z Robertem Rodziewiczem, piłkarzem Olimpii Kowary
Robert Rodziewicz to jeden z bardziej rozpoznawalnych i lubiany przez kibiców zawodnik kowarskiej Olimpii. Po niezłej rundzie jesiennej popularny Bercik na wiosnę już nie zaistniał na boiskach IV ligi dolnośląskiej. Dlaczego? O tym w długiej i szczerej rozmowie z zawodnikiem.
Zniknąłeś wiosną z pola widzenia piłkarskim kibicom w naszym okręgu, co było tego powodem?
ROBERT RODZIEWICZ: - Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że zniknąłem. Całą rundę funkcjonowałem w drugim zespole Olimpii Kowary. Przerwę zimową przepracowałem bardzo solidnie z pierwszą drużyną, niestety pod koniec marca doznałem groźnej kontuzji. Miałem naciągnięty mięsień piszczelowy tylni, co spowodowało moją ponad miesięczną przerwę w treningach. Po powrocie nie mogłem się za bardzo odnaleźć w zespole, moja kondycja fizyczna pozostawiała wiele do życzenia, nie postawił na mnie też trener Marek Siatrak...
De facto nie tylko zabrakło ciebie w meczach kowarzan, zaprzestałeś też treningów z IV-ligowcami. Jakie były kulisy twojej decyzji?
- To prawda zrezygnowałem z treningów. Powodem mojej decyzji była postawa trenera Siatraka, który dał mi odczuć, iż nie mam szans na występy w IV lidze dolnośląskiej. Uznałem, że skoro nie jestem w stanie pomóc tej ekipie, to nie ma sensu bym pojawiał się na zajęciach.
Mógłbyś trochę rozszerzyć ten wątek, na jakiej podstawie odniosłeś wrażenie, że trener nie będzie na ciebie stawiał?
- Grając na poziomie IV ligi dla mnie najważniejsza jest atmosfera w zespole. Jeśli jest motywacja do osiągnięcia jakiegoś celu i dobrych wyników to dobrze, jednak nie mniej istotne jest spotkanie się z kolegami, przyjemne spędzenie czasu w ich towarzystwie i zabawa z piłką. Po kontuzji na treningach nie czułem się komfortowo, nie dostałem szansy by ponownie zaistnieć w zespole, przeciwnie miałem wrażenie, iż jestem wydelegowany do podawania piłek...
Winnym tej sytuacji był tylko Marek?
- Moim zdaniem tak. Trener ani razu nie powiedział mi, że odstaję od drużyny. Nie poinstruował co robię źle i jakie mam braki. Cały czas mówił mi, iż jestem potrzebny, zachęcał do przyjeżdżania na treningi, a jak się na nich zjawiałem to w kółko powtarzała się ta sama historia...
Czyli?
Czułem się zbędny, wręcz odseparowany do grupy zawodników z B-klasy, którzy na zajęciach funkcjonowali we własnym gronie.
Był podział na treningach na IV-ligowców i B-klasowiczów?
- Powiedziałbym nawet na lepszych i gorszych. Zawsze pierwsza jedenastka wykonywała inne ćwiczenia niż rezerwowi. Na nich też skupiała się uwaga trenera podczas treningu. Podobnie było podczas spotkań. Rezerwowi musieli opuszczać szatnię podczas odprawy, co dla mnie było niezrozumiałe, bo wiele wariantów taktycznych obowiązuje przez całe spotkanie. Nie zmieni przecież gry całego zespołu jedna czy dwie zmiany, a często było tak, że zawodnicy rezerwowi wchodzili na murawę i nie wiedzieli co mają robić.
Doskwierała ci ławka rezerwowych, nie mogłeś znieść myśli, że rozpoczynasz na niej spotkanie?
- Nie, nie bałem się siedzenia na ławce. Po prostu nie godziłem się na podział w drużynie oraz co za tym idzie różne traktowanie. Wszyscy byliśmy częścią tego samego zespołu i każdy chciał w nim funkcjonować na takich samych zasadach. Powiedziałem Markowi co o tym myślę prosto w oczy i zrezygnowałem z występów i treningów z pierwszą drużyną. Do końca rundy wiosennej pomagałem chłopakom z rezerw w osiągnięciu awansu do A-klasy.
Opisane przez ciebie wydarzenia miały wpływ na atmosferę w zespole? W rozmowie z trenerem Siatrakiem usłyszałem, że była bez zarzutu. Jak ty postrzegałeś relacje piłkarzy ze szkoleniowcem?
- Nie chcę wynosić pewnych spraw poza szatnię, bo to sprawy Marka i chłopaków. Wypowiadam się tylko za siebie i jedyne na co się zdobędę, to stwierdzenie, że te kontakty nie były wzorowa. Może otwartych konfliktów nie było, bardziej mam na myśli posłuch, którego moim zdaniem trener u piłkarzy nie miał. Chodzi mi o filozofię grania. Często na boisku nie realizowaliśmy założeń taktycznych nakreślonych w szatni, tylko robiliśmy po swojemu.
Z Markiem jesteście kolegami od wielu lat. Razem graliście w Karkonoszach, później wasze drogi ponownie zbiegły się w Kowarach. Te zadrażnienia na linii trener - zawodnik nie wpłynęły na waszą znajomość?
- Mam nadzieję, że nie. Prywatnie nic do Marka nie mam i uważam go za swojego kolegę. Po prostu nie było chemii między nami w szatni i w tej kwestii raczej nic się nie zmieni.
Marek Siatrak w Olimpii Kowary to przynajmniej na razie zamknięty rozdział. Znów trenujesz z pierwszą drużyną, tym razem pod okiem Krzysztofa Kapelana. Z jakim nastawieniem?
- Długo się zastanawiałem nad dołączeniem do chłopaków. Mam obowiązki zawodowe, do tego prowadzę też grupę dzieci w KKS-ie Jelenia Góra. Do powrotu przekonał mnie Tomasz Dudziak. Nie żałuję tej decyzji, bo już teraz widzę, że u trenera Kapelna sporo się nauczę. Podjąłem rękawicę, a czy uda mi się zaistnieć wśród IV-ligowców czas pokaże.
Na porównanie trenerów Siatraka i Kapelana jest jeszcze za wcześnie, czy możesz już coś powiedzieć?
- Jak mówiłem podoba mi się praca Krzysztofa Kapelana, myślę, że sporo na niej skorzystam, może nawet bardziej jako przyszły trener niż piłkarza. Naprawdę nieźle potrafi przełożyć wiedzę książkową na praktykę. Trener dużo czasu poświęca zawodnikom indywidualnie. Rozmawia, tłumaczy, bez względu na to czy piłkarz pojawił się w zespole z B-klasy czy II ligi. Wszyscy są na równych prawach. Treningi są bardzo urozmaicone, w zespole jest dyscyplina. Czy wolę pracować z nim niż z poprzednim szkoleniowcem? Tak.
Czego kowarscy kibice mogą się po was spodziewać w nadchodzącym sezonie?
- Myślę, że Olimpia będzie jednym z głównych kandydatów do awansu. Skład został praktycznie utrzymany, jest kilka ciekawych wzmocnień. Już w ubiegłym sezonie byliśmy blisko uzyskanie promocji do III ligi dolnośląsko - lubuskiej. Oby w tym roku udało nam się ten cel osiągnąć.
Jak sądzisz weźmiesz w tym udział czynnie, czy przyglądając się kolegom z boku boiska?
- Będę robił wszystko aby wywalczyć miejsce w składzie. Staram się być na każdym treningu, sumiennie wykonuję polecenia trenera i wierzę, że te działania przyniosą pożądany efekt. Czuję też wsparcie prezesów i kibiców, nie chciałbym ich zawieść.
Kilkanaście dni temu do Olimpii dołączył Marcin Krupa. Razem wychowaliście się w Karkonoszach Jelenia Góra. Wspominam o tym, bo przy okazji umieszczenia informacji o jego transferze na JG24 tradycyjnie pojawiło się wiele komentarzy pod tekstem, poddających w wątpliwość dobrą atmosferę w Karkonoszach. Jak zawsze dostało się też zarządowi jeleniogórskiego klubu. Może i pojedyncze opinie warte były dyskusji, jednak czytając większość wpisów odnosiło się wrażenie, iż narzekanie na Karkonosze i ludzi związanych z nimi to pewien trend lub moda. Ponieważ ty wiele lat byłeś graczem biało - niebieskich, chcę zapytać czy powodem twojego odejścia do Olimpii była zła atmosfera w klubie? Czy doznałeś jakichś krzywd ze strony zarządu Karkonoszy?
- Powody rezygnacji z gry w Karkonoszach były podobne jak omawiane wcześniej moje problemy u trenera Siatraka. Po prostu nie czułem się zespole potrzebny, zmarginalizowano moją rolę jeśli chodzi o bycie piłkarzem. Bardziej potrzebowano mnie by wypełnić sprawozdanie, zebrać pachołki czy piłki, a ja kocham piłkę nożną i chcę w nią grać, nawet na niższym poziomie. Jeśli się nie nadaję do IV ligi chcę to usłyszeć od trenera i wtedy będę się zastanawiał co robić dalej. Jeśli chodzi o atmosferę w klubie to była dobra, a ze strony działaczy Karkonoszy nigdy nie spotkało mnie nic złego. Stanowczo dementuję wszelkie pogłoski, bo czasem i do mnie dochodziły informacje, że postąpiono ze mną nie fair. Nie, nic takiego nie miało miejsca. Trochę natomiast zabrakło chęci działaczom by zatrzymać mnie w klubie. Skończyłem studia i potrzebowałem pracy, wydaje mi się, że ludzie z Karkonoszy mogli mi w tym pomóc, jednak nic z tego nie wyszło. Załatwienie mi zajęcia nie było problemem dla Tomasza Dudziaka i tak znalazłem się w Olimpii.
Masz dobry kontakt z kolegami z byłego klubu?
- Bardzo dobry, jak tylko mogę chodzę na ich mecze i dopinguję do zwycięstw. Jestem kibicem Karkonoszy i zawsze nim będę, mam wielki sentyment do klubu, który mnie wychował. Życzę im udanego sezonu i zwycięstw w każdym meczu.
28 sierpnia w derbach powiatu jeleniogórskiego też?
- Teraz gdy jestem zawodnikiem Olimpii naturalnie chcę jej wygranej. W innej sytuacji zawsze będę kibicował Karkonoszom.
Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w zbliżającym się sezonie.
- Dziękuję i pozdrawiam wszystkich kibiców Olimpii i Karkonoszy.
Rozmawiał Piotr Kuban
Tomasz Żukiewicz
Leszek Wrotniewski
Konrad Rydzewski
Rafał Piotr Szymański
Kazimierz Piotrowski
Hubert Papaj
Wojciech Leszczyk
Maciej Lercher
Paweł Kucharski
Oliwer Kubicki
Jacek Jakubiec
Paweł Gluza
Wojciech Chadży