Rozmowa z Arturem Milewskim, trenerem Karkonoszy Jelenia Góra

Karkonosze Jelenia Góra zanotowały najlepszy ligowy sezon od 11-tu lat. Dla wielu kibiców główną składową dobrego wyniku biało - niebieskich jest osoba Artura Milewskiego, który pomimo wielu trudności organizacyjnych i kadrowych potrafił wycisnąć z zespołu maksimum możliwości. Tuż przed wyjazdem trenera Karkonoszy na zasłużony urlop porozmawialiśmy z nim o zakończonych rozgrywkach i planach na przyszłość.

Jak oceniasz dokonania swojego zespołu w sezonie 2012/2013?

ARTUR MILEWSKI: - Myślę, że zagraliśmy na miarę swoich możliwości. Kilka spotkań mogło się potoczyć inaczej, jednak biorąc pod uwagę sytuację związaną z odebraniem stypendiów zawodnikom przez prezydenta miasta tuż przed startem rundy wiosennej oraz nasza sytuację kadrową, chyba nie wypada narzekać.

Piąte miejsce to najwyższa lokata biało - niebieskich na tym poziomie rozgrywek od rozgrywek 2001/2002, gdy Karkonosze zakończyły IV ligę na drugiej pozycji.

- Cieszę się, że widać progres naszej pracy. Oczywiście to miejsce nie jest szczytem naszych marzeń, ale na dzisiaj musimy ustabilizować naszą sytuację na pewnym pułapie i przygotować się zarówno sportowo jak i organizacyjnie do walki o wyższe cele, co mam nadzieję nastąpi.

Kto z piłkarzy najbardziej zapracował na dobry wynik w zakończonym sezonie?

- Wszyscy, każdy starał się dać z siebie tyle na ile było go stać. Jedni potrafili utrzymać dobrą dyspozycję przez dłuższy okres, drudzy w poszczególnych spotkaniach, ale całość ładnie skomponowała się w pozytywny efekt zespołowy. W tym miejscu bardzo chciałbym podziękować chłopakom za wysiłek jaki włożyli w ten sezon. Nie mieli łatwych warunków do pracy, a mimo to nie zniechęcili się i pokazali, że z Karkonoszami w tej lidze trzeba się liczyć.

Łukasz Kowalski strzelając 15 goli sprawił, że ma za sobą chyba najbardziej udany okres w seniorskiej piłce. Spodziewałeś się tak dobrej jego postawy?

- "Kowal" dał bardzo dużo zespołowi, zdobył mnóstwo ważnych bramek, co ważne nie bał się brać ciężaru gry na siebie w istotnych momentach. Między innymi to dzięki jego postawie zanotowaliśmy znakomitą końcówkę rundy odnosząc pięć zwycięstw z rzędu. Pokazał, że jest graczem wszechstronnym, strzelając gole nie tylko po akcjach, ale również znakomicie wykonując stałe fragmenty gry. Do tego potrafił utrzymać formę. Czy spodziewałem się po nim takiej postawy? Tak, wierzę w zawodników z którymi pracuję.

Niewielu zawodników trafiło pod twoje skrzydła przed i w trakcie sezonu 2012/2013. Z pewnością najbardziej spektakularnym transferem było pozyskanie Kazimierza Hamowskiego. To doświadczony piłkarz o ustalonej marce, potwierdził swoje walory i spełnił oczekiwania?

- Zdecydowanie tak, zarówno na boisku jak i poza nim. Kaziu to profesjonalista, do tego świetny człowiek, który ma pozytywny wpływ na innych. Bardzo się cieszę, że jest z nami.

Na kim się najbardziej zawiodłeś?

- Raczej nie ma takiej osoby. Jesteśmy zespołem i jeśli są jakieś trudności to razem musimy brać to na klatę. Jeszcze raz powtórzę, chłopcy pokazali charakter i zaliczyli niezły sezon. Dziękuję im za to.

Pomimo większości dobrych występów w rundzie wiosennej kilka spotkań Karkonoszom wybitnie nie wyszło. Jaki mecz był najsłabszy w waszym wykonaniu?

- To prawda było kilka wysokich porażek, jednak moim zadaniem każde z tych spotkań miało jakąś swoją historię, która sprawiała, że trzeba spojrzeć na nie z dystansem.

Przejdźmy do konkretów, 0-7 na własnym boisku z Piastem Żmigród.

- Nie przeczę, że byliśmy słabsi w tym meczu, ale na pewno nie zasłużyliśmy na takie lanie. Warto pamiętać, że niemal całą drugą połowę graliśmy w dziewiątkę, gdyż sędzia pokazał nam dwie czerwone kartki z kapelusza. Nim do tego doszło było 0-2, mieliśmy swoje okazje by również zdobyć gole, niestety ich nie wykorzystaliśmy. Później grając w osłabieniu zabrakło argumentów na tak silnego rywala jakim był Piast. Co ciekawe jego zawodnicy po spotkaniu sami oceniali nas wysoko i twierdzili, że arbiter dołożył swoją cegiełkę do tego pogromu.

Z GKS-em Kobierzyce tylu goli nie straciliście, ale 0-4 na własnym boisku też chluby nie przynosi.

- To prawda, ten mecz to właśnie przykład na to, że każde 90 minut ma swoją historię. Śmiem twierdzić, iż w pierwszej połowie to my sprawialiśmy lepsze wrażenie i tworzyliśmy więcej okazji do zdobycia gola. Goście cztery bramki zdobyli po strzałach głową, co zdarza się rzadko. Nie ukrywam, że swojego dnia nie miał nasz bramkarz Michał Dubiel. Mimo to twierdzę, że wykorzystując super okazję Krystiana Majera zaraz po przerwie mogliśmy zmienić losy tego spotkania.

Pytając o najgorszy mecz Karkonoszy w tym sezonie myślałem, że wymienisz pucharową konfrontację z Olimpią Kamienna Góra. Porażka 1-4 z będącą wówczas w strefie spadkowej ligi okręgowej drużyną, do tego wszystkie gole straciliście grając w przewadze jednego zawodnika. Jak to możliwe?

- Do przerwy nie graliśmy źle, mieliśmy sporo sytuacji, dyktowaliśmy swoje warunki gry. Minutę przed przerwą straciliśmy całkowicie przypadkowego gola, a po zmianie stron rywal szybko podwyższył wynik. W barwach Olimpii dobre zawody rozegrał Damian Misan, który na tym poziomie rozgrywek sprawia różnicę. Nie chcę się na siłę usprawiedliwiać, ale do Kamiennej Góry pojechaliśmy trzy dni po bardzo trudnym meczu z Sokołem Wielka Lipa, być może po prostu to nie był nasz dzień.

Zapytam więc o zwycięskie spotkania. Jakie zasłużyło na miano najlepszego?

- Ciężko wskazać to jedno, u siebie dobrze spisaliśmy się grając choćby z Sokołem, AKS-em Strzegom czy Orkanem Szczedrzykowice. W tych dwóch pierwszych przypadkach potrafiliśmy odrobić straty i odwrócić losy meczu. Podobnie był w Zawidowie, gdzie pokonaliśmy miejscowego Piasta. Ważną wygraną odnieśliśmy też w Bogatyni z Granicą.

Zamknijmy więc temat zakończonych rozgrywek, co czeka kibiców Karkonoszy w sezonie 2013/2014?

- Mecze na najładniejszym stadionie w IV lidze dolnośląskiej. :) Przynamniej taką mam nadzieję, że w końcu uda nam się na nim zadebiutować i na dobre zadomowić. Jeśli chodzi o cele to wszystko będzie zależało od tego jaką kadrą będziemy dysponować. Prowadzimy rozmowy z kilkoma zawodnikami, przekazałem listę prezesowi Tadeuszowi Dudzie, kilka spotkań mamy już za sobą, co z tego będzie przekonamy się w najbliższych tygodniach.

O jakich nazwiskach mowa?

- Zrozumiałe, że na razie ich nie podam. Wielu z zawodników ma ustaloną renomę w naszym powiecie. Powiem tylko, że to piłkarze z naszego terenu. Obecnie nie jesteśmy zainteresowani ściąganiem ludzi spoza naszego okręgu. Myślę, że przynajmniej część rozmów może zakończyć się pomyślnie dla klubu. Na pewno dialog bardzo by ułatwiła informacja, że po pół roku przerwy miasto przywróci stypendia. Z tego co się orientuję jest na to duża szansa.

Na koniec powiedz jak odbierasz słowa menadżera Olimpii Tomasza Dudziaka, który na naszych łamach powiedział, że w okręgu jeleniogórskim nie ma nikogo kto zasługiwałby na miano "trenera".

- Myślę, że są to słowa mocno przesadzone. Powiem tak, poziom jaki prezentują szkoleniowcy jest w pewnym sensie odzwierciedleniem tego co prezentują sobą ludzie odpowiadający za sprawy organizacyjne w naszym lokalnym futbolu. Ja myślę, że w tym zestawieniu my - trenerzy nie mamy się czego wstydzić. Najlepiej będzie jak każdy zajmie się swoim ogródkiem, my będziemy podnosić swoje kwalifikacje, a działacze niech zrobią coś w końcu by piłka w okręgu jeleniogórskim miała szansę rozwoju i konkurowania z innymi okręgami. Wtedy wszyscy będziemy zadowoleni.

Rozmawiał Piotr Kuban