Olimpia oddaliła się od III-ligowego awansu
Przeciętne, momentami nawet słabe spotkanie oglądali kibice w Kowarach, gdzie miejscowa Olimpia uległa żmigrodzkiemu Piastowi 0-1, drastycznie oddalając od siebie szansę awansu do III ligi dolnośląsko - lubuskiej. Mecz na trybunach oglądała rekordowa liczba 1500 kibiców, którzy stworzyli znakomitą atmosferę, godną meczów na wyższych szczeblach futbolowej drabinki.
Już przed pierwszym gwizdkiem sędziego Marka Opalińskiego było wiadomym, iż na grząskiej murawie kowarskiego stadionu zabraknie Sebastiana Szujewskiego i Mateusza Zatylnego. Obaj gracze zostali ukarani kartkami w pojedynku z Miedzią II Legnica, a jak duże znaczenie dla siły ofensywnej biało - zielonych ma ich obecność, przekonaliśmy się w środę, gdy w półfinale wojewódzkiego Pucharu Polski poprowadzili swój zespół do wygranej nad III-ligową Bielawianką Bielawa.
Obawy związane z absencją wspomnianych zawodników potwierdziły się od pierwszej minuty spotkania. Kowarzanie nie mieli żadnego pomysłu na grę ofensywną, ich akcje kończyły się 10 metrów przed polem karnym, a jeśli już piłka w nie trafiała żmigrodzcy obrońcy nie mieli problemu z wyjaśnieniem sytuacji. Na szczęście Olimpia nie musiała dzisiaj strzelić gola, wystarczał jej remis. Bramkę musieli zdobyć goście, jednak chyba i oni odczuwali stres związany z rangą spotkania, co rzutowało na ich niemrawą postawę na boisku, bo choć piłkarze Piasta teoretycznie kontrolowali przebieg gry, bliżej zdobycia gola byli miejscowi. W 35-ej minucie dobre podanie z głębie pola otrzymał Julian Rudnicki, niestety Julek zwlekał z oddaniem strzału i ofiarną interwencją Sylwester Kłos odebrał mu piłkę. W końcówce I połowy jeszcze Mateusz Han groźnie główkował po stałym fragmencie gry, ale piłka przeszła obok bramki rywali.
Świadomi sytuacji w ligowej tabeli żmigrodzianie po przerwie już nie czekali biernie na rozwój wypadków, tylko podkręcili tempo szukając akcji na objęcie prowadzenia. Podopieczni trenera Mirosława Drączkowskiego przesiadywali na połowie miejscowych, mimo to klarownych okazji do zdobycia gola sobie nie tworzyli. Wyręczył ich w tym Emil Trynda, który fatalnie interweniował poza 16-tką. Bramkarz Olimpii chciał zagrać piłkę do Mateusza Kraińskiego, niestety zrobił to tak nieporadnie, iż futbolówka wylądowała od nogami Kłosa, ten spokojnie przelobował Tryndę czym wprawił w ekstazę 120-osobową grupę fanów Piasta.
Zespół trenera Marka Siatraka w tym momencie był poza miejscem dającym promocję do III-ligi. Zmienić to mógł gol wyrównujący, niestety jego zdobycie było dzisiaj poza zasięgiem piłkarzy w biało - zielonych koszulkach. Grający mecze co kilka dni piłkarze z Kowar słabli z minuty na minutę, rzadko udawało im się dotrzeć pod bramkę Piasta, a realne zagrożenie pod nią stworzyli tylko raz, gdy Marcin Zagrodnik strzałem z woleja nieznacznie chybił. Dodajmy, że nie sposób mieć pretensję do Zagro za to zagranie, gdyż pozycja do oddania strzału nie była łatwa, a wcześniej zawodnik wypracowując ją sobie wykazał się niemałymi umiejętnościami technicznymi. Zdecydowanie lepszą okazję na podwyższenie wyniku miał kilka minut wcześniej Kamil Niedźwiedź, jednak zabrakło mu zimnej krwi by pognębić byłych kolegów z drużyny.
O słabości Olimpii dzisiejszego dnia najlepiej świadczy doliczony czas gry. W czasie dodatkowych trzech minut podopieczni trenera Marka Siatraka nie byli w stanie nawet na chwilę przenieść gry na połowę rywala. Ostatni gwizdek perfekcyjnie prowadzącego zawody Marka Opalińskiego piłkarze i kibice Piasta - co zrozumiałe - przyjęli z euforią. Radości nie było końca, w górę poleciał zarówno trener jak i strzelec złotego gola, a śpiewy w okolicach budynku klubowego niosły się jeszcze bardzo długo.
- Jestem bardzo zadowolony z wyniku. Wiedziałem, że stać nas na zwycięstwo w Kowarach. Wiem, że mecz nie był wielkim widowiskiem, ale to zrozumiałe zważywszy na jego stawkę. Powiedziałem w szatni chłopakom, że grając konsekwentnie możemy zmusić ich do błędu i tak się stało w przypadku bramkarza Olimpii - podsumował mecz Mirosław Drączkowski. - Jedyne co nam zostało to wygrać pozostałe dwa mecze i liczyć na Orlę w meczu z GKS-em. Pomyślne zakończenie ligi wydaje się jednak dla nas mało prawdopodobne. Mam nadzieję, że poprawimy sobie humor zdobyciem Pucharu Polski DZPN. Warto go zdobyć dla publiczności, która pokazała dzisiaj, że jest z zespołem na dobre i na złe. Widok trybun na długo pozostanie w mojej pamięci. Jeśli chodzi o przyszłość Olimpii to uspokajam fanów, zrobię wszystko by w przyszłym sezonie nasz zespół był jeszcze mocniejszy i niczym taran sięgnął po upragniony awans do III-ligi. Będziemy jeszcze mocniejsi zarówno piłkarsko jak i organizacyjnie - zapowiada Tomasz Dudziak, menadżer kowarzan.
Podsumowując spotkanie nie sposób pominąć kowarskich kibiców. To dzięki nim toczyło się w niezapomnianej atmosferze. Dzisiaj pokazali nie tylko ilość, ale i jakość, znaną już ze wcześniejszych meczów, czyli doping od pierwszej do ostatniej minuty. Na plus pokazali się też fani Piasta, byli głośni, a w ich ofercie nie zabrakło różnorakiej pirotechniki. Wspólna feta na murawie w okolicach sektora gospodarzy po zakończeniu meczu to obrazek niespotykany na polskich stadionach. Zachowanie to pokazuje klasę ludzi w biało - zielonych szalikach, gdyż niewielu po porażce swojej ekipy w tak ważnym meczu potrafiłoby się zdobyć na taką postawę.
OLIMPIA KOWARY - PIAST ŻMIGRÓD 0-1 (0-0)
Bramka: 0-1 Kłos 69'.
Żółte kartki: Han, Trynda, Szemiot, Rudnicki oraz Monasterski, Zagórski, Kłos.
Sędziowali: Marek Opaliński jako główny oraz Sławomir Cierlik i Piotr Kusak.
Widzów: 1500.
OLIMPIA: Trynda - Smoczyk, Kuźniewski, Han (80' Szemiot), Zagrodnik, Liszka, Piskorz (46' Jakubiak), Kraiński, Milczarek (60' Duński), Udod, Rudnicki.
PIAST: Bilakiewicz - Gajowy, Gołębiewski, Monasterski, Piotrowski, Niedbała (80' Łuszcz), Kłos, Brumirski (60' Wójcik), Zagórski, Sawicki, Niedźwiedź (75' Mazurek).
Piotr Kuban
foto: Piotr Kuban

Tomasz Żukiewicz
Leszek Wrotniewski
Konrad Rydzewski
Rafał Piotr Szymański
Kazimierz Piotrowski
Hubert Papaj
Wojciech Leszczyk
Maciej Lercher
Paweł Kucharski
Oliwer Kubicki
Jacek Jakubiec
Paweł Gluza
Wojciech Chadży