Rozmowa z Adamem Łuszczykiem, piłkarzem Nysy Zgorzelec

Piłkarze Nysy Zgorzelec po rundzie jesiennej czwartej ligi mają na swoim koncie zaledwie 11 punktów. Niewielka zdobycz nie rokuje najlepiej na wiosnę. – W przerwie zimowej będzie bardzo ciężko się wzmocnić, więc i o utrzymanie będzie jeszcze trudniej. Ale nadzieja umiera ostatnia – mówi Adam Łuszczyk, kapitan biało-niebieskich.

Runda jesienna w wykonaniu Nysy była jedną ze słabszych w ostatnich latach. Gdzie należy upatrywać przyczyny takiej sytuacji?

ADAM ŁUSZCZYK: - Odpowiedź nasuwa się sama. Zabierzmy z każdego zespołu 5-6 zawodników stanowiących o sile drużyny i zobaczymy jakie będzie oblicze i siła danej drużyny. W poprzednim sezonie również na półmetku mieliśmy 11 punktów i daliśmy radę walczyć na wiosnę, jednak rzeczywistość obecna jest zgoła odmienna. Będzie bardzo ciężko się utrzymać. Zespół został uzupełniony przez zawodników z drużyn występujących w A klasie. Trzeba zaznaczyć, że to są bardzo młodzi i niedoświadczeni zawodnicy. Dla nich przeskok był bardzo duży.

W przerwie letniej z zespołu odeszło wielu piłkarzy, którzy wcześniej stanowili o sile drużyny. M.in. mowa o Macieju Machowskim czy Pawle Kościuku. Chodziły głosy, ze Ty również możesz odejść z zespołu. To prawda?

- Widząc co się dzieje w zespole po zakończeniu sezonu nasuwały mi się różne myśli. Głośno mówiłem o swoim niezadowoleniu na fakt, że tacy zawodnicy opuszczają moją drużynę. Również miałem propozycje z innych klubów, lecz rozmowa z prezesem zmieniła moje nastawienie. Chciałem pomóc klubowi. Raz było lepiej raz gorzej ale zawsze jestem z Nysą.

W miejsce ubytków do składu dołączyli juniorzy. Jak wspomniałeś widać było, że w wielu meczach zabrakło im doświadczenia.

- To fakt. Ale wcale nie można mieć do nich pretensji. Zostali rzuceni na wielką wodę, chodź trzeba przyznać, że poziom tegorocznych rozgrywek bardzo się obniżył. Jak się okazało to i tak jeszcze trochę za wysoko dla niektórych. Ale chwała im za to, iż można było na nich liczyć. Oni dopiero uczą się piłki seniorskiej. A tych juniorów to wcale nie jest tak dużo. Trzeba szanować to co się ma i szkolić ich jak najlepiej, żeby była z nich pociecha za kilka lat.

Nysie można było odmówić nieco umiejętności, ale z pewnością nie woli walki. Potrafiliście sprawić niespodzianki choćby w prestiżowych meczach z Granicą oraz Piastem.

- To są typowe derby. Nie ma co ukrywać w meczu z Granicą czy Sokołem dopisywało nam szczęście, natomiast gdybyśmy w każdym meczu prezentowali się jak w meczu z Piastem nasza pozycja w tabeli była by zdecydowanie wyższa. Ale to jest tylko „gdyby”, a w mojej drużynie tego „gdyby” było zdecydowanie za dużo. Dlatego jesteśmy w tabeli tam gdzie jesteśmy. Wielkim zaskoczeniem dla wszystkich jest bardzo wysokie miejsce Piasta i wygrana z ówczesnym liderem była przyjemnością. Chciałbym pogratulować chłopakom z Zawidowa takich wspaniałych wyników. Również Granica pokazała, że ma młodą i solidną drużynę. Życzę im powodzenia.

Spadek drużyny na 40-lecie założenia klubu byłby smutną sprawą, zwłaszcza dla kibiców. Będąc bogatym w doświadczenia widzisz szansę na utrzymanie Nysy w rozgrywkach?

- Matematyczne szanse jeszcze są i musimy wierzyć że się uda. Spadek zawsze boli ale musimy sobie uświadomić, że bez znaczących wzmocnień nie mamy co szukać w tej lidze. Potrzebujemy zawodników do każdej formacji. Napastnik jest nam potrzebny od zaraz. Taki Grzesiek Rydol był dla nas skarbem. Szkoda, że nas opuścił. W przerwie zimowej będzie bardzo ciężko się wzmocnić, więc i o utrzymanie będzie jeszcze trudniej. Ale nadzieja umiera ostatnia!

Trener Remigiusz Gryglak zrezygnował z prowadzenia zespołu. Czułbyś się na siłach aby go zastąpić?

- To jest kolejne osłabienie drużyny, ale z przyczyn zawodowych musiał zrezygnować. Ja za waszym pośrednictwem jako kapitan drużyny chciałbym mu osobiście podziękować za współpracę i lata spędzone razem. Super chłop! I na boisku i poza nim. Jeśli chodzi o moją osobę to po pierwsze trzeba mieć pierw uprawnienia do prowadzenia, a po drugie chciałbym jeszcze trochę skoncentrować się tylko na kopaniu piłki. Ponadto moje obowiązki zawodowe nie są sprzyjające do zabawy w trenerkę. Chodź z drugiej strony jak patrzę na sukcesy braci Wichowskich to jestem pod dużym wrażeniem i trzymam za nich mocno kciuki. Może i ja kiedyś spróbuję.

Rozmawiał
GRZEGORZ BEREZIUK