Rozmowa ze Zdzisławem Wąsem, trenerem Beskidu Nowy Sącz

Już w najbliższą sobotę nowy sezon w PGNiG Superlidze zainaugurują szczypiornistki KPR-u Jelenia Góra. Nasz zespół w pierwszym meczu podejmie we własnej hali zespół Beskidu Nowy Sącz, który jest beniaminkiem, a prowadzi go doskonale znany w naszym mieście Zdzisław Wąs. Nim znów pokaże się jeleniogórskim sympatykom piłki ręcznej, przypytaliśmy go i dowiedzieliśmy się co aktualnie porabia.

Co tam się dzieje u was w Nowym Sączu, kilka dni temu Jelenią Górę obiegła plotka, że KPR nie zagra z Beskidem, gdyż wycofujecie zespół z rozgrywek?

ZDZISŁAW WĄS: - Było w tym sporo prawdy. Klub ma bardzo duże problemy z płynnością finansową związane jeszcze z sezonem 2011/2012. Kłopoty się piętrzyły, co przyniosło dymisję zarządu klubu. Ja też w pewnym momencie złożyłem rezygnację, ale nie był komu jej przyjąć. Widząc zaangażowanie dyrektora ds. sportu w miejscowym Urzędzie Miasta zdecydował się zostać. Dzisiaj ma być wybrany nowy zarząd klubu, mam nadzieję, że uda im się wszystko poskładać.

Sytuacja jaką zastałeś w Nowym Sączu to chyba spory przeskok, po warunkach jakie miałeś zapewnione w Kielcach?

- Tak, zupełnie inny poziom. Tam mogłem skupić się na pracy tylko i wyłącznie z drużyną. Nie martwiłem się o pozostałe sprawy. Była to dla mnie zupełnie nowa sytuacja, bo i w Jeleniej Górze człowiek musiał funkcjonować na kilku płaszczyznach i zajmować się dziesięcioma innym sprawami poza trenowaniem dziewczyn.

To dlaczego zdecydowałeś się przyjąć ofertę Beskidu, nie czułeś, że organizacyjnie klub nie dorósł do najwyższego szczebla rozgrywek?

- Jestem sentymentalny, Nowy Sącz to moje rodzinne miasto. Tutaj jest grób moich rodziców, w mieście mieszkają moje dwie siostry. Ujął mnie też entuzjazm jaki udzielił się miejscowemu środowisku po awansie. Liczyłem, że to jest ten moment by szczypiorniak na dobre zaistniał w Nowym Sączu.

Po wypełnieniu umowy w Kielcach nie było innych propozycji?

- Były, a jakże. Zgłosił się do mnie też Sambor Tczew, ale z opisanych wcześniej powodów zdecydowałem się na propozycję Beskidu. Pracę jaką wykonałem w Kielcach dostrzeżono, z drużyną typowaną do spadku zrobiłem Challenge Cup, zrobiło to spore wrażenie w Polsce.

Wróćmy do spraw bieżących. Takie zamieszanie na pięć minut przed startem sezonu, zapewne nienajlepiej wpłynęło na atmosferę w klubie i zespole?

- Oczywiście, jeśli nie wiesz na czym stoisz trudno o entuzjazm. Tym bardziej, że w tutaj w Nowym Sączu tworzymy wąska grupę i wspominane tematy w naszych rozmowach pojawiają się praktycznie każdego dnia, przy każdym treningu.

Jak szeroką kadrą dysponujesz, na kogo możesz liczyć w nowym sezonie?

- Jak mówiłem, to bardzo wąska kadra. Liczy 14 zawodniczek, dwie Białorusinki i 12 Polek, w większości miejscowych wychowanek. Czeka nas bardzo trudny sezon, celem jest oczywiście utrzymanie w elicie, mam nadzieję, że uda nam się tego dokonać.

Rozpoczniecie w Jeleniej Górze już w najbliższą sobotę. Co wiesz o swoim najbliższym rywalu, śledzisz na bieżąco losy KPR-u?

- Powiem szczerze, że nie bardzo. Oczywiście podstawowe informacje posiadam. W zespole dokonała się rewolucja kadrowa, macie bardzo szeroki skład. Pytanie tylko czy Gośka (Małgorzata Jędrzejczak, przyp. red.) poradzi sobie z prowadzeniem tak licznego zespołu. Z jednej strony to komfort mieć po 2-3 osoby na każdą pozycję, z drugiej odpowiednio zatroszczyć się o ponad 20 zawodniczek na treningu to nie jest prosta sprawa, przy tej liczebności łatwo kogoś zaniedbać i zniechęcić. Kilka z tych nowych dziewczyn chciałem ściągnąć do Nowego Sącza, ale jak widać wybrały Jelenią Górę, chyba KPR wydał im się bardziej wiarygodnym klubem.

Twój zespół jest w stanie powalczyć o wygraną przy Złotniczej?

- Jako trener muszę odpowiedzieć, że z takim zamiarem wyjdziemy na parkiet. Zdrowy rozsądek podpowiada, że będzie to niezwykle trudne zadanie. Moim zadaniem KPR-to zespół na pierwszą szóstkę ligi, oczywistym jest, że to jeleniogórzanki są faworytem przed pierwszym gwizdkiem arbitrów.

Już trzeci rok jesteś poza Jelenią Górą, masz jeszcze w planach funkcjonowanie w lokalnym handballu?

- No tak czas leci, powiem otwarcie nie zastanawiałem się nad tym. Z pewnością chcę jeszcze popracować jako trener przez klika lat. Czy moje miasto znajdzie się na mojej zawodowej drodze? Czas pokaże...

Rozmawiał Piotr Kuban