Kiero KPR-u dopingował siatkarzy w Londynie

Olimpiada w Londynie już za nami, niestety zabrakło na niej wielkich sukcesów Polaków, zawiedli głównie siatkarze, którzy pojechali na turniej w glorii czempionów Ligi Światowej i oczekiwano od nich medalu. Biało - czerwoni zawalili już drugi mecz na igrzyskach przeciwko Bułgarii i nie pomógł im nawet doping Jana Wołkowieckiego :), kierownika zespołu KPR-u Jelenia Góra, który pojawił się wraz ze znajomymi na trybunach hali Earls Court. - Akurat w okresie Olimpiady odwiedziłem w Londynie brata Edwarda. Okazało się, że jego znajomym zwolniły się dwie wejściówki, więc skorzystałem z nich i wraz z jego wnuczką mogliśmy zasiąść tego dnia na widowni - wyjaśnia okoliczności uczestnictwa w spotkaniu polskich siatkarzy Jan Wołkowiecki.
Bilety na ten mecz kosztowały 65 funtów, co w przeliczeniu na złotówki daje kwotę niemal 350 złotych. Mimo to kiero KPR-u nie żałuje wydanych pieniędzy: - Wspaniale było poczuć atmosferę tak wielkiej imprezy, zwłaszcza, że w hali miażdżącą większość stanowili polscy kibice. Zabrakło zwycięstwa, wtedy zapewne wspomnienia byłby jeszcze lepsze, ale i tak cieszę się, że zaznaczyłem swoją obecność na igrzyskach.
O samej imprezie J. Wołkowiecki wyraża się bardzo pochlebnie. - Sportową atmosferę czuć było na każdym kroku. Niestety, poza meczem siatkarzy nie uczestniczyłem czynnie w dopingu na innych olimpijskich imprezach. Brakło czasu, a i nie ukrywam, że bilety na zmagania we wszystkich dyscyplinach były na głęboką kieszeń. Jestem wystarczająco zadowolony z tego co zobaczyłem - podsumowuje swój pobyt w Londynie kierownik KPR-u.

Piotr Kuban
Foto: facebook