Niespodzianka w Mysłakowicach

Niesamowitą huśtawkę nastrojów przeżyli dzisiaj kibice mysłakowickiego Orła, którzy zasiedli na trybunach stadionu podczas pojedynku swoich pupili z Pogonią Świerzawa. Mecz w znakomitym stylu rozpoczęli świeżo upieczeni czempioni grupy I A-klasy, gdyż już w 9-ej minucie kapitalnym uderzeniem zza pola karnego popisał się Krzysztof Szpecht i nawet efektowna parada Dariusza Mikulskiego nie była w stanie zapobiec utracie gola. Cztery minuty później było 2-0, tym razem w polu karnym gospodarzy golkiper Orła wręcz powalił na murawę Szymona Szeligę i arbiter główny nie miał innej opcji jak wskazać na wapno. Jedenastkę pewnym - mocnym strzałem zamienił na gola Mariusz Sielach.
Goście grali na luzie, z polotem, jakby chcieli potwierdzić swoją supremację w lidze i zakończyć ją kilku bramkową wygraną. Szybko zdobyte dwa gole chyba nieco uśpiły podopiecznych trenera Radosława Kurka, gdyż z minuty na minutę wydarzenia na placu gry przybrały zaskakujący obrót. W 15-ej minucie Mateusz Bryniak dośrodkował z rzutu rożnego, koszmarny błąd popełnił Patryk Krajewski i Piotr Grycki niemal z linii bramkowej wbił głową piłkę do pustej bramki. Pięć minut później goście we własnym polu karnym zaprezentowali szokujące niezdecydowanie i brak zrozumienia, do zdecydowanej interwencji nie kwapił się też bramkarz Pogoni, co z zimną krwią wykorzystał Grycki i było 2-2, a w 24-ej minucie w niemal sklonowanej sytuacji popularny Gryka skompletował hat-trick i wyprowadził Orła na prowadzenie! Szok i olbrzymia radość na trybunie oraz w szeregach zespołu mysłakowiczan, natomiast na ławce świerzawian niedowierzenie, że obrona Pogoni w kilka minut zawaliła się jak domek z kart.
Do końca I połowy wynik meczu już się nie zmienił, choć okazji nie brakowało po obu stronach. Po przerwie mecz nie był już tak atrakcyjny dla oka. Być może gdyby Tomasz Wolny przymierzył o kilka centymetrów niżej, gra w II połowie byłaby bardziej atrakcyjna, jednak piłka po jego bombie trafiła tylko w spojenie słupka z poprzeczką i miejscowi kibice mogli odetchnąć z ulgą. Ostatnią szansę na zachowanie miana niepokonanej drużyny w rundzie wiosennej Pogoń miała w 86-ej minucie. Z autu mocno piłkę wrzucił w pole karne Orła Sielach, ale główka Marcina Hyndle minęła o centymetry bramkę rywali.

ORZEŁ: Mikulski - Pożoga, Wateha, Stępniak, Pogoda, Kniżatko, Zieliński, Janik, Bryniak, Szczotka, Grycki. Rezerwowi: Piekarec, Amborski, Świerczek, Szczepkowicz, Szeszko.
POGOŃ: Krajewski - W. Chlebosz, Pitorowski, Szpecht, Hyndle, E. Chlebosz, Szeliga, Sielach, Wolny, Kłobucki, Definiski. Rezerwowi: Sidoryk, Grzeczkowski, Jagieło, Wójcik.

Piotr Kuban
Foto: Piotr Kuban