W pojedynku Orłów lepszy ten z Lubawki

Dobre obfitujące w dużą ilość goli i spięć podbramkowych widowisko obejrzeli dzisiaj nieliczni kibice zgromadzeni na stadionie w Mysłakowicach. Niestety dla nich zakończyło się ono zwycięstwem gości, którzy choć do przerwy przegrywali 0-2, w drugiej połowie szybko odrobili straty i w końcówce przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Od początku spotkania widać było, że lepiej na murawie radzą sobie goście. Zespół z Lubawki prezentował wyższa kulturę gry, częściej i łatwiej jego zawodnicy dochodzili też do pozycji bramkowych. Przez długie minuty gospodarze czyste konto bramkowe zawdzięczali szczęściu i przeżywającemu drugą młodość Jackowi Szeszce, który z natchnieniem fruwał między słupkami i skutecznie odbierał rywalom chęć do gry. Sztamę z nim w pierwszej połowie trzymały też słupek i poprzeczka po razie obite przez rywali.
W 38-ej minucie w polu karnym lubawian doszło do zamieszania podbramkowego. Mateusz Stępniak zgrał piłkę głową do Artura Stasiaka, a ten wpakował piłkę do siatki obok bezradnego Wojciecha Kaszuby. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, iż napastnik z Mysłakowic pomógł sobie ręką, nie zauważył jednak tego sędzia Bartosz Szymko i miejscowi mogli się cieszyć z prowadzenie. Trzy minuty później ich radość była jeszcze większa, gdyż filmową kontrę skutecznym strzałem w krótki róg zakończył Krzysztof Kieć i pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem mysłakowiczan 2-0.
W przerwie meczu trener gości Marcin Trela musiał użyć solidnych argumentów, bo zespół z Lubawki podkręcił tempo i już w piątej minucie drugiej połowy przytomnie zachował się Jacek Adamowicz, który w zamieszaniu podbramkowym pokonał Szeszkę. Gol kontaktowy, jeszcze bardziej zmobilizował przyjezdnych. Gracze z Lubawki grali pressingiem i zmuszali do błędów mysłakowickich obrońców. W 57-ej minucie fatalny kiks przydarzył się Stępniakowi. Obrońca Orła we własnym polu karnym oddał piłkę Krzysztofowi Musiałowi, a ten przy próbie podania do jednego z partnerów trafił w rękę Przemysława Hamowskiego. Rzut karny na gola zamienił główny bohater tej akcji i na pół godziny przed końcem było 2-2.
Rozstrzygająca losy meczu akcja miała miejsce w 77-ej minucie. Po prostopadłym zagraniu od Musiała, sam na sam z Szeszką znalazł się Adamowicz i pomimo odważnej interwencji bramkarza Orła skierował piłkę do bramki. Więcej goli już w tym meczu nie było i zakończył się on wynikiem 3-2 dla gości. Po jego zakończeniu trzeźwo zmagania ocenił trener gospodarzy Marek Herzberg: - Zespół z Lubawki zaprezentował się bardzo dobrze i zasłużenie wygrał to spotkanie. Już pierwsze 45 minut stało pod znakiem ich dominacji, choć to my do szatni zeszliśmy z prowadzeniem 2-0. Szkoda kolejnych straconych punktów, teraz musimy poszukać ich w Łomnicy. Dla mnie to jest zwykły mecz jak każdy inny, nie widzę sensu pompowania się przed tą potyczką i tworzenia sztucznej derbowej otoczki.

Piotr Kuban