Pół tysiąca kibiców i zero goli przy Złotniczej

Bezbramkowym remisem zakończyło się dzisiejsze spotkanie IV ligi dolnośląskiej pomiędzy Karkonoszami Jelenia Góra i Bielawianką Bielawa. Pomimo braku goli, blisko pół tysiąca widzów zobaczyło ciekawe widowisko, w którym więcej do powiedzenia mieli gospodarze, jednak nie potrafili znaleźć recepty na pokonanie znakomicie broniącego Wojciecha Wierzbickiego lub ich strzały mijały bramkę gości.
Kilka goli jeleniogórzanie mogli zaaplikować rywalom już do przerwy, po kwadransie niemrawej gry z obu stron, sygnał do ataku dał Mariusz Malarowski groźnie uderzając zza linii pola karnego. Kolejne okazje biało - niebiescy tworzyli po stałych fragmentach gry, które wykonywali seryjnie. Ferment w polu karnym Bielawianki rozpoczął solenizant (najlepsze życzenia) Wojciech Bijan, jednak jego strzał minął słupek. W kolejnych akcjach bliski zdobycia gola głową był Marcin Krupa, ale raz piłka poszybowała nad poprzeczką, w drugim wypadku muśnięta futbolówka przetoczyła się obok słupka. W 35-ej minucie kibice Karkonoszy przecierali oczy ze zdziwienia, gdyż Wierzbicki w znakomitym stylu wybronił uderzenie z woleja Ernesta Polaka, które zmierzało w okienko bramki gości. Znakomitą interwencję bramkarz Bielawianki przypłacił urazem palca, mimo to dotrwał na placu gry do ostatniego gwizdka sędziego.
W drugiej połowie gra się wyrównała, jednak to Karkonosze były bliższe objęcia prowadzenia. Nim jeleniogórzanie doszli do swoich sytuacji, boisko musiał opuścić kontuzjowany Mateusz Durlak. - Możliwe, że naderwałem sobie wiązadło i to na dodatek w nodze, z którą do tej pory nie miałem problemów - poinformował nas zawodnik w drodze do szatni. Chwilę później dramat rozegrał się w obozie gości, w polu karnym jeleniogórzan niespodziewanie padł na murawę Tomasz Boczkowski, który prosto ze stadionu pojechał do szpitala. Wstępna diagnoza zakłada zerwanie wiązadła krzyżowego.
Zmiany kadrowe lepiej wpłynęły na ludzi Artura Milewskiego, którzy odzyskali wigor z pierwszej połowy i znów przycisnęli bielawian. Były znakomite sytuacje by objąć prowadzenie, ale świetny występ kontynuował Wierzbicki, który wygrał pojedynki z Malarowskim, Krupą i dwa razy z drugim dzisiejszym solenizantem (również najlepsze życzenia) Jarosławem Wichowskim. Ze strony gości jedyną okazją godną odnotowania było uderzenie z ok. 25 metrów Daniela Chęcińskiego, świetnie sparowane nad poprzeczkę przez Daniela Główkę.
- Zagraliśmy dzisiaj fatalne zawody, nie przypominam sobie kiedy ostatnio prezentowaliśmy się tak słabo. Cieszy tylko punkt z trudnego terenu jakim jest Jelenia Góra, od kiedy trenerką zajmuje się tutaj Artur Milewski - skomentował spotkanie Wojciech Wierzbicki. Z punktu w sumie zadowolony był też trener Karkonoszy, jednak jak mówi, jest mały niedosyt, bo trzy oczka z pewnością były dzisiaj w zasięgu piłkarzy ze Złotniczej.

KARKONOSZE JG - BIELAWIANKA BIELAWA 0-0

Żółte kartki: Rapacz.
Sędziowali: Marcin Pleśniak jako główny oraz Piotr Ujec i Paweł Kupczyk.
Widzów: 500.

KSK: Główka - Wawrzyniak, Polak, Bijan, Han, Wojtas, Malarowski, Adamczyk, Wichowski, Krupa, Durlak (56' Kotarba).
BIELAWIANKA: Wierzbicki - Rapacz, Marszałek, Ulatowski, Świerzawski, Zieliński, Chęciński, Rurarz, Cichacki (80' Gendera), Owczarek, Boczkowski (60' Góral).

Piotr Kuban
Foto: Piotr Kuban