Juniorzy Karkonoszy pokazali charakter na wyjazdach

Bardzo dobrze spisują się w rundzie wiosennej juniorzy starsi Karkonoszy Jelenia Góra. Zespół Tomasza Walczaka nadal jest liderem tabeli, a po dwóch wyjazdowych zwycięstwach z najgroźniejszymi rywalami do awansu, wydaje się, iż nikt nie jest już w stanie zagrodzić jeleniogórzanom drogi do ligi dolnośląskiej juniorów. Mecze z BKS-em Bolesławiec i Granicą Bogatynia relacjonuje Tomasz Walczak:

- Mecz przebiegał pod dyktando KSK. Mieliśmy mnóstwo sytuacji na zdobycie bramek. Prowadziliśmy grę, a BKS był nastawiony na kontry. Na 1:0 Marek uderzył ko klepce z Macurem, z okolicy 16 metrów w samo okienko bramki. Jeszcze do przerwy Rudnicki stanął 2 razy w oko z bramkarzem, ale nic nie wpadało. Bednarczyk także nie wykorzystał sytuacji sam na sam. W drugiej połowie BKS miał 2 sytuacje na 1:1, ale dobrze spisywał się nasz bramkarz. Później Szaraniec został faulowany w polu karnym, Gałuszka pewnie pokonał bramkarza. Jeszcze mieliśmy kilka okazji. Szaraniec dwa razy oko w oko z bramkarzem, Krystecki również sam na sam. Ważne 3 punkty, a także gra. Godne podkreślenie jest to, że mecz toczył się w przyjaznej atmosferze. Obie drużyny chciały grać w piłkę.

KSK: Krzewiniak - Paradowski, Kierlik, Wantuch, Pelowski, Rudnicki (46' Gałuszka), Szczepaniak, Bednarczyk (75' Szlachetka), Herman (60' Krystecki), Marek (65' Chwedorowicz), Macur (46' Szaraniec).

Gole: 24' Marek, 57' Gałuszka-karny.

- Mecz walki. Powiem tak....było to najgorsze boisko na jakim graliśmy. Trawa nie skoszona, dziury, małe...gorzej niż boczne boisko na Złotniczej... Jesteśmy taką drużyną, że chcemy grać w piłkę, a granie długich piłek do przodu nas nie interesuje. Niestety na tym boisku nie dało się grać piłką. Była za to twarda walka o każdy centymetr boiska. Zawodnicy Bogatyni walczyli jak lwy. Jak udało się wygrać pojedynek 1 na 1, to już kolejny zawodnik atakował ostro. Grali twardo, a także nastawiali się na kontry. Bronili całą drużyną na 30 metrze od własnej bramki. Kilka groźnych strzałów z dalekiej odległości obronił nasz bramkarza. Również my oddaliśmy kilka strzałów, które padały łupem ich bramkarza. W doliczonym czasie gry uśmiechnęło się szczęście do nas. Pelowski wyrzucił aut w pole bramkowe, tam głową przedłużył Marek, a Szlachetka z 5 metrów strzelił gola. Później utonął w ramionach kolegów. W tym meczu chciałbym podziękować chłopakom za zostawienie mnóstwa zdrowia na boisku i wiary w zwycięstwo do końca meczu. Ten mecz wygrali całą drużyną, jako jedność. Walczyli dla siebie i za siebie na boisku, zostawiając kawał serducha i zdrowia na murawie. Pokazali, że są zespołem. Ale jeszcze nie awansowaliśmy. Gramy dalej...

KSK: Krzewiniak - Paradowski, Kierlik, Wantuch, Pelowski, Marek, Gałuszka, Szczepaniak (64' Szlachetka), Bednarczyk, Herman (53' Nogaś), Bozic (46' Szaraniec).

Gol: 92' Szlachetka.

Piotr Kuban