Rodzice orlików i żaków Karkonoszy biją na alarm

"My rodzice grup Orlik i Żak, zwracamy się z prośbą do Zarządu klubu MKS Karkonosze Jelenia Góra o wyjaśnienia, dotyczące braku wsparcia działalności ww. grup na przestrzeni ostatnich lat.
Zaznaczamy, że dotychczas tylko i wyłącznie za sprawą dobrowolnego samofinansowania ze strony rodziców oraz wkładu w organizację zajęć treningowych, wyjazdów na turnieje, grupy normalnie funkcjonują. Koszty takie jak np.: koszulki, torby sportowe, czapki, akcesoria treningowe, uposażenie trenera były pokrywane z naszych środków. Biorąc pod uwagę fakt, że klub pobiera dotację z budżetu Miasta Jelenia Góra na szkolenie dzieci i młodzieży, prosimy o wyjaśnienie dlaczego, nie otrzymujemy wsparcia z tej puli. Co dzieje się z otrzymywanym dofinansowaniem i dlaczego jest nierównomiernie rozdysponowywane? Jak dotąd, brak jakiegokolwiek zainteresowania ze strony władz klubu prowadzi do sytuacji, która nie sprzyja rozwojowi sportowemu naszych dzieci. Oczekujemy pisemnej odpowiedzi." - pismo takiej treści otrzymaliśmy na redakcyjną skrzynkę. Jego adresatem jest zarząd MKS Karkonosze Jelenia Góra, a autorem rodzice piłkarzy dwóch najmłodszych grup - orlików i żaków. Jego kopie wysłano do wiadomości prezydenta Marcina Zawiły, przewodniczącego rady miasta Jerzego Lenarda i szefa komisji sportu Piotra Miedzińskiego.
Z zarzutami sformułowanymi przez rodziców młodych graczy nie zgadza się prezes Karkonoszy Tadeusz Duda, który jest zażenowany całą sytuacją, a pismo nazywa paszkwilem nie mającym nic wspólnego z rzeczywistością. - Orliki i żaki są traktowani jak pozostałe zespoły młodzieżowe w naszym klubie. Rodzice uważają, że koszty związane z prowadzeniem grupy to tylko zakup strojów, piłek czy innych gadżetów, a zapominają, że jest jeszcze szereg zagadnień opłacanych przez klub. To my płacimy za transport na mecze, ponosimy koszty ich organizacji u siebie oraz pokrywamy opłaty licencyjne, sędziowskie i badań lekarskich - deklaruje prezes Duda. - Jeśli chodzi o zakup sprzętu, strojów i odzieży sportowej to klubu nie stać na to by w danym roku uposażyć każdą grupę. Jeśli rodzice chcą nowych kompletów, dresów czy kurtek muszą sami za nie zapłacić. Tak jest praktycznie w każdym klubie szkolącym młodzież - dodaje sternik Karkonoszy.
Pismo rodziców w sytuacji nie do pozazdroszczenia postawiło trenera orlików Marka Siatraka, który oprócz pełnienia funkcji szkoleniowych jest członkiem zarządu klubu. Jak mówi zapoznał się z jego treścią, jednak nie chce jej komentować. - Powiem tylko, że bez dużego zaangażowania rodziców i ich wsparcia finansowego, grupa prowadzona przez ze mnie najprawdopodobniej by nie istniała. Chciałbym bardzo im podziękować za dotychczasową pomoc - mówi M. Siatrak.
Ze spokojem do zaistniałej sytuacji podchodzi przewodniczący komisji sportu Piotr Miedziński. - Zanim zaczniemy ferować sądy musimy zapoznać się ze stanowiskiem obu stron, dlatego poprosimy prezesa Karkonoszy o pisemne wyjaśnienie problemu. Z pewnością będziemy chcieli mieć jasny pogląd na całą sytuację przed podziałem środków na sport młodzieżowy w 2011 roku, gdyż ilość grup wiekowych ma wpływ na wysokość dotacji. Jeśli okaże się, iż dwie z nich - orliki i żaki - nie dostają swojego kawałka tortu, pula Karkonoszy w nowym podziale może być uszczuplona - informuje radny Platformy Obywatelskiej.
O konkretne przykłady braku zarzucanej w piśmie współpracy z klubem zapytaliśmy też rodziców dwóch piłkarzy. Jak mówią są chętni do rozmowy, jednak indywidualnie nie chcą się wypowiadać. Zaproszono nas na wtorkowy trening orlików, tam w szerszym gronie obiecano omówić problem i przedstawić swoje racje.

Piotr Kuban