Karkonosze gościnne dla rezerw Chrobrego

Kolejne rozczarowanie przeżyli dzisiaj kibice jeleniogórskich Karkonoszy, gdyż ich pupile ulegli na własnym stadionie rezerwom Chrobrego Głogów 2-4. W wygranej gościom nie przeszkodził fakt, iż do Jeleniej Góry dotarli trzema prywatnymi samochodami na kilkanaście minut przed rozpoczęciem mecz, a w odwodzie na ławce rezerwowych zasiadło dwóch zawodników. Jakby tego było mało kilkuminutową rozgrzewkę odbyło tylko ośmiu graczy, pozostali pojawili się na murawie prosto z auta, gdyż nie było już czasu na jakikolwiek rozruch.

[reklama]

Spotkanie rozpoczęło się po myśli jeleniogórzan, którzy szybko objęli prowadzenie za sprawą Macieja Wojtasa. Biało – niebiescy w ofensywie poczynali sobie całkiem nieźle, grali z pomysłem i tworzyli kolejne dogodne sytuacje do zdobycia gola. Niestety jak to zwykle bywa nie potrafili ich skutecznie wykończyć. Mylili się m.in. Marcin Krupa i Mateusz Han. Nie mylili się natomiast zawodnicy Chrobrego pod bramką Adama Małeckiego, zdobywając w odstępie pięciu minut dwa bliźniacze gole po strzałach Sebastiana Szali. Asysty w tych akcjach zaliczyli obrońcy Karkonoszy… Nadzieje na zwycięstwo w tym spotkaniu szybko przywrócił Mateusz Durlak, który nieatakowany uderzył tuż zza linii pola karnego w długi róg. Piłka po jego strzale odbiła się od słupka i wpadła do bramki głogowian. Ostatnie 10 minut pierwszej połowy to dominacja podopiecznych Artura Milewskiego, ale znów akcjom zabrakło wykończenia. Do przerwy 2-2.
Druga połowa to niestety pasmo niepowodzeń biało – niebieskich. Zaczęło się w 55-ej minucie, gdy po dośrodkowaniu Matusza Niedźwiedzia, Krzysztof Molka głową wpakował piłkę do bramki gospodarzy. Trzy minuty później Jan Wojciechowski po niegroźnym starciu z zawodnikiem Karkonoszy przewrócił się na ziemię, gdzie postanowił chwilę odpocząć. Nie wiedzieć czemu zawodnicy z Jeleniej Góry stanęli licząc na to, że Niedźwiedź wybije piłkę na aut, ten jednak słusznie zdecydował się na uderzenie z ponad 30 metrów, a że wyszedł mu strzał życia, goście mogli cieszyć się z czwartego gola.
Do końca spotkania nasi piłkarze próbowali bezskutecznie pokonać bramkarza rywali, jednak gubili się w polu karnym gości, albo dobrze spisywał się Łukasz Stepokura. Pojedynki z nim przegrywali m.in. Durlak, Wojtas i Krupa.
Zawodu po meczu nie krył trener Artur Milewski, który docenił klasę rywala i pochwalił go za konsekwencję w grze. Dodał też, że mając już możliwość oceny swojego zespołu po kilku meczach, widzi w nim wiele słabych punktów, które muszą zostać w przerwie zimowej wymienione, jeśli Karkonosze realnie chcą walczyć wiosną o utrzymanie w IV lidze.

KARKONOSZE JG - CHROBRY II GŁOGÓW 2-4 (2-2)

Bramki: 1-0 Wojtas 2', 1-1 Szala 27', 1-2 Szala 32', 2-2 Durlak 34', 2-3 Molka 55', 2-4 Niedźwiedź 58'.
Żółte kartki: Adamczyk.
Sędziowali: Krzysztof Kędzierski jako główny oraz Henryk Golasiński i Krzysztof Gładysz.
Widzów: 100.

KSK: Małecki - Siatrak, Wawrzyniak, Polak, Bijan, Wojtas, Adamczyk, Han (85' Pietrzykowski), Krupa, Durlak, Gałuszka.
CHROBRY: Stepokura - Waszkowiak (66' Malesa), Bukraba, Górski, Wolbaum, Niedźwiedź, Ciechelski (87' Waszkinel), Molka, Wojciechowski, Szala, Węska.

Piotr Kuban
foto: Piotr Kuban