Rozmowa z Jakubem Wołyńskim, byłym trenerem Twardego Świętoszów

Awans Twardego Świętoszów do III ligi to jedno z najważniejszych wydarzeń IV ligi w ostatnich latach. Zespół w ciągu dwóch sezonów najpierw wygrał klasę okręgową, a teraz, w roli beniaminka, IV ligę. Tymczasem zespół, ze względów osobistych, opuścił grający trener Jakub Wołyński, twórca sukcesów świętoszowian.

Przed startem sezonu deklarował Pan, że zespół Twardego będzie chciał godnie reprezentować okręg jeleniogórski w IV lidze. Miał Pan na myśli uplasowanie się na miejscu premiowanym awansem?

JAKUB WOŁYŃSKI: - Naszym celem było zajęcie miejsca w środku tabeli. Moim osobistym celem z kolei było zajęcie najwyższego miejsca spośród drużyn z byłego województwa jeleniogórskiego, a więc Chrobrym, Karkonoszami i BKS. To miało nam zapewnić utrzymanie. W związku z tym, że drużyna z Nowogrodźca postawiła tak wysoko poprzeczkę, byliśmy zmuszeni do zajęcia pozycji gwarantującej awans (śmiech). Oczywiście, po udanej rundzie jesiennej nie mogliśmy zrezygnować z walki o czołowe lokaty, choć zdawaliśmy sobie sprawę, że runda wiosenna będzie trudniejsza. Wiadomo, że wszyscy specjalnie motywują się na lidera, poza tym w przerwie zimowej, w przeciwieństwie do Lechii i Chrobrego, nie wzmocniliśmy się zawodnikami z uznanymi nazwiskami z wyższych lig. Zdawałem sobie sprawę, że mam do dyspozycji mniej doświadczonych piłkarzy, dlatego musiałem te braki nadrobić przygotowaniem fizycznym oraz taktycznym i właśnie te elementy przyniosły drużynie awans.

Wiele osób jeszcze przed pierwszym meczem widziało w was murowanych kandydatów do spadku. Radość z osiągniętego wyniku jest chyba tym większa?

- Teraz te same osoby, którym wydaje się, że znają się na futbolu, mówią, że awans Twardego nie jest niespodzianką, więc w takich przypadkach nie ma mowy o udowadnianiu czegokolwiek. Radość jest tym większa, że awans osiągnęliśmy praktycznie tymi samymi ludźmi, którzy grali w naszej drużynie już w klasie okręgowej. Wielu z tych chłopaków dwa lata temu przegrało walkę o IV ligę z drużyną z Kamiennej Góry, a teraz mogą cieszyć się z promocji do III ligi. To ilustruje, że dzięki odpowiedniej i ciężkiej pracy nawet z zawodnikami z niższych lig można osiągnąć sukces. Ostatnio nawet spotkałem się z opiniami trenerów z niższych lig, którzy na naszym przykładzie chcą motywować swoich piłkarzy, że systematyczny trening prowadzi do zwycięstw.

W ostatnim meczu w Szczawnie zagraliście bez 5 podstawowych piłkarzy, a mimo to nie mieliście kłopotów z odniesieniem zwycięstwa. Siłą zespołu był kolektyw?

- Do tego meczu przystąpiliśmy bez Rudyka, Iskrzaka, Wołyńskiego, Tylutkiego, Kocura, czyli bez tych, którzy łącznie zdobyli ponad 40 bramek, a mimo to zdobyliśmy trzy bramki na trudnym terenie. Trudno sobie wyobrazić drużynę Lechii Dzierżoniów bez M. Paszkowskiego, Pietrzykowskiego, Połubińskiego i A. Paszkowskiego. Uważam, że o Twardym można śmiało powiedzieć, iż jego siłą był wyrównany skład i kolektyw.

Jak wyglądał rozwój drużyny?

- Gdy przychodziłem do Twardego sześć lat temu, w drużynie grali też żołnierze, którzy odbywali służbę w miejscowej jednostce wojskowej. Ciężko było wtedy budować solidną drużynę, skoro co roku odchodzili i przychodzili zawodnicy - poborowi. Od kilku lat, gdy obowiązkowa służba została zawieszona, drużyna opiera się głównie na żołnierzach zawodowych, a rolę młodzieżowców pełnili zawodnicy, którzy nie znajdowali uznania w swoich klubach, jak również gracze z okolicznych miejscowości. Każdy trener i działacz - bez względu na poziom i okoliczności - który coś tworzył, a potem zdobywał sukcesy, wie, ile to kosztuje wysiłku i wyrzeczeń. Zdecydowałem się jednak sprostać trudnemu zadaniu kilkuletniej budowy silnego zespołu i myślę, że po części mi się to udało.

Po owocnych latach pracy i kolejnych awansach rezygnuje Pan z funkcji trenera Twardego. Dlaczego?

- Musiałem podjąć tę bardzo trudną decyzję ze względów służbowo-osobistych.

Zwolnienie miejsca na trenerskiej ławce jest jednoznaczne z całkowitym odcięciem się od Świętoszowa?

- Nie chciałbym się całkowicie odcinać od klubu, w którym pracowałem przez tyle lat, ale zdecydowałem, że nie będę stawiać nowego trenera w kłopotliwej dla niego sytuacji i zrezygnuję również z gry. Zapewniłem jednak działaczy i zawodników, że jeżeli ktoś z nich zwróci się do mnie o jakąś radę lub inną formę pomocy na pewno nie pozostanę obojętny. Zresztą już po mojej rezygnacji wskazałem odpowiednie kierunki działania oraz pomysły do dalszego funkcjonowania klubu.

Twardy kojarzony był w dużej mierze z Panem. Nie obawia się Pan, że w chwili odejścia z klubu Twardy zatrzyma się bądź zacznie się cofać?

- Wiele temu klubowi zawdzięczam. To właśnie dzięki niemu zostałem najprawdopodobniej najmłodszym trenerem w Polsce, który awansował do III ligi. Jednak trzy awanse do różnych klas rozgrywkowych to przede wszystkim zasługa piłkarzy i szczególnie im chciałbym w tym miejscu podziękować. Życzę każdemu trenerowi, aby miał przyjemność pracować właśnie z takimi ludźmi. Mówi się, że nie ma osób niezastąpionych, więc wierzę, że ten młody klub (awans do III ligi zbiegł się z dziesiątą rocznicą powstania klubu) dalej będzie się rozwijał.

Znany jest już Pana następca?

- Są prowadzone rozmowy w sprawie nowego trenera, ale myślę, że nie jestem upoważniony do zabierania głosu w tej kwestii.

Czego można życzyć Twardemu?

- Konsekwencji i wytrwałości w dalszym działaniu oraz żeby w klubie nie zniechęcali się po ewentualnych porażkach w wyższej lidze i nie wykonywali nerwowych ruchów. Poza tym może wreszcie po tym sukcesie wzrośnie zainteresowanie drużyną wśród potencjalnych sponsorów.

Rozmawiał
GRZEGORZ BEREZIUK