Katastrofa przy Złotniczej...
Katastrofa tak jednym słowem można najkrócej skomentować postawę jeleniogórskich Karkonoszy w meczu z Nysą Kłodzko, zwłaszcza w jego pierwszej połowie. Biało - niebiescy stracili dwa jakże ważne punkty zaledwie remisując 1-1 z zespołem, który przyjechał do Jeleniej Góry w 12 osób. Być może nawet przy tak słabej grze nasi piłkarze odnieśliby zwycięstwo, gdyby nie postawa trójki sędziowskiej z Wrocławia. To co wyrabiali panowie ubrani na szaro wołało o pomstę do nieba. Mylili się notorycznie, niestety tylko w jedną stronę, a szczytem wszystkiego było nie podyktowanie trzech rzutów karnych dla gospodarzy.
Spore zaskoczenie in minus spotkało garstkę kibiców zgromadzonych na trybunach stadionu przy Złotniczej już przed rozpoczęciem spotkania. Otóż mając za przeciwnika bardzo przeciętny zespół Nysy trener Karkonoszy Marek Herzberg zdecydował się na bardzo defensywne rozwiązanie, a jedynym napastnikiem był Konrad Kogut. Efekt tego był taki, iż przez całą pierwszą połowę gospodarze na dobrą sprawę nie stworzyli sobie sytuacji bramkowej. W zasadzie za takową można tylko uznać zdarzenie z 5-ej minuty meczu, gdy Kogut będąc na piątym metrze nie trafił w piłkę.
W 18-ej minucie jeleniogórzan spotkał zimny prysznic, piłkę przed linią środkową boiska stracił Tomasz Malinowski. Błyskawicznie trafiła ona do Mateusza Paprockiego, a ten w sytuacji sam na sam strzałem w długi róg pokonał Michała Dubiela. Nie była to pierwsza dogodna sytuacja w tym meczu dla rywali. Wcześniej bramkarz Karkonoszy w znakomitym stylu obronił strzał z rzutu wolnego jednego z kłodzczan.
Po straci gola apatia w poczynaniach naszych zawodników pogłębiła się jeszcze bardziej, grali oni bez polotu i pomysłu na stworzenie zagrożenia pod bramką strzeżoną przez Patryka Rosiaka. Mimo to mogli zdobyć gola, jednak na przeszkodzie stanął sędzia Paweł Kurczyński, który zamiast podyktować rzut karny za ewidentny faul na Tomaszu Malinowskim (foto nr 40) pokazał mu żółtą kartkę za symulowanie upadku. Najbardziej przykry w całym zdarzeniu jest fakt, iż arbiter stał od miejsca przewinienia zaledwie kilka metrów i wszystko widział jak na dłoni. Sytuacja ta wywołała nerwowe reakcje na trybunach i ławce rezerwowych, które przeniosły się na boisko i w końcówce pierwszej połowy posypały się żółte kartki za przepychanki między zawodnikami i dyskusje z arbitrem.
Gra w drugiej części spotkania praktycznie przez cały czas toczyła się na połowie gości. Niestety nasz zespół pomimo wprowadzenia na boisko dwóch napastników: Marcina Krupy i Łukasza Kowalskiego nadal nie miał pomysłu na rozmontowanie defensywy mądrze broniących się gości. W 53-ej minucie po raz drugi negatywnym bohaterem spotkania został sędzia główny, tym razem nie dostrzegł on ewidentnego zagrania ręką obrońcy Nysy we własnym polu karnym, po dośrodkowaniu Marka Siatraka.
Przewaga jeleniogórzan przyniosła upragniony efekt w 73-ej minucie spotkania. Paweł Walczak dośrodkował na pole karne Nysy, tam głową uderzył piłkę Jarosław Adamczyk, która jednak po odbiciu się od poprzeczki wróciła wprost do niego. Poprawka była już skuteczna i Rosiak musiał wyciągać futbolówkę z sieci. By nie czekać w nieskończoność na wznowienie gry, wyręczył go z tej przykrej czynności Walczak. Niestety przez ostatni kwadrans jeleniogórzanie nic nie wskórali, tym bardziej, że po raz trzeci sędzia pokazał im, iż to on jest głównym bohaterem spotkania. W 82-ej minucie w polu karnym Nysy staranowany został Malinowski, jednak tak jak w poprzednich dwóch sytuacjach gwizdek pana Kurczyńskiego milczał jak zaklęty. Odnotujemy jeszcze, że na minutę przed końcem czerwoną kartką został ukarany Marcin Krupa. Kartka jak najbardziej zasadna, gdyż nasz piłkarz kopnął rywala bez piłki, szkoda tylko, że w pierwszej połowie meczu za takie samo przewinienie na Konradzie Kogucie nie został ukarany zawodnik Nysy...
Podsumowując, diabelnie szkoda straty dwóch punktów, jednak nie ma już co rozpamiętywać tej porażki – remisu. Przed nami kolejne ważne spotkanie, tym razem z rezerwami legnickiej Miedzi i miejmy nadzieję, że trener i piłkarze wyciągną odpowiednie wnioski, co zaowocuje dobrą grą i trzema punktami. Pocieszające jest to, że rywala w walce o utrzymanie sukcesywnie przegrywają swoje mecze i w ligowej tabeli nadal zachowane jest status quo.
KARKONOSZE JG – NYSA KŁODZKO 1-1 (0-1)
Bramki: 0-1 Paprotny, 1-1 Adamczyk 73’.
Czerwona kartka: Krupa.
Żółte kartki: Walczak, Kowalski, Kotarba, Malinowski, Winogrodzki (za wbiegnięcie na boisko) oraz Syper, Jaskółowski, Cebulski.
Sędziowali: Paweł Kurczyński jako główny oraz Jakub Maracewicz i Krzysztof Kubot.
Widzów: 70.
KSK: Dubiel – Bijan, Siatrak, Rodziewicz, Walczak, Adamczyk, Chrząszcz, Burszta (46’ Krupa), Malinowski, Kotarba (46’ Kowalski), Kogut (63’ Durlak).
NYSA: Rosiak – Piątkiewicz, Pawlik, Syper, Głasek, Cebulski, Grzegorzewski (81’ Dędys), Jaśków, Paprocki, Jaskółowski, Lisowicz.
Piotr Kuban
Foto: Piotr Kuban
Tomasz Żukiewicz
Leszek Wrotniewski
Konrad Rydzewski
Rafał Piotr Szymański
Kazimierz Piotrowski
Hubert Papaj
Wojciech Leszczyk
Maciej Lercher
Paweł Kucharski
Oliwer Kubicki
Jacek Jakubiec
Paweł Gluza
Wojciech Chadży