Koszmar przy Złotniczej trwa...

Kolejnej uwłaczającej godności klubu porażki doznali dzisiaj piłkarze jeleniogórskich Karkonoszy. Biało-niebiescy po raz drugi z rzędu pozwolili sobie strzelić na własnym stadionie cztery gole, sami natomiast zaledwie raz zdołali pokonać bramkarza rywali. Co ciekawe mecz ten mógł się zupełnie inaczej potoczyć, gdyby nie seria wypadków i przypadków jakie miały miejsce w pierwszej połowie spotkania…
Początek spotkania zdecydowanie należał do podopiecznych Marka Herzberga, którzy przejęli inicjatywę i znacznie częściej od przeciwników znajdowali się w ofensywie. Wiodącą postacią w tym okresie gry był Daniel Burszta, który siał spory zamęt w szeregach obronnych chojnowian, niestety żadnej ze stworzonych sobie okazji nie wykorzystał. Gola nie potrafili zdobyć też jego koledzy, a najbliższy dokonania tej sztuki był Wojciech Bijan, ale piłka po jego strzale głową wylądowała na poprzeczce bramki Chojnowianki.
Stare piłkarskie porzekadło mówi niewykorzystane sytuacje się mszczą i w 32-ej minucie jeleniogórzanie odczuli je na własnej skórze. Na bramkę Karkonoszy z ok. 25 metrów uderzył Marcin Baszczak, strzał był słaby do tego w środek bramki, mimo to Bartłomiej Sender przepuścił futbolówkę między nogami i goście mogli celebrować objęcie prowadzenia. Już pięć minut później nieliczna grupa fanów Karkonoszy mogła się cieszyć z remisu. Strzałem głową po stałym fragmencie gry Łukasza Gawrona pokonał Wojciech Bijan. Gol ten u jego strzelca wywołał taki przypływ entuzjazmu, iż pobiegł on za bramkę i wskoczył na murek okalający boisko, gdzie demonstrował swoją radość. Po powrocie na murawę Bijan został ukarany żółtą kartą, a że był to już drugi kartonik dla tego zawodnika musiał on przed czasem opuścić murawę… - Nie potrafię powiedzieć dlaczego straciłem głowę po strzeleniu tego gola. Ostatni raz w meczu ligowym bramkarza rywali pokonałem w Zgorzelcu dwa lata temu. Już od dłuższego czasu planowałem po zdobyciu bramki pobiec na ten murek by świętować jej zdobycie, więc gdy tak się stało zapomniałem o żółtej kartce i konsekwencjach kolejnej i pobiegłem cieszyć się z gola. Teraz żałuję, bo niepotrzebnie osłabiłem zespół – dzieli się swoimi wrażeniami Wojciech Bijan.
Niestety na tym pech Karkonoszy się nie skończył. W 43-ej minucie Baszczak anemicznie strzelił na bramkę gospodarzy, a piłka zanim do niej dotarła odbiła się od ręki Roberta Rodziewicza. Sędzia Piotr Paluch bez wahania wskazał na wapno, a jedenastkę na gola zamienił Michał Grządkowski. Odnośnie ręki to trudno ją kwestionować, wypada jedynie żałować, iż arbiter z Wrocławia nie sędziował meczów Karkonoszy z BKS-em, Lotnikiem i Miedzią II. Wtedy zapewne jeleniogórzanie mieliby na swoim koncie kilka goli więcej…
Po przerwie podopieczni Marka Herzberga nie grali już tak pomysłowo i agresywnie jak w pierwszej połowie. Rzadziej też dochodziło do groźnych sytuacji pod bramką Gawrona. W 71-ej minucie po raz kolejny w środku pola piłkę stracił Maciej Wojtas i z miejsca przyjezdni zainicjowali szybki kontratak. Lewą stroną na bramkę Sendera popędził Marcin Gromala, który dośrodkował na siódmy metr, a tam strzałem z powietrza ponownie na listę strzelców wpisał się Baszczak. Z pewnością był to jeden z najładniejszych goli jakie padły w tym sezonie przy Złotniczej, szkoda tylko iż do bramki naszego klubu…
Chwilę po stracie gola jeleniogórzanie mieli znakomitą okazję do złapania kontaktu z rywalem. Łukasz Kowalski ładnym krzyżowym podaniem uruchomił Marcina Krupę, jednak ten przegrał pojedynek sam na sam z golkiperem Chojnowianki. W 82-ej minucie było już po meczu, Adam Szydełko ograł w polu karnym rywali Ernesta Polaka i strzałem po ziemi pokonał Sendera. W odpowiedzi Daniel Burszta minimalnie chybił obok słupka i mecz zakończył się wynikiem 4-1 dla gości. Po ostatnim gwizdku zadowolenia z wyniku nie krył trener Chojnowianki Romuald Kujawa: - Cieszę się z wyniku i dobrej gry moich podopiecznych. Zgadzam się, że przed przerwą los nam sprzyjał, ale cóż mogę poradzić na to, że zawodnik gospodarzy w głupi sposób osłabił swój zespół. Co do karnego powiem tak, wiosną przegraliśmy w Jeleniej Górze 0-1, a jedynego gola Karkonosze strzeliły z rzutu karnego po kontrowersyjnym zagraniu ręką mojego zawodnika. Teraz sytuacja się powtórzyła, co ciekawe wtedy również mecz sędziował Piotr Paluch. Podsumowując uważam, iż mój zespół wygrał zasłużenie i jestem przekonany, że stać go na jeszcze lepszą grę w tym sezonie.

KARKONOSZE JG – CHOJNOWIANKA CHOJNÓW 1-4 (1-2)

Bramki: 0-1 Baszczak 32’, 1-1 Bijan 37’, 1-2 Grządkowski 43’, 1-3 Baszczak 71’, 1-4 Szydełko 82’.
Czerwone kartki: Bijan za dwie żółte.
Żółte kartki: Wawrzyniak, Wojtas oraz Płachta, Szydełko, Malawski.
Sędziował: Piotr Paluch.
Widzów: 250.

KSK: Sender – Polak, Wawrzyniak, Bijan, Rodziewicz (88’ Jurkowski), Burszta, Malinowski (80’ Smoliński), Wojtas, Walczak (64’ Kogut), Kowalski (80’ Smolak), Krupa.
CHOJNOWIANKA: Gawron – Baszczak (80’ Mazik), Gromala (88’ Malawski), Grządkowski, Kowalczyk (75’ Kułaga), Marciniak, Nowakowski, Płachta, Rabanda, Szydełko (85’ Mydłowski), Światłoń.

Piotr Kuban
Foto: Piotr Kuban