Wywiad z Mają Włoszczowską
– Uwielbiam muzykę Michaela Jacksona, ale nigdy nie byłam na tyle zagorzałą fanką, by po jego śmierci płakać po nocach – mówi Maja Włoszczowska, mistrzyni Europy i Polski. – Teraz przede mną start w Pucharze Świata w Kanadzie i przygotowania do MŚ.
Początek sezonu nie był olśniewający. Czy to, biorąc pod uwagę ostatnie starty, przede wszystkim na ME, świadome budowanie formy na najważniejsze imprezy i jak w takim razie traktuje Pani występy w Pucharze Świata?
MAJA WŁOSZCZOWSKA: – Pierwsza część sezonu może nie była olśniewająca, ale całkiem dobra. Ósme i dziewiąte miejsce w Pucharach Świata, zwycięstwo z Kalentiewą w RPA, wygrana cyklu Lang Team Grand Prix MTB – to wszystko są przecież świetne rezultaty. Owszem, zawodów z cyklu Pucharu Świata nie wygrałam, jednak nie jestem cyborgiem, nie da się wygrywać wszystkiego. Po Pekinie celowo podeszłam spokojniej do pierwszych startów, by złapać trochę oddechu po ciężkich latach przygotowań do igrzysk olimpijskich oraz mieć rezerwy na drugą, ważniejszą część sezonu. Celem mojej grupy CCC Polkowice było wygranie polskich wyścigów (co zrobiłyśmy) i skupienie się na mistrzostwach Europy i świata, które są najbardziej prestiżowymi imprezami. I nasze założenia konsekwentnie realizujemy, myślę, że nawet z nawiązką.
Prowadzi Pani życie nader intensywne, wypełnione niemal co do minuty: treningi, zawody, wywiady, solidne przymiarki dziennikarskie, promowanie dyscypliny i Kotliny Jeleniogórskiej. Skąd czerpie Pani siły na to wszystko?
– Nie wiem. Już podczas studiów na Politechnice Wrocławskiej zauważyłam, że im więcej mam na głowie, tym lepiej mi wszystko wychodzi. Lubię, kiedy w moim życiu dużo się dzieje, choć widzę, że im jestem starsza, tym zapał troszkę gaśnie. Albo inaczej – dojrzalej patrzę na kolarstwo, które wiele mi w życiu dało. Tak więc ustalam priorytety i wedle nich działam. W ubiegłym roku próbowałam dziennikarskiego fachu podczas Tour de Pologne, gdyż byłam już po sezonie. W tym roku TdP odbywa się w sierpniu, czyli miesiąc przed moimi MŚ, więc z żalem będę śledziła zmagania kolarzy z drugiej strony ekranu.
Mistrzostwo Europy zdobyła Pani w imponującym stylu, zdecydowanie zwyciężając utytułowane rywalki. Nie obawia się Pani, że tak wysoka forma przyszła za szybko? Wszak przed Panią impreza nr 1 sezonu – mistrzostwa świata.
– Przed mistrzostwami Europy wcale nie czułam się rewelacyjnie i sama byłam zaskoczona, że aż tak dobrze mi poszło. Wiem, że moja forma może być jeszcze wyższa i mam wielką nadzieję, iż uda się ją zbudować właśnie na światowy czempionat.
Bardzo dobrze zaprezentowały się w Holandii także Pani koleżanki. O przyszłość cross country w naszym kraju nie musimy się więc martwić?
– To prawda, że poszło rewelacyjnie, ale to nie znaczy, że w MTB jest sielanka. Tylko wąska grupa zawodników, a raczej zawodniczek ma zapewnione komfortowe warunki przygotowań. Dzięki wsparciu mojego teamu CCC Polkowice – ja, Ola i Madzia mamy super, narzekać nie mogą także pozostałe trzy dziewczyny, które są w kadrze, czyli Ania Szafraniec (przygotowująca się w JGB2), Kasia Solus i Paula Gorycka. Gorzej jest już z zapleczem, gdyż szkolenia młodzieży nie ma u nas wcale. Po zeszłym sezonie rozsypała się także kadra mężczyzn, co od razu odbiło się na wyniku naszej drużyny na ME. Teraz naszych panów ratować stara się sponsor związku – Bank BGŻ, więc miejmy nadzieję, że na mistrzostwach świata znów będziemy walczyć o medal.
A co z występami na szosie? TdF wyszedł bardzo dobrze. Nie warto spróbować swoich sił w MŚ w Mendrisio?
– MŚ w Mendisio są gdzieś w mojej głowie, ale póki co nie planuję, czy tam pojadę, czy nie. Po naszych mistrzostwach świata w Australii mamy jeszcze dwa Puchary Świata i zaraz po nich jest szosowy czempionat. A wyścigi MTB i długie podróże to nie najlepsza forma przygotowań do mistrzostw świata na szosie. Chcąc nawiązać walkę z najlepszymi, musiałabym przynajmniej 1,5 miesiąca przygotowywać się wyłącznie pod kątem tej imprezy. Możliwe, że startując z marszu i tak mogłabym pojechać najlepiej z Polek, czy być w okolicach Pauli Brzeźnej. Jednak w tej chwili nie jestem rozliczana z miejsc w stawce polskiej reprezentacji, tylko z medali czy lokat w pierwszej dziesiątce w prestiżowej, międzynarodowej imprezie. Wiem, że jeśli pojadę słabo, narażę się na krytykę, a to nic przyjemnego. Dlatego decyzję pozostawiam na wrzesień. Jeśli będę się czuła na siłach, by powalczyć o wspomnianą pierwszą dziesiątkę, być może do Mendrisio pojadę.
Pani Plany na dalszą część sezonu – te sportowe, ale nie tylko. Mam nadzieję, że śmierć Michaela Jacksona nie wybije z rytmu (jak nie wybija jego znakomita muzyka).
– Uwielbiam muzykę Michaela Jacksona, ale nigdy nie byłam na tyle zagorzałą fanką, by po jego śmierci płakać po nocach, choć to niewątpliwie wielka strata dla kultury pop. Utwory Michaela cały czas mi towarzyszą na treningach oraz rozgrzewkach do startu i cały czas świetnie się sprawdzają. Teraz przede mną start w Pucharze Świata w Kanadzie i przygotowania do mistrzostw świata.
Rozmawiał Waldemar Niedźwiecki – Słowo Sportowe
Tomasz Żukiewicz
Leszek Wrotniewski
Konrad Rydzewski
Rafał Piotr Szymański
Kazimierz Piotrowski
Hubert Papaj
Wojciech Leszczyk
Maciej Lercher
Paweł Kucharski
Oliwer Kubicki
Jacek Jakubiec
Paweł Gluza
Wojciech Chadży