Małgorzata Myćka zagra w Karkonoszach

Rafał Sroka na ławce trenerskiej, a w składzie 2-3 zawodniczki, które do niedawna grały w ekstraklasie – tak może wyglądać zespół MKS MOS Finepharm Karkonosze, który otrzymał dziką kartę na grę w I lidze. W Jeleniej Górze jest zatem szansa na odbudowę kobiecej koszykówki na wysokim poziomie.
Kilka tygodni temu informowaliśmy na łamach „Słowa Sportowego” o zagładzie koszykówki żeńskiej w Jeleniej Górze. Z powodu problemów finansowych z gry w ekstraklasie zrezygnował zespół AZS Kolegium Karkonoskie i praktycznie przestał istnieć. Na szczęście to nie koniec kobiecego basketu w Jeleniej Górze. Jest spora szansa na jego odbudowę na bazie klubu MKS MOS Finepharm Karkonosze, który w minionym tygodniu otrzymał dziką kartę na grę w I lidze centralnej. Jerzy Gadzimski, prezes klubu, nie ukrywa, że chce stawiać na młodzież. – Na pewno nasz skład będzie oparty na młodych zawodniczkach, które do tej pory występowały w Jeleniej Górze. Chcemy go jednak wzmocnić kilkoma doświadczonymi koszykarkami, z którymi prowadzimy rozmowy – mówi. W składzie nie brak zawodniczek w przeszłości związanych z AZS KK. O sile MKS MOS stanowią m. in. Monika Krawczyszyn czy Agnieszka Balsam. Możliwe, że dołączą do nich kolejne byłe już koszykarki ekstraklasowego AZS KK, m. in. Dorota Arodź i Agnieszka Kret. Do Jeleniej Góry wróci też Małgorzata Myćka, która w przeszłości z AZS KK awansowała do ekstraklasy, a ostatni sezon spędziła w AZS Poznań. Klub jest także zainteresowany reprezentantką Polski do lat 20 – Martyną Mićków. Jeśli te transfery dojdą do skutku, jeleniogórska drużyna będzie jedną z silniejszych na zapleczu ekstraklasy i może tam sporo namieszać. Jest to realne tym bardziej, że MKS MOS zostanie wzmocniony także na ławce trenerskiej. Oprócz Jerzego Gadzimskiego, pierwszy zespół prowadzić będzie Rafał Sroka. Ten doświadczony szkoleniowiec pracował już samodzielnie z AZS KK w ekstraklasie, a wcześniej (wspólnie z ojcem – Eugeniuszem) zwyciężył z tym klubem w rozgrywkach I ligi i wywalczył awans do elity. Czyżby teraz historia miała zatoczyć koło?

Tomasz Brusiło – Słowo Sportowe