Nie będzie odbudowy koszykówki w AZS KK...

W poprzednim tygodniu zapadała decyzja, że koszykarki AZS Kolegium Karkonoskie nie zagrają w ekstraklasie. Z braku pieniędzy ze sportowej mapy regionu zniknął zatem kolejny zespół. – Nie widzę szans na odbudowanie koszykówki w naszym klubie – przyznaje wprost Andrzej Błachno, prezes AZS KK.
Przypominajmy, że miniony sezon koszykarki z Jeleniej Góry zakończyły tylko udaną walką o utrzymanie, choć początkowo cele były znacznie wyższe. I do połowy sezonu zespół pod wodzą trenera Krzysztofa Szewczyka spisywał się dobrze, wygrywając m.in. z późniejszym mistrzem polski – Lotosem Gdynia. Ale po konflikcie szkoleniowca z głównym sponsorem zespołu, ten pierwszy opuścił AZS KK i to był początek kłopotów klubu. W ślad za trenerem Jelenią Górę opuściły czołowe zawodniczki, m.in. Ristić, Coleman, Babicka i Gawrońska. Po zakończeniu sezonu to grono jeszcze się powiększyło. Ze składu Finepharmu ubyły kolejne wartościowe koszykarki – Joanna Kędzia (przeszła do AZS Poznań) i Joanna Górzyńska-Szymczak (Lider Pruszków). Wszechobecny kryzys gospodarczy dotknął także część firm, który kłady na utrzymanie drużyny i władze klubu z końcem czerwca podjęły dramatyczną decyzję o nie zgłaszaniu drużyny do rozgrywek ekstraklasy. Oznacza to praktycznie koniec koszykówki w AZS KK, bowiem nie brano nawet pod uwagę zgłoszenia zespołu do jednej z niższych lig. – Powód jest prosty – nie mielibyśmy kim grać, bo nie było odpowiedniego zaplecza. Ten zespół kilka lat temu stworzył od podstaw trener Eugeniusz Sroka i wspólnie z synem Rafałem wprowadzili go z czasem do ekstraklasy. Ale nasze wychowanki, m.in. Babicka i Jujka, poodchodziły do innych drużyn. W ekstraklasie granie samą młodzieżą nie dawało odpowiedniego wyniku sportowego, więc trzeba było ściągać zawodniczki zagraniczne. Ale one były drogie, a transfery nie były trafione. Przeholowaliśmy ze sprowadzaniem zawodniczek z zagranicy, a przy zawyżonym kursie dolara skończyło się to katastrofą – analizuje Andrzej Błachno, prezes AZS KK.
Do zagłady zespołu koszykarskiego w AZS doprowadził zatem przede wszystkim „wyścig zbrojeń”. Może należało utrzymywać zespół na poziomie I ligi w akademickim składzie i nie porywać się na awans, a co za tym idzie sprowadzenie drogich zawodniczek zza oceanu? – Może rzeczywiście trzeba było tak zrobić? Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ten zespół z roku na rok był coraz lepszy. Trenerzy i zawodniczki marzyli o grze w ekstraklasie. Kto mógł wtedy przypuszczać, że tak to się wszystko potoczy – analizuje prezes Błachno. Teraz jego głowę zaprzątają przede wszystkim długi, jakie pozostały w klubie po ostatnim sezonie. Mówi się o kwocie rzędu nawet 400 tys. złotych. – Dług jest spory. Musimy opracować jakiś plan jego spłaty – potwierdza szef AZS KK. Mimo zagłady koszykówki w tym klubie, Jelenia Góra nie pozostanie koszykarską pustynią. Na zapleczu ekstraklasy męskiej występują jeszcze koszykarze Sudetów, a w I lidze kobiet gra drużyna Finepharm Karkonosze. To tam trafią zawodniczki, które dotychczas grały w AZS KK, a nie znalazły jeszcze nowych klubów. Z takiej możliwości skorzysta prawdopodobnie Agnieszka Kret (aktualnie studiuje w Jeleniej Górze), a być może także Dorota Arodź. W przyszłości ewentualna odbudowa silnego zespołu kobiecego może się odbyć właśnie na bazie Karkonoszy, które nie tylko posiadają zespół seniorek w I lidze, ale prowadzą także szkolenie w grupach młodzieżowych. Dysponują zatem odpowiednim zapleczem, którego AZS KK brakowało…
Po wycofaniu jeleniogórskiej drużyny z ekstraklasy włodarze Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet deklarowali, że w liga będzie liczyła nieparzystą ilość drużyn, a żaden zespół nie zostanie dołączony do elity w miejsce wycofanego. Ale w minionym tygodniu zmienili zdanie. Istnieje możliwość wykupienia dzikiej karty na grę w ekstraklasie. Kosztuje ona 100 tys. złotych, a ponadto zainteresowany klub musi przedstawić m.in. brak zadłużenia oraz gwarancje budżetowe opiewające na kwotę minimum 750 tys. złotych. Zainteresowane kluby mogą zgłaszać się do PLKK do 10 lipca.

Dla „Słowa Sportowego” mówi Eugeniusz Sroka, były trener AZS KK: – Bardzo żałuję, że taki los spotkał zespół, w którego tworzenie i prowadzenie przez kilka lat byłem zaangażowany razem z moim synem Rafałem. Włożyliśmy w to mnóstwo pracy, wysiłku i serca. Ale zawsze mierzyliśmy siły na zamiary. A ostatni sezon w klubie to było życie ponad stan, które musiało doprowadzić do katastrofy. Wydano za dużo pieniędzy – to był podstawowy błąd. Ściągnięto w sumie kilkanaście zawodniczek i to nie były trafione transfery. Już w połowie sezonu mieliśmy tego efekty, gdy zawodniczki zaczęły odchodzić z klubu, bo nie dostawały należnych im pieniędzy. Eskalacja tej sytuacji doprowadziła do zagłady. To jest totalna porażka jeleniogórskiej koszykówki kobiet i nie widzę możliwości jej odbudowy w najbliższym czasie.

Tomasz Brusiło - Słowo Sportowe