Rozmowa z Eugeniuszem Sroką, trenerem koszykówki

Swego czasu Pańscy podopieczni grali w najwyższej klasie rozgrywkowej męskiej koszykówki. Kiedy to było, jakie odnosiliście sukcesy i czy wierzy Pan, że tłuste lata wrócą do Jeleniej Góry?

EUGENIUSZ SROKA: – Największe sukcesy w pracy trenerskiej związane są z moim ukochanym klubem – JKS Spartakus. W 1985 r., po dwóch latach pracy, osiągnęliśmy pierwszy znaczący sukces – awans do II ligi (zaplecze ekstraklasy). Kolejne sezony były jeszcze bardziej udane i zaowocowały historycznym awansem w 1989 r. do ekstraklasy mężczyzn, pierwszym w grach zespołowych w historii Jeleniej Góry. Jeśli chodzi o mecze, to najbardziej utkwiło mi w pamięci zwycięskie spotkanie w Radomiu ze Stalą Bobrek Bytom, które dało nam awans do elity. W ekstraklasie także zagraliśmy wiele udanych spotkań, odnosząc zwycięstwa np. z Nobilesem Włocławek (obecny Anwil ) i Stalą Bobrek Bytom, ówczesnym liderem ekstraklasy. W swojej pracy trenerskiej miałem również przyjemność prowadzenia drużyny Turowa Zgorzelec, z którą w 1997 r. awansowałem do II ligi mężczyzn. Ostatnie lata były związane z pracą w żeńskiej koszykówce w klubie AZS Kolegium Karkonoskie i awansami w 2001 r. do I ligi, a w 2005, jako asystent trenera Rafała Sroki, do ekstraklasy. Jednak moje serce pozostało przy Spartakusie i wierzę, że kiedyś ekstraklasa powróci do hali przy ul. Sudeckiej. Wszystkie te sukcesy były możliwe dlatego, że obok mnie pojawili się tacy ludzie, jak trener Leszek Oleksy, z którym współpracowałem 8 lat oraz kierownik sekcji Jerzy Witek, a dla prezesa klubu, Michała Narbutowicza, nie było rzeczy niemożliwych.

Kiedy zaczęła się degradacja koszykówki w Pańskim mieście?

– Tak naprawdę rozpoczęła się w 1992 r. Zmiany ustrojowe, niepewna sytuacja sponsorów, a przede wszystkim brak przepisów regulujących udział rad i urzędów miasta w dotowaniu sportu wyczynowego spowodowały zapaść finansową. A w sporcie zawodowym bez gwarantowanego choćby na przeciętnym poziomie budżetu nie ma mowy o jakichkolwiek wynikach.

Dlaczego tak się stało, że dziś Jelenia Góra to koszykarska prowincja?

– Nie do końca zgodzę się z takim stwierdzeniem. Nigdy jako sportowiec i trener wywodzący się z Jeleniej Góry nie miałem – ani ja, ani moi zawodnicy – kompleksów przed kimkolwiek, nawet wówczas, gdy w towarzyskim spotkaniu stanęła naprzeciwko nas jugosłowiańska Cibona Zagrzeb. W wielkim Pałacu Sportu w Zagrzebiu pokonaliśmy utytułowanych przeciwników 75:71. Niestety, nie ma w naszym regionie tak rozwiniętego przemysłu, żeby liczyć na wsparcie znaczących sponsorów. Oburza mnie, że kiedy jeleniogórski sport robi, co może, by przetrwać, pojedyncze spółki skarbu państwa przejmują dotowanie niektórych klubów, stanowiąc niekiedy 70-80 proc. ich budżetu. To niesprawiedliwość.

Co by się musiało wydarzyć, aby basket na najwyższym poziomie wrócił do stolicy Sudetów?

– Praktycznie tylko jedno: powinien pojawić się sponsor, który przynajmniej w 50 proc. zabezpieczy budżet klubu. Wierzę, że w niedalekiej przyszłości sportowo jesteśmy przygotowani na awans do ekstraklasy. Duża nadzieja w inwestorach, którzy rozwijają na naszym terenie swoją działalność bądź rozpoczną ją w najbliższym czasie.

Rozmawiał
WOJCIECH WALCZAK - Słowo Sportowe