Rozmowa z Jakubem Wołyńskim, grającym trenerem Twardego Świętoszów

Twardy Świętoszów m 5 punktów przewagi nad drugim w tabeli Chrobrym Nowogrodziec. Grający trener „wojskowych” Jakub Wołyński podkreśla jednak, że w klubie nie ma ciśnienia na awans, a rywalizacja o wygranie ligi będzie toczyła się do końca sezonu.

Wiele osób twierdzi, że sprawa awansu może rozstrzygnąć się w pierwszych dwóch kolejkach rundy wiosennej. Podziela Pan tą opinię?

Osobiście nie zgodzę się, że wszystko będzie rozstrzygnięte już na początku. Biorąc pod uwagę naszą grę z przeciwnikami z górnej części tabeli, jeśli wychodzą nam mecze, potrafimy sobie poradzić. Najważniejsze są jednak mecze ze słabszymi zespołami. W tych spotkaniach dochodzi do rozprężenia, a to charakteryzuje nasz zespół. Wygrywamy w głowach, rywale nadrabiają ambicją i kończy się niespodzianką. Tym bardziej nie zgadzam się z tym, że jesteśmy jedynym kandydatem do awansu. Są inne zespoły, które jesienią się wzmocniły im chcą wygrać tą ligę. Te kluby w szerokim tego słowa znaczeniu mają od nas większy potencjał i są lepiej zorganizowane. Ponadto w przeciwieństwie do innych zespołów nie ma u nas ciśnienia na awans. Gramy dla przyjemności i z nastawieniem, aby co sezon rozwijać się i poprawiać swoją zdobycz punktową.

Jesienią imponowaliście postawą w ofensywie, a w obronie straciliście zaledwie 15 goli. To tylko dwa więcej od najlepszej pod tym względem Granicy. Wasze statystyki wiosną będą podobne?

- O to może być różnie. Ponieśliśmy bowiem wielką stratę. Kontuzji doznał bowiem Daniel Szkarapat. Moim zdaniem najlepszy zawodnik tej ligi zerwał ścięgna Achillesa i nie będzie mógł nam pomóc. Żal, bo kiedy zaczynał wychodzić na prostą przytrafiło mu się coś takiego. To konsekwencja naszych zobowiązań wojskowych. Musieliśmy jeździć na halowe turnieje reprezentujące jednostkę i na jednym z nich w końcówce meczu przytrafiło mu się nieszczęście. Jesienią Daniel leczył inną kontuzję i także w wielu spotkaniach nie mógł wystąpić. Nasza postawa w ataku nie powinna być gorsza. Solidnie jak nigdy przepracowaliśmy okres przygotowawczy i postawa ofensywna będzie cieszyła. Mocno wierzę, że przyjście Sebastiana Tylutkiego wzmocni obronę. To najbardziej doświadczony zawodnik w naszym zespole, który ma doświadczenia z występów na wyższym szczeblu. Powinien pomóc nam tracić jeszcze mniej goli.

Spotkania w roli gospodarza w dalszym ciągu będziecie rozgrywali w Parowej?

- Tak. Nie wykluczone jednak, że wkrótce to się zmieni. Nie ukrywam, że powoli myślimy o powrocie do Osiecznicy. Prezes tamtejszego Leśnika Janusz Puzio coraz przychylniej na nas patrzy. Póki co w Parowej jeszcze nie przegraliśmy spotkania i mam nadzieję, że przedłużymy tą passę.

Po powrocie do Olimpii Kamienna Góra Krzysztofa Cisowskiego w zespole będzie rywalizacja o miejsce w bramce?

- Na razie odsunąłem od zespołu Marka Kondratowicza. Po kilku latach nadszedł czas, aby inni dostali swoją szansę. Dołączyło do nas dwóch piłkarzy na tą pozycję – Tomasz Zomer z Czarnych Żagań i Waldemar Goliński z Vitrosiliconu Iłowa. Pierwszy z nich jest młodzieżowcem.

A jak przedstawia się sytuacja w pozostałych formacjach?

- Tutaj jest trochę gorzej. Nie mamy dosyć długiej ławki, a to może być kluczowe w walce o pierwszą lokatę. W przeciwieństwie do zespołów, które znajdują się zaraz za naszymi plecami nie mamy możliwości przyciągania do siebie zawodników pieniędzmi. Dlatego podkreślam, że nie tylko wszystko w naszych nogach, ale także zespołów przeciwnych.

Rozmawiał
GRZEGORZ BEREZIUK