Stypendialne ochłapy dla piłkarzy Karkonoszy…

Od kilku lat piłkarze jeleniogórskich Karkonoszy byli mamieni wizją stypendiów jakie za swoją grę będą pobierać z kasy miejskiej. Z roku na rok obietnice się powtarzały, aż tu niespodziewanie w 2008 roku kilku radnych zaangażowanych w zmianę treści uchwały doprowadziło do tego, że od 2009 roku piłkarze nareszcie mogli liczyć na pewne pieniądze każdego miesiąca.
Uchwała mówiła, iż występując w IV lidze zawodnicy Karkonoszy mogą liczyć na kwotę 50% najniższej krajowej pensji. Na dzień dzisiejszy to blisko 650 złotych brutto, co dałoby na rękę nieco ponad 500 złotych. Jak się okazało radni nie mieli prawa określać tych stawek, gdyż przywilej ten należy się prezydentowi Markowi Obrębalskiemu, na co zwrócił uwagę wojewoda dolnośląski. Spowodowało to dwumiesięczne opóźnienie w kwestiach proceduralnych, a piłkarze zniechęceni doświadczeniami poprzednich lat przestawali wierzyć w to, iż otrzymają wymarzone stypendia…
W końcu stało się, prezydent wydał odpowiednie rozporządzenie i od marca po wypełnieniu stosu papierków, każdy z piłkarzy będzie mógł sprawdzać stan swojego konta, które co miesiąc powinno pęcznieć o…, no właśnie jak się okazuje nie o 500 złotych jak zakładali zawodnicy, a o nieco ponad 300 złotych, gdyż Marek Obrębalski ustalił kwotę stypendium dla zawodników Karkonoszy na 400 złotych brutto… Stało się tak gdyż w swoim rozporządzeniu zmienił stawkę stypendium piłkarzy z 50% najniższej krajowej pensji, na zapis „do 50%”, co nie ukrywajmy daje już dużą swobodność przy ustalaniu końcowej kwoty.
Takim obrotem sytuacji załamani są praktycznie wszyscy zawodnicy, którzy nie ukrywają, iż mają serdecznie dosyć takiego traktowania przez władze miejskie. Jak mówią nie zostaje im nic innego jak przygryźć zęby i dokończyć sezon, jednak co do dalszej ich przyszłości przy Złotniczej nie pozostawiają złudzeń. – Jeśli nic się nie zmieni większość chłopaków zapewne opuści latem klub, na pewno odejdą wszyscy, którzy mają ukończone 23 lata, bo za nich nie będzie trzeba płacić ekwiwalentu za wyszkolenie. Każdy z nas z pocałowanie ręki znajdzie pracę w okolicznych klubach, gdzie reżim treningowy jest nieporównywalnie mniejszy, a pieniądze do zarobienia większe – mówi jeden z piłkarzy prosząc o anonimowość.
Najbardziej smutne jest to, że radni przewidzieli taki scenariusz. Już ponad dwa tygodnie temu rozmawiając z jednym z autorów nowej uchwały stypendialnej Miłoszem Sajnogiem, usłyszeliśmy od niego niepokojącą informację, iż obawia się, że w chwili gdy kwoty wypłat zależeć będą bezpośrednio od prezydenta, to obniży on stawki sportowcom. Jak się okazało radny Sajnog miał rację, niestety marna to pociecha dla piłkarzy w biało-niebieskich koszulkach…

Piotr Kuban