Jak słaba złotówka wpłynie na dolnośląski sport?

Kryzys finansowy powoli zaczyna dotykać polski sport. Sytuacja nie jest jeszcze tragiczna, ale Ministerstwo Sportu i Rekreacji już zapowiada oszczędności. Najmniejsze kwoty z budżetu państwa otrzymają dyscypliny nieolimpijskie.
Coraz częściej głos zabierają specjaliści od marketingu sportowego. Ich zdania są podzielone. Jedni uważają, że kryzysu w sporcie jeszcze nie ma, i że będzie raczej nieodczuwalny, chyba, że potrwa ponad trzy lata. Drudzy twierdzą, że kluby będą miały poważne problemy już w tym roku. Oprócz państwowych oszczędności i planów ograniczenia finansowania sportu przez spółki skarbu państwa, problemem są także prywatni sponsorzy. Firmy, które szukają oszczędności, w pierwszej kolejności zrezygnują z przekazywania pieniędzy na organizację imprez sportowych, czy utrzymanie klubów. Kto na tym ucierpi? Przede wszystkim najbiedniejsi i najgorzej zorganizowani oraz dyscypliny najmniej popularne.

Na Dolnym Śląsku nie jest jeszcze źle

Na Dolnym Śląsku sytuacja nie wygląda najgorzej, choć są kluby, które ledwo wiążą koniec z końcem. – Tegoroczny budżet Województwa Dolnośląskiego na kulturę fizyczną i sport jest największy w historii i wynosi ponad 29 mln zł – mówi Marcin Przychodny, dyrektor Wydziału Kultury Fizycznej, Sportu i Rekreacji w Urzędzie Marszałkowskim. Większość tej kwoty – ponad 21 mln zł – przeznaczona jest na zadania inwestycyjne: program „Orlik 2012”. Reszta pieniędzy przekazana zostanie na upowszechnienie sportu. – W ramach tych środków kwota blisko 6,5 mln zł już trafiła do stowarzyszeń sportowych, głównie dolnośląskich związków, przede wszystkim na organizację szkolenia i współzawodnictwa dzieci i młodzieży – tłumaczy dyrektor Przychodny.
Kwotą 700 tys. zł wspomagane są najlepsze dolnośląskie kluby sportowe w sporcie dzieci i młodzieży. Dofinansowano również blisko 150 imprez sportowych na kwotę 900 tys. zł. Kolejne 500 tys. zł, przeznaczone na stypendia, zostanie rozdysponowane dla najzdolniejszych sportowców w najbliższych dniach. – Mając na uwadze powyższe, mogę zapewnić, że te zadania w sporcie dzieci i młodzieży, za które współodpowiada województwo, z pewnością nie ucierpią, ponieważ środki praktycznie zostały już przekazane – dodaje Marcin Przychodny. Daniel Perski, prezes Dolnośląskiego Związku Sportów Gimnastycznych, przyznaje, że w porównaniu z ubiegłymi latami, w tym roku otrzymał więcej państwowych środków. Kryzys nie dotarł również do głównych klubów w Polkowicach, czy w Lubinie. W Górniku Polkowice sytuacja jest opanowane głównie dzięki gminie, która mocno wspomaga klub.
Bez problemów działa również Zagłębie Lubin. – Sytuacja w klubie jest stabilna – mówi Jan Wierzbicki, rzecznik prasowy Zagłębia Lubin. Zagłębie wyznaczyło sobie cel na najbliższy rok – awans do ekstraklasy, który bez zabezpieczenia finansowego trudno byłoby zrealizować. – Mamy kilka sposobów pozyskiwania pieniędzy. Pierwszy to powierzchnia reklamowa, na jednym z najnowocześniejszych stadionów w Polsce. Po drugie, posiadamy sklepy patronackie, w których sprzedawane są gadżety i pamiątki związane z klubem. Firmy przyciąga także nasz projekt Zagłębie Biznesu – dodaje Wierzbicki.
Kryzys zaczyna być odczuwalny w klubach, w których zatrudniani są obcokrajowcy. Umowy z nimi podpisywane są na początku sezonu, a wynagrodzenie płacone w euro czy dolarach. Przy gwałtownym osłabieniu złotówki utrzymanie zagranicznych graczy kosztuje dużo więcej. – Podpisaliśmy z głównym sponsorem umowę na okres rozgrywek, na początku sezonu – mówi Grzegorz Ardeli, menedżer do spraw sportu w PGE Turowie Zgorzelec. – Niestety, nie spodziewaliśmy się, że złotówka będzie taka tania. Dlatego teraz staramy się pozyskać dodatkowe środki. Jednak zapewniam, że sytuacja nie jest zła – dodaje Ardeli. Więcej problemów ma natomiast Victoria Górnik Wałbrzych. Wałbrzyska Koksochemia – główny sponsor klubu – ma poważne problemy i powoli ogranicza kwoty przekazywane na sport. Najprawdopodobniej ten sponsor koszykarzy finansować będzie tylko do końca sezonu. Jednak najwięcej trudności mają małe kluby. Krzysztof Głowacki, prezes szermierczego klubu Wrocławianie, otwarcie przyznaje, że mimo comiesięcznej pomocy sponsora, ledwo wiąże koniec z końcem. Jednak winy nie zrzuca tylko na kryzys. – Od momentu, kiedy zająłem się szermierką, zawsze były problemy z pieniędzmi. Taka dyscyplina. Jednak jako jej pasjonat jestem dobrej myśli – mówi Głowacki.
Problemy finansowe mają także tenisiści stołowi z Głoski Księgienice. Brak pieniędzy może być przyczyną rozwiązania sekcji.
W innych dolnośląskich klubach panuje przekonanie, że problem ich jeszcze nie dotyczy. Warto jednak pamiętać, że to dopiero początek kryzysu. Dużo bardziej pesymistycznie sytuację oceniają specjaliści od marketingu sportowego. Niektórzy przewidują, że może to być prawdziwa rzeź niewiniątek, a przetrwają tylko najmocniejsi.

Aleksandra Szumska - Słowo Sportowe